Największy profeta, jakiego widział świat
to łatwa w odbiorze powieść o tematyce duchowo- historycznej, kóra opowiada o życiu sławnego proroka z XVI wieku Nostradamusa.
Po okresie szczęśliwego dzieciństwa, jako młody lekarz Michel de Nostredame skutecznie walczył z dżumą w czasach ciemnego Średniowiecza we Francji.
Ale potem wielkie nieszczęście przytrafiło się jego rodzinie i całkowicie zburzyło jego życie….
Powieść Erica Mellemy
Z angielskiego przełożyła Ann Krol
Translator English Polish
© 2006 Eric Mellema
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Podziękowania dla:
An Krol
Maria-Bonita Kapitany
Jack van Mildert
Liesbeth Gijsbers
Moene Seuntjens
Marleen van Haeren
Ria Adriaensen
Els Pellis
Guus Janssens
Ronald Mengerink
Arthur Hendriks
Specjalne podziękowania dla: Trudi Koning
Wykorzystane czterowiersze z Przepowiedni
Rozdział 5/8
Rozdział
1
-
Brr, jak tu zimno!
-
Nie narzekaj, Merkury; już tylko trzydzieści jeden dni i
będziesz z powrotem w domu.
-
Kto tam?
-
Nazywam się Hermes Najjaśniejszy panie.
-
Hermesie przychodzisz w samą porę. Umieram z nudów.
-
Otóż powiem Ci, że Zeus zdecydował, że
Twoje zadanie dobiega końca. Musisz jedynie na chwilę być
materialny zanim rozbłyśniesz światłem.
-
Skąd to wszystko wiesz?
-
Jestem najszybszy na Mlecznej Drodze, a poza tym bywałem tu i
tam i słyszałem to i owo. Poza tym przekazywanie wiadomości
to moja praca.
-
Ile pozostało mi czasu?
-
Zanim zrównasz się z Ziemią i Słońcem -
nie dłużej.
-
Hmm, przynajmniej to jakaś odmiana od bycia martwą Planetą.
Moja jedyną rozrywką tu jest wywoływanie fal
uderzeniowych i kąpiele Słoneczne.
-
Może zatęsknisz jeszcze za tą zwykłą
egzystencją, mój materialny bracie, ale teraz proszę
poczekaj jeszcze chwilę.
Miesiąc
później na plancie Ziemia miały miejsce niesamowite
narodziny. Na świat przyszła istota z ponadprzeciętnym
darem przepowiadania przyszłości. Astrolog narodził
się w małej francuskim miasteczku Saint Rémy de
Provenza w okresie renesansu. Skurcze rozpoczęły się w
miejskiej willi za halą rynku, gdzie czasem handlarze
sprzedawali swoje towary. Matka proroka - Reynière de
Nostredame dokładnie wyliczyła dzień narodzin, ale
skurcze rozpoczęły się nieoczekiwanie wcześnie.
Chłopiec najwidoczniej zdecydował się przyjść
na świat wcześniej, aby zająć optymalną
pozycję względem planet. Zauważalnie długi otwór
śluzowy, który znajduje się na zakończeniu
szyjki macicy podczas ciąży właśnie wysunął
się. To była oznaka, że właśnie niebawem
zbliża się rozwiązanie. Reynière
straciła nieco krwi i poprosiła, aby przeprowadzić jej
ojca Jeana de Saint Rémy, który był nadwornym
lekarzem Dobrego Króla René dawnego dworu w Prowansji.
Ciężarna leżała na łóżku pocąc
się, gdy do pokoju pośpiesznie wszedł jej ojciec i mąż
- Jacques, który awansował na pozycję publicznego
notariusza. Skurcze pojawiały się teraz regularnie i
stawały się coraz bardziej bolesne, aż dotarły na
szczyt, gdzie nagle ustępowały. Jej ojciec patrzył
zmartwiony i przytrzymywał brzuch córki zawodowym
lekarskim uściskiem. Z ulgą ustalił, że
nienarodzone dzieciątko porusza się w brzuchu matki i że
poziom wód płodowych, które odeszły jest w
normie. Powróciły regularne skurcze i pękła
śluzówka, a wraz z nią poród rozpoczął
się na dobre. Powoli, ale pewnie ciało Reynière
utworzyło otwór dla dziecka. Szyjka macicy, która
podczas ciąży staje się węższa teraz
stopniowo poszerzała się. Szczególne nowy
mieszkaniec Ziemi walczył, jakby jego życie zależało
właśnie od tego i nastąpiła faza parcia. Poród
trwał w przybliżeniu dziesięć godzin. W końcu
pojawiła się małą główka i małe
szeroko otwarte oczy badawczo patrzyły na świat. Jean i
Jacques byli zachwyceni i spoglądali na siebie z ogromną
radością. Następnie pojawiły się ramiona, a
za nimi wyłoniła się bez problemów cała
reszta ciała.
“Michel!”
– dumnie przywitała go matka. Jean ostrożnie wziął
w ręce małe zakrwawione ciałko które w dalszym
ciągu było połączone z matką pępowiną
i położył je na brzuszku matki. To było dziecko w
czepku urodzone.
Michel de Nostredame przyszedł na świat dokładnie o
północy 14 grudnia 1503 roku, gdy dzwony kościelne
dzwoniły głośno na całe miasto Saint Rémy.
Jego rodzice byli przeszczęśliwi z powodu przyjścia na
świat ich pierwszego dziecka, które jako katolika miało
bezpieczną przyszłość. Jacques i Reynière
oboje pochodzili z Żydowskiej rodziny, ale kilkanaście lat
wcześniej wszyscy Żydzi zostali zmuszeni pod groźbą
śmierci do przejścia na katolicyzm. Na stole w ich domu w
dalszym ciągu stał menorach, który symbolizował
Żydowskie święto światła Hanukkah, które
świętowano w tym miesiącu. W czasie tego specjalnego
święta dochowywano tradycji i Jacques zawsze czytał
wersety z Talmudu. Tym razem ceremonialnie zaadresował je w
kierunku swojego synka otoczonego rodziną. Ojciec powiedział
mu, że w Talmudzie jest mowa o cudach święta Hanukah.
Michel bezpiecznie otulony słyszał jedynie głos ojca.
Gdy
chłopczyk zaczął raczkować, a następnie
stawiać pierwsze kroki, powoli zaczął odkrywać
świat i okazał się bardzo ciekawskim maluchem. Z
radością badał wszystko w zasięgu wzroku w tym
wszystkie przedmioty. Z entuzjazmem atakował gości czasem
bawiąc się ich włosami. Szybko poszerzał swoje
granice swego podwórka i nie zwracał uwagi na zabawy
innych dzieci w jego wieku. Uważał, że bawią się
zupełnie bez celu. Pewnego dnia zgasił ogień na
palenisku wodą i usiadł patrząc na chmury pary z
ogromną fascynacją. Podczas jego pierwszej wyprawy na rynek
jego dar wyszedł na światło dzienne. Rodzina oglądała
stoiska handlarzy sprzedających towary. Z uwagi na jego
ograniczoną wysokość Michel zajmował się
tym, co było w zasięgu jego wzroku, czyli pod drewnianymi
stołami: resztki ryb, zgniłe owoce, resztki krwi, porwane
worki z juty i gdzieniegdzie szczur przeżuwający resztki i
nieskończona ilość przemieszczających się
stóp.
Jego
matka miała na niego oko.
Rodzina
De Nostradame przystanęła na chwilę przy stoisku ze
szklanymi towarami, aby kupić jakieś ładne naczynia na
święta. W zeszłym wieku szklane naczynia widywano
jedynie na stołach elity, ale obecnie wyroby ze szkła były
bardzo popularne i szeroko dostępne. Zręczny handlarz
natychmiast włożył pod zęby jedną z
najszlachetniejszych mis próbując zrobić wrażenie
na młodej matce.
“Wie
pani, naczynia z ceramiki, drewno i cyny są funkcjonalne, ale
jednocześnie bardzo zwyczajne. Najmodniejsze obecnie są
naczynia szklane.“ Reynière dokładnie
przysłuchiwała się słowom tego człowieka
trzymając swoje dziecko blisko siebie.
“Mamy
siedem rodzajów szklanek” – kontynuował -
“Proszę spojrzeć tutaj: cudowny szklany otwór
w kształcie lejka i niskie szklanki typu kieliszkowego z cienką
wdzięczną szyjką. Za nimi stoją kubki w kształcie
cylindrów w ciapki.”
“A
co to za typ?”- zapytała.
“To
Berkemeier proszę pani szklanki z otworem w kształcie lejka
i subtelnie prążkowanym pierścieniem na nóżce.”
Handlarz
wyciągnął wszystko co miał na zapleczu, ponieważ
rodzina wyglądała na bardziej zamożną. Jacques
pomyślał, że ta postrzępiona jest ładna.
“Te
postrzępione są bardzo popularne” –
odpowiedział handlarz szybko – “oczywiście obok
niskich pucharków, okrągłych nóżek
kieliszków i naczyń Berkemeier.”
“Do
czego służą te prążki” –
zapytała Reynière.
“Prążki
lub cętki zapewniają lepszą chwytność
naczynia.”
“A
które najlepiej się sprzedają?” –
zapytał jej mąż.
“Te
szklanki sprzedają się bardzo dobrze. Naczynia takie jak
dzbany są droższe.”
Widocznie
ekspert był jedyną osobą w okolicy, która
posiadała tak imponującą kolekcję naczyń
szklanych. Handlarz z dumą pokazał najpiękniejszy
dzban. Rodzinie bardzo podobały się jego towary i Jacques
zapytał, czy mógłby się przyjrzeć temu
dzbanowi z bliska. Przez cały ten czas mały Michel
zachowywał się całkowicie grzecznie i obserwował
pod stołem do połowy wypełnione pudła. Jacques
niezdarnie ujął szklane naczynie, które nagle
wyślizgnęło się z jego rąk. Na szczęście
nie upadło ono na ziemię, ponieważ Michel w czas
zdążył schwytać to drogie naczynie. Cała
uwaga kupujących skierowała się na małego
bohatera. Rodzice przeprosili handlarza i wrócili do domu nie
kontynuując już zakupów. Po powrocie ojciec był
bardzo dumny ze swojego dziecka. Rodzice powierzyli wychowanie
swojego dziecka dziadkowi i wiedzieli, że jest w dobrych rękach.
Były nadworny lekarz i astrolog uczył swego wnuczka nie
tylko matematyki, ale także starożytnej greki, łaciny,
hebrajskiego i także podstaw astrologii. Jean często
zabierał go nocą poza miasto. Tam kładli się na
polach i razem obserwowali gwiazdy. Dziadek opowiedział mu, że
północne niebo widać lepiej w zimie, a południowe
w lecie i że można łatwo odnaleźć
konstelacje zimowe takie, jak Mały i Duży Wóz
obierając za przewodnika gwiazdę Orion.
“Gdy
dorastałem chciałem być gwiazdą” –
powiedział wnuczek.
“To
zabawne. Właśnie przypomniałem sobie historię,
gdzie ktoś został skazany i karą było
umieszczenie go na niebie jako gwiazda. Podobnie jak Orion, który
prześladował swoje siedem sióstr Plejady. Siostry
czuły się zagrożone i modliły się o pomoc.
Sprawiły, że Bóg myśliwych przyszedł im z
pomocą i zabił ich brata jedną ze swych strzałek.
Orion znajduje się na niebie i jest gwiazdą. Ale nie jestem
pewien, czy to możliwe dla ludzi z krwi i kości Michelu.
Jednakże pamiętam, że są o tym jakieś
wzmianki w starych manuskryptach. Więc któż wie?
Przy okazji Plejady są widoczne na niebie gołym okiem.
Popatrz, tam są” i tymi słowy Jean wyciągnął
swoją rękę wskazując na czarne niebo.
“Wygląda
na to, jakby te gwiazdy wzajemnie się dotykały” –
zauważył chłopiec.
“Tak,
tak to wygląda, ale w rzeczywistości są znacznie od
siebie oddalone.”
Gdy
nadeszła wiosna dziadek pokazywał Michelowi gwiazdy
Arcturus, Regulus i mieniącą się Spica –
najjaśniejsze gwiazdy na wiosennym niebie, które wspólnie
tworzą Trójkąt Wiosny. Tego lata można było
bardzo łatwo obserwować gwiazdy na niebie, ponieważ do
jesieni były bardzo widoczne na niebie. Jesienią dziadek
pokazał na niebie skrzydlatego konia Pegaza, którego nie
łatwo znaleźć ponieważ jest odwrócony.
Dzięki tym krótkim wycieczkom Michel poznał
konstelacje ale jego rodzice narzekali, że dziadek przyprowadza
go tak późną nocą.
Pewnego
jasnego wieczoru, gdy Jean po raz kolejny wziął swego
wnuczka na wyprawę, nagle pogoda zmieniła się
diametralnie. Michel złościł się na chmury, które
zasłoniły ciała niebieskie na niebie. Tej nocy rzucało
małym urwisem i wrócił do swego łóżka,
które było oddzielone od innych łóżek
przy pomocy specjalnej zasłony. Chłopiec nie mógł
zasnąć. W dalszym ciągu był zły i
rozczarowany, gdy nagle wiatr otworzył okiennice i zwariowane
tornado wyrwało go z jego łóżka. Udało mu
się wdrapać do okna, a jego ciało zwisało na
zewnątrz. We właściwym momencie instynkt macierzyński
obudził Reynière, która potrząsnęła
swoim mężem i oboje pobiegli do dziecka, któremu
zagrażało śmiertelne ryzyko. Razem wciągnęli
dziecko z powrotem do pokoju i lekko przymknęli okno. Dokładnie
jeszcze nie rozumiejąc co się stało wrócili do
swoich łóżek i za jakiś czas okno ponownie się
otworzyło. Małą trąba powietrzna ponownie
skierowała swoją energię na małego geniusza z
ogromną siłą, ale jego rodzice byli w pobliżu i
udało im się zapobiec katastrofie zanim wyssało
chłopca z pokoju. Okiennice zamknięto gwoździami, a
całe zdarzenie potraktowano jako lekcję dla dziecka, której
nigdy już nie zapomniał. Postanowił już nigdy nie
przeklinać na nikogo. Pewnego dnia przysłano wiadomość
od Pierre de Nostradame – dziadka ze strony ojca. Pierre z żoną
mieszkali w Grasse i zaprosili całą rodzinę w
odwiedziny na kilka tygodni. Pierre był nadwornym lekarzem i
służył synowi Dobrego Króla René. Gdy
jego pacjent został zamordowany w Barcelonie, Pierre osiadł
w rozwijającym się miasteczku znanym z produkcji perfum.
Jacques i Reynière postanowili przyjąć zaproszenie i
rozpoczęto duże przygotowania do podróży,
ponieważ Grasse było znacznie, a w przeciągu ostatnich
kilku lat rodzina powiększyła się o czwórkę
chłopców. Po kilku tygodniach byli już gotowi do
podróży i wszyscy zasiedli w wypożyczonego powozu z
końmi. Ojciec, matka i trzej synowie. Jean został w domu
opiekując się dwoma najmłodszymi. Po kilku dniach
podróży dotarli do Cannes, a stąd droga prowadziła
już prosto do Grasse. Krajobraz był otoczony ze wszystkich
stron pagórkami porośniętymi drzwiami, które
zachęcały do odpoczynku. Byłoby lepiej, gdyby nie
zatrzymywali się, ponieważ nagle mały Hektor po prostu
zniknął i potrzebowali trzech godzin, aby go odnaleźć
wśród skał.
I
jak myślisz, kto go odnalazł? Oczywiście Michel!
Hektor dostał kuksańca w ucho i ruszyli w drogę.
Oglądając się w tył w dalszym ciągu mogli
rzucić okiem na Morze Śródziemne. W regionie znanym
z produkcji perfum nie było wiele kwitnących kwiatów.
Nadchodził schyłek lata i pszczoły udawały się
na poszukiwanie nowego miodu. W końcu ujrzeli Grasse, które
znajdowało się wzgórzami otoczone polami, które
wiosną usiane były kwieciem. Gdy wjechali do miasta,
chłopcy byli zachwyceni widokiem. Można tu było
znaleźć wszystkie rodzaje garbarni, które zgodnie z
tym co mówił ojciec, jeszcze niedawno temu
rozprzestrzeniały niesamowity smród. Aby pozbyć się
tego niebywałego smrodu skóry, mieszkańcy miasta
wpadli na pomysł wypełniania skóry miksturą z
tłuszczu zwierzęcego i kwiatów. Potrzeba jest matką
wynalazku i w taki sposób perfumowane torby, rękawice i
paski stały się prawdziwym szykiem mody. Powóz
wjechał mozolnie mijając wiele sklepów z wystawami
artykułów skórzanych i w końcu dojechali do
Place aux Aires, gdzie mieszkali dziadkowie. Bertrand silnie uchylił
drzwi powozu, aby wydostać się tak szybko, jak tylko
możliwe i przejechać się na koniu, ale jego ojciec
zatrzymał go. “Najpierw przywitasz się ze swoimi
dziadkami, młody człowieku” – powiedział.
Tymczasem Pierre podszedł do nich chwiejnym krokiem, ponieważ
dopiero się obudził i zaczął ciągnąć
walizki. Pomimo jego dojrzałego wieku, miał wiele energii i
w dalszym ciągu pracował w gildii lekarzy. Po ucałowaniu
dziadka trzej chłopcy pobiegli podekscytowani zobaczyć
całkowicie nowe nieznane dla nich miasto. “Po prostu
pozwól się im pobawić przez chwilę” –
powiedziała do męża podmęczona żona –
“to doskonała szansa, aby wypakować bagaże w
spokoju.” Tymczasem dzieci spacerowały po ulicach
oglądając perfumerie, pojemniki z mydłem, środki
destylujące i inne produkty.
Miasto
było zaślepiające, ale także bardzo brudne i
otwarte studzienki kanalizacyjne praktycznie mogły pomieścić
w sobie góry śmieci. Mimo to na ulicach unosił się
przepiękny zapach perfum. Wszędzie prezentowano torby,
walizki i balony wypełnione wodą zapachową, olejkami,
winem, mydłem lawendowym, ziołami i perfumowaną skórą.
Jedenastoletni Michel poczuł się jak w raju zmysłowych
zapachów i szybko został oczarowany specyficznym
zapachem, który zaprowadził go do jednej z alei.
“Gdzie
się wybierasz?” – krzyknęli zdziwieni Bertrand
i Hector. Michel nie odpowiedział ani słowem i dalej drogą,
która prowadziła poza miasto. Zatrzymał się na
chwilę obok kamienia arc, zamknął oczy i wczuwał
się w zapach. W tym miejscu zapach był najbardziej
intensywny. Chłopiec głęboko wdychał ten
szczególny zapach, który zdawał się być
zarazem słodki i ciemny. Kilka minut później wrócił
spełniony i zobaczył jak jego bracia bawili się w
parku. Minął dzień w tym fantastycznym mieście i
jutrzejszy dzień zapowiadał się na bardzo ekscytujący
– odwiedziny w dwóch najbardziej znanych perfumeriach.
Dziadek Pierre przyjaźnił się z Amalfi –
właścicielką fabryki, która obiecała mu,
że jego rodzina może odbyć tour po fabryce. Tego ranka
całą rodzina udała się wraz z potencjalnymi
kupcami na wycieczkę prowadzoną osobiście przez
właściciele fabryki. Elita patrzyła się, jak
Hector zawzięcie dłubał w nosie i ojciec ukarał
go. W międzyczasie Amalfi opowiadała im o jej znanej linii
zapachów.
“Te
błękitne flakoniki zawierają różne rodzaje
wody toaletowej i kobiecych perfum na bazie jednego rodzaju kwiatów.
Po jej wprowadzeniu grupa przeszłą do kolejnego stołu
i kolejny syn zaczął zachowywać się nieznośnie.
Bertrand próbował potajemnie otworzyć flakoniki.
“Nie
dotykaj ich, Bertrand.” – zagroził mu ojciec. Na
szczęście kobieta prowadząca demonstrację perfum
nie zauważyła tej próby i kontynuowała:
“soliflores to woda zapachowa stworzona jedynie z jednego
rodzaju kwiatów, roślin lub owoców.” Po
wysłuchaniu jej grupa udała się do kolejnego pokoju,
gdzie znajdowały się genialne urządzenia.
“To
nasze alembiki do destylacji. Proces destylacji opracowali Arabowie.”
Przysłuchując się uważnie Michel i jego dziadek
usłyszeli jak Hector prosił mamę, aby zabrała go
do toalety. To nieco zakłóciło uwagę
właścicielki fabryki podczas jej opowieści i
zakaszlała nerwowo.
“Dobrze,
wyjdź na zewnątrz, ale zachowuj się cicho!” –
nakazała Reynière chłopcu. “Jaśmin
pierwotnie przywieźli marynarze z Indii i Hiszpanii wprowadzając
nie tak dawno ten kwiat do Grasse poprzez Północną
Afrykę. Maître Gantier udało się osiągnąć
monopol” – kontynuowała.
“To
dobra okazja, aby kupić nieco perfum” – wyszeptała
Reynière do swego męża. Jacques zgodził się,
choć sam nie uczynił nic w tym kierunku, ponieważ był
całkowicie zaabsorbowany opieką nad najmłodszymi
dziećmi. Na szczęście miał na nich oko dziadek
Pierre i zachowywały się całkiem dobrze i ojcu udało
się wysłuchać ostatnią część tej
historii.
“Nadszedł
najwyższy czas, aby zakończyć tą demonstrację.
Czy mają Państwo jakieś pytania, lub komentarze?”
Nieoczekiwanie Michel wyszedł naprzód w pięknym
stylu i zapytał, czy mógłby powiedzieć kilka
słów. Ojca, aż rozbolała głowa od
zachowania jego dzieci, jednakże pani Amalfi była
oczarowana dziecinnym zapytaniem chłopca i zgodziła się.
Serce Michela zaczęło bić mocniej. Mały profeta
zrównał swoje ramiona i z wielką siła
wypowiedział swoją pierwszą przepowiednię.
“Pewnego
dnia ta perfumeria stanie się bardzo znana. A wszystko dzięki
pewnemu studentowi z wyjątkowym zmysłem powonienia. Jego
nazwisko brzmi Montesquieu i będzie on produkował
niesamowite zapachy. U szczytu swojej kariery stworzy dla siebie
dziwaczne perfumy o zapachu świeżo zmarłego ciała
młodych dziewczynek. Po jego śmierci jego chwała
umilknie.” Tymi słowy zakończył swą
przepowiednię i wrócił z powrotem do swoich rodziców
z szacunkiem. Ludzie zamilkli i nawet Amalfi nie wiedziała co
powiedzieć. Jacques zdecydował, że nie będzie
karał chłopca za jego zachowanie ponieważ jego maniery
były właściwe. Nikt już nie wspominał o tej
czarnej przepowiedni, która była niezrozumiała.
Nieco zaniepokojony zachowaniem swego dziwnego wnuka Pierre
podziękował właścicielce za niesamowitą
demonstrację i rodzina wróciła do domu. Niebawem
wakacje obiegły końca. Dziadek Jean bardzo uradował
się z powrotu rodziny, szczególnie Michela, z którym
łączyła go specjalna więź. Gdy powóz
wjechał na ulicę Rue des Remparts oboje szukali siebie
wzrokiem. Hector i Bertrand byli całkowicie wyczerpani z powodu
długiej podróży i od razu położyli się
do łóżka, ale Michel wciąż był
podekscytowany swoim przedstawieniem. Gorączkowo dyskutował
o swojej specjalnej przepowiedni i pragną porozmawiać o tym
ze swoim dziadkiem. Chłopiec opowiedział mu, że ten
dziwny zapach w Grasse coś w nim przebudził. Jean
potraktował słowa chłopca poważnie i
zasugerował, aby dzielił się z nim wszystkimi znakami
jakie dostaje odnośnie astrologii, ale Michel musiał iść
do łóżka. Minęły godziny zanim iskra w
jego umyśle wygasła i wreszcie zasnął. Kilka
miesięcy później dziadek wreszcie znalazł
odpowiedni moment, aby pogłębić wiedzę swojego
wnuczka w zakresie astrologii. Zdecydował, że zdradzi mu
wszystkie szczegóły wiedzy na poddaszu. To była jego
osobista obszar i nikt nie miał pozwolenia węszyć
nieopodal nieproszony. Zwłaszcza dzieci, ponieważ obawiał
się, że jego delikatne przyrządy mogą ulec
zniszczeniu lub może stracić swoje dokumenty. Siedząc
na swoim krześle dziadek powiedział Michelowi, że
sprowadził z Paryża doskonały sprzęt, który
składa się z dwóch szlifowanych soczewek.
Umożliwiają one widzenie z bardzo dalekiego dystansu.
“Dzięki temu wynalazkowi uzyskałem wgląd w
całkowicie nowy świat” – powiedział –
“i według mnie jesteś już wystarczająco
dojrzały, aby przekroczyć próg tego świata.
Przeczuwam, że będziesz miał cudowną przyszłość.
Masz wystarczająco dużo siły mentalnej i dlatego
chciałbym przekazać ci całą moją
astrologiczną wiedzę. Jak dotąd nigdy nikomu nie
pozwoliłem przebywać w tym pomieszczeniu podczas mojej
nieobecności, ale w twoim przypadku zrobię wyjątek.
Udzielam ci pozwolenia do używania moich przyrządów
i książek kiedy tylko zapragniesz.” Dziadek wstał
i wyciągnął długi przedmiot, który
przykryty był zakurzoną tkaniną. “Młody
człowieku, przy pomocy tej soczewki możesz obserwować
planety, które zdają się być tak blisko, jakbyś
po prostu tam był. Ale najpierw przekażę ci nieco
teorii, zanim zaczniemy odkrywać niebo.” Oczy wnuczka
patrzyły na to niewiarygodne urządzenie, jakby było
ono dziełem kosmitów. “Astrologia poszukuje
odpowiedzi i informacji o związku wydarzeń w kosmosie, na
ziemie oraz w ludziach. Ale już o tym mówiliśmy
kiedyś.” Michel potrząsnął głową.
“Nie, o tym nie mówiliśmy.”
“Moja
pamięć nie jest już tak dobra jak kiedyś, mój
chłopcze. Dzięki badaniu jesteśmy w stanie używać
informacji o momencie, aby wyczuć serię wydarzeń,
które nastąpią za nim. Innymi słowy, możemy
przepowiedzieć przyszłość. To jest bardziej
skomplikowane, niż wygląda. Odkąd czas jest niepojęty,
został zaakceptowany przez Słońce i Księżyc
i planety oddziałują na nasze życie tutaj na Ziemi.”
Dziadek ponownie powstał, otworzył okiennice na strychu i
postawił soczewkę na statywie. “Podejdź i stań
tutaj. Słońce właśnie zniknęło za
horyzontem i najprawdopodobniej będziemy mogli zobaczyć
wiele planet. Pozwól mi zobaczyć... tutaj są!
Popatrz Michel tuż ponad ostatnimi promieniami Słońca
jest Merkury – planeta intelektu i mentalnych zdolności.”
Wnuczek przystawił oko do urządzenia i odkrył mieniącą
się różową planetę, a Jean kontynuował
wykład. “Jak wiesz obrót Ziemii dookoła Słońca
trwa rok i nie jest inaczej jak mówi kościół.
Oni także wciąż wmawiają, że Ziemia jest
płaska i że możesz się w nią zapaść.
Bzdura! Po prostu wolą, aby ich zwolennicy pozostali w
niewiedzy.”
“Ale
czyż Słońce także każdego roku nie porusza
się po okręgu?”
“Tak,
ale nie wokoło Ziemi, ale wokoło różnych grup
gwiazd. Grupy te nazywane są Zodiakiem. Dla przykładu
Gemini, Aries, Taurus itd.”
“Jestem
Sagittarius.”
“To
bezsporna prawda mój chłopcze, ale to zajmie trochę
czasu, zanim Słońce przemierzy swoją drogę,
ponieważ obecnie jesteśmy w erze Sagittariusa.”
Dziadek
powtórnie spojrzał w gwiazdy i kontynuował.
“Merkury
zawsze jest blisko Słońca i z tego powodu nie zawsze jest
dokładnie widoczny, ale dziś mamy szczęście”
i tymi słowy odszedł od lunety.
“Ta
planeta nie jest zbyt interesująca” – powiedział
Michel patrząc ponownie w niebo. “Ach popatrz na Księżyc”
i Jean spojrzał na to ciało niebieskie z baldachimem z
chmurami. Między dziadkiem i wnuczkiem panowała boska
miłość. Być może dlatego, że byli tak
bardzo do siebie podobni. Oboje mieli podobne zainteresowani i oboje
byli szczupłej budowy. Jedyna różnica między
nimi polegała na tym, że przed chłopcem życie
otworzyło drzwi, natomiast życie dziadka powoli chyliło
się ku końcowi.
“Tu
jest to co chciałeś zobaczyć” – powiedział
Jean i odsunął się w bok.
“Jejku!”
– wykrzyczał z podziwu Michel i wpatrzył się w
gigantyczny księżyc pełen kraterów, wzgórz
i przepaści.
“Ktoś
tam się porusza dziadku.”
“Ha
ha, zabawne. Nawet jeśli to możliwe, to zbyt daleko, aby
zauważyć takie szczegóły.”
“Naprawdę
widzę go tam” – upierał się chłopiec.
“Wbija flagę z czerwonymi i białymi paskami i
gwiazdkami.” Twarz Jeana wykrzywiła się w zdziwieniu
i chwycił za lunetę, ale dla niego Księżyc
wyglądał tak jak zwykle i nie widział tam żadnego
człowieka.
“Nie
wiedzę tego co ty, Michel.”
“Może
to jakaś wizja z przyszłości?”
“Wszystko
jest możliwe, mój chłopcze. Ale mogę mówić
jedynie o rzeczach, które znam. Chciałbym ci jeszcze
wyjaśnić, jak kreśli się horoskop” i tymi
słowy przerwał oglądanie nieba i podszedł do
łóżka.
“Aby
obliczyć horoskop potrzebujesz podstawowych cyfr, a mianowicie
daty, czasu i miejsca urodzenia. Najważniejszą liczbą
jest data urodzenia. Przyjrzyjmy się temu bliżej na
podstawie twego własnego horoskopu.” Dziadek otworzył
szufladę w biurku i wyciągnął kartkę
papieru, na której widniało wiele symbolów.
“Czy
to moja data urodzin?”
“Spójrzmy
zatem: urodzony w Saint Rémy 12 grudnia 1503 roku. Tak to
twoja data urodzin.”
“Właściwie
to urodziłem się 14.”
“14?
W takim razie musiałem to źle zapisać ponieważ
zawsze sprawdzam wszystko trzy razy. Ten musi być stary” –
przeprosił dziadek. “W każdym bądź razie
mam także wielki horoskop z trzema zewnętrznymi planetami:
Marsem, Jupiterem i Saturnem. Z powodu tej trudnej konfiguracji
będziesz potrzebował żelaznej dyscypliny, aby
kontrolować swą kreatywną siłę. Jeśli
nie będziesz jej stosował, twoja siła może stać
się destruktywna.
“Jak
Samson, który zburzył całą świątynię?”
“Hmm,
to nie jest zbyt dobre porównanie. W każdym bądź
razie musisz się nauczyć podłączać swoją
energię. I zawsze pamiętaj, że w każdym człowieku
jest tyle samo dobra ile zła.” I tymi słowy Jean
zwrócił uwagę chłopca z powrotem do horoskopu.
“Na tej rycinie widać 12 domów i...” W tym
momencie jego głos nagle zamarł.
“Jestem
już zmęczony” – wyszeptał –“ale
jeśli chcesz dowidzieć się czegoś więcej na
ten temat, wszystko znajdziesz w tych grubych księgach i wskazał
na regał z książkami. Dziadek nie mógł już
dziś poświęcić mu więcej uwagi.
Z
biegiem czasu Jean i Michel czuli do siebie coraz więcej
miłości. Często spędzali całe dnie w starym
kościele
oddalonym kilka mil na południe od Saint Rémy. Przez
wiele godzin czytali biblię i Michel nauczył się jak
modlić się do chrześcijańskiego boga i bez
problemu studiował katolickie manuskrypty pomimo swego
Żydowskiego pochodzenia. Zdaniem chłopca właściwie
to ten sam Bóg, co w Starym Testamencie. Zawsze, gdy chłopiec
modlił się i nikogo nie było wokoło Jean mruczał.
Gdy pogoda pozwalała udawali się na poszukiwania na pola
lawendowe, gdzie odnaleźli mistyczną strukturę podobną
do piramidy. Oczytany dziadek zawsze potrafił zająć
stanowisko dyskutując na każdy temat. Dziadek powiedział,
że struktura ta pochodzi z czasów starożytnych
Greków i w tym samym czasie zatrzymali się wewnątrz,
aby odpocząć. W porównaniu do niego Michel był
pełen energii i chętnie zwiedzał ten region podczas
gdy Jean ucinał sobie zwyczajową drzemkę. Pewnego dnia
chłopiec wrócił nie lada podekscytowany ze swojej
badawczej eskapady.
“Niedaleko
stąd znalazłem różne rodzaje zagłębień
w klifach dziadku. Chodź i zobacz!” Jean nawet nie
podniósł się tylko zimno wyjaśnił
wnuczkowi, że dawno dawno temu pasterze wyrzeźbili te
zagłębienia, aby chronić się przeciwko
złoczyńcami. Widocznie dziadek wiedział je już
wcześniej. Pewnego dnia dziadek nie mógł się
podnieść i Michel dosłownie wlókł go do
domu.
W
okresie dojrzewania młody człowiek zaczął
zauważać kobiety i to było dobrą okazją dla
jego nauczyciela, aby opowiedzieć mu o jedności dwóch
dusz. Wyjaśnił mu, jak męskie i damskie dusze mogą
zakochać się w sobie i że kobiecość i
męskość reprezentowana jest we wszystkim w kosmosie.
“Masz
na myśli, że istnieją także żeńskie i
męskie planety?” – zapytał Michel.
“W
zasadzie wszystkie planety są rodzaju żeńskiego.
Dlatego właśnie mówi się, że na Ziemię
Matka Ziemia” – odpowiedział Jean.
“Ale
czy mężczyźni mamy coś do powiedzenia w
kosmosie?”
“Otóż
gwiazdy są rodzaju męskiego w opozycji do ziemi i
ciemności, które są rodzaju żeńskiego. Ta
wieczna biegunowość jest także esencją alchemii.”
Większość
swoich dziecięcych lat chłopiec spędził z
dziadkiem i jego rodzicie nie mieli zbytnio pojęcia o szybkim
rozwoju swojego dziecka. Spotykali się przede wszystkim podczas
posiłków, ale nie było to winą ani Michela ani
Jeana. Jacques pracował jako notariusz całe dnie, a
Reynière zajmowała się gospodarstwem i zawsze
dodatkowo troszczyła się o najmłodsze dzieci.
Siedmioletni Antoine był niezwykłym przypadkiem
wychowawczym, ponieważ zawsze zachowywał się
krnąbrnie. Z resztą rodzeństwa Michel rozumiał
się dość dobrze, ale jeśli chodzi o wspólne
zabawy, to nie było na to szans.
Czas
upływał bardzo przyjemnie do czasu, gdy nadszedł ten
smutny dzień. Tego dnia rodzina znalazła dziadka leżącego
w swoim pokoju. Dziadek odszedł z tego świata ze starości.
Michel widział, że dziadek jest w złym stanie i
przeczuwał, że nadchodzi koniec. Jednakże pomimo tego
przeczucia śmierć dziadka wstrząsnęła nim. W
dniu kiedy pochowano Jeana kropił deszcz. Rodzina na zmianę
trzymała straż nad ciałem zmarłego w domu do
czasu, aż przybyli pracownicy służby pogrzebowej.
Wszyscy członkowie rodziny towarzyszyli dziadowi podczas jego
ostatniej podróży. Pierre wraz z żoną przybyli
z daleka, jak także trzy siostry Jeana i kuzyni z niedaleko
położonej Marsylii. Sarkofag postawiono w kościele
Selongey i mszę poprowadził katolicki ksiądz.
Dziadkowie Michela poruszali się bardzo powoli i mieli mnóstwo
czasu, aby spokojnie obserwować piękny wystrój domów
z wieżyczkami w Place des Halles. Ostatecznie przybyli do
kościoła, gdzie zebrało się wielu przyjaciół
i znajomych. Przy wejściu wysoki mężczyzna z czerwoną
czupryną niespodziewanie wpadł na Michela. Jego buty
pokryte były farbą i wyglądało na, jakby człowiek
ten był nieproszonym gościem, ale bardzo wejść do
środka. Michel nie zwracał na niego uwagi i pochód
pogrzebowy powoli posuwał się do przodu i przechodził
przez bramę z imponującym sklepieniem. Jacques i Reynière
szli na przedzie, a za nimi podążał Michel i jego
czterej bracia w chronologicznej kolejności. Reynière
była owładnięta emocjami i żarliwie opłakiwała
śmierć swojego ojca. Rodzina i przyjaciele siedzieli w
drewnianych ławkach w głównym pomieszczeniu, gdzie w
centrum znajdował się sarkofag. Kościół
Selongey składał się z wielu pomieszczeń i jego
okna poprzegradzane były czerwonymi elementami. Na górze
znajdowało się malowidło przedstawiające
apostoła. Gdy ostatni gość zajął swoje
miejsce duchowny Bergé ubrany w czerwoną sukmanę
zakrywającą ramiona rozpoczął ceremonię.
Oczywiście służby pogrzebowe modliły się za
wieczny odpoczynek i duszę zmarłego.
“Gdy
ktoś umiera oznacza to, że opuszcza on ziemię i taka
osoba udaje się do Boga. To nie jest koniec, to jest początek.
Ludzie żyjący dobrym życiem idą do nieba, a ci,
których życie nie posiadało sensu idą do
piekła. Przejście od życia do śmierci często
nie przebiega w harmonii. Ale Bóg chroni nas wszystkich,
ponieważ rozumie, jak skomplikowane jest życie ludzkie i
akceptuje wszystkich takimi jacy są.” Następnie
duchowny niezręcznie przekartkował swoją biblię
leżącą na jego mównicy i zaczął
czytać długie fragmenty po łacinie. Michel rozglądał
się wokoło i zauważył metalową chrzcielnicę
z wodą święconą w kształcie odwróconej
wierzy kościelnej, w której niegdyś jeden z jego
przyjaciół o mały włos się nie utopił.
Wszędzie paliły się świece i było ich tak
wiele, że nawet grób człowieka, który
ufundował kościół w przedniej części
kościoła był doskonale oświetlony. Jego postać
była także wygrawerowana przy wejściu. Dawno temu Jean
chcąc zainteresować swego wnuczka kulturą i sztuką
i razem z nim odwiedzał kościół Selongey
wielokrotnie. Michel znał wnętrze bardzo dobrze i wolałby
przypatrywać się ścianom lub detalom sklepienia
zakrystii, niż wysłuchiwać grzmiącego głosu
Bergé. Oczywiście nie mógł, chociaż
wiedział, że jego dziadek nie miał by nic przeciwko
temu. “Życie przed śmiercią” –
zawsze powtarzał. Wreszcie sługa boży wychwalił
dobroduszność zmarłego po francusku i goście
wstali ponownie. Michel zauważył, że dzwonnik
kościelny, który miał problemy ze słuchem nagle
wstał. Z wielkim trudem udał się po schodach na wieżę
kościelną, aby zadzwonić czterdziestoma ośmioma
dzwonami kościelnymi. Tymczasem duchowny skropił ciało
wodą święconą i rozprowadził wokoło
zapach kadzidła. To był znak, że ciało jest
przekazane Najwyższemu w stanie świętym. Pomocnik
księdza odmówił dodatkowo kilka modlitw więcej
prosząc o wybaczenie za grzechy Jeana. Po odśpiewaniu
hymnów duchowny i jego pomocnicy utworzyli pochód z
przodu kościoła i reszta podążała za nimi.
Pochodowi towarzyszył dźwięk dzwonów
kościelnych, aż pochód w ciszy dotarł do
cmentarza Rodzina, przyjaciele i inni zainteresowani ludzi, którzy
przyłączyli się w międzyczasie zebrali się
wokoło grobu. Reynière szybko położyła
kilka kwiatów na porywie sarkofagu zanim duchowny, który
stał na przedzie w ciszy pobłogosławił grób
i powiedział modlitwę “Ojcze Nasz”. Po
zakończeniu modlitwy rzucił nieco ziemi na sarkofag mówiąc
“Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.”
Wszyscy pożegnali się z Jeanem rzucając nieco ziemi na
sarkofag i Michela patrzył jak jego przyjaciel powoli znikał
w grobie. Na koniec Jacques podziękował wszystkim za
przybycie oraz ciepło i ludzie zaczęli rozchodzić się
do domów. W okresie żałoby Michel i matka odwiedzili
święte miejsce dziadka na strychu. W dalszym ciągu
wypełniona smutkiem Reynière otworzyła okiennice,
aby wpuścić nieco więcej światła do środka
i wspólnie sporządzili inwentarz dobytku. Powróciły
wspomnienia i wnuczek na chwilę wyjrzał przez okno czując
się podminowany.
“Strych
jest teraz taki pusty i smutny teraz” – zamruczał
chłopiec, gdy niespodziewanie któreś z rodzeństwa
z dołu zawołało matkę.
“Za
chwilę wrócę, Michel” i zostawiła go na
chwilę samego. Z okna na strychu chłopiec miał dobry
widok na całe miasto. Odkrył nawet nowy dom oddalony około
pół mili, który widocznie postawiono dość
niedawno. Jedno ze szklanych okien domu było otwarte, ale
odległość była zbyt duża, aby widzieć
wszystko w szczegółach.
Chłopiec
nagle uświadomił sobie, że może skorzystać z
lunety dziadka. Dzięki niej mógł zobaczyć każdą
plamę na domu. Chłopiec nie mógł wytrzymać,
aby zajrzeć do środka. Zobaczył tam szczupłego
człowieka z krótkimi czarnymi włosami, który
z całym zaangażowaniem pracował nad obrazem wiszącym
na sztaludze. Widok ten zdziwił Michela. Nieznany mężczyzna
stał przed płótnem i kilkakrotnie maczał pędzel
w farbie. W pewnym momencie przyniósł kolejny pędzel,
którego użył do malowania szczegółów
obrazu i namalował cudowne słoneczniki, które stały
na stole przed nim. Nagle artysta poczuł, że jest
obserwowany i obrócił się nagłym ruchem.
Martwił się o swoje dzieła czując się
osaczony, jednakże najprawdopodobniej pomyślał, że
nie ma możliwości, aby ktoś go podglądał.
Wówczas Michel zrozumiał, że ponownie są to
obrazy z przyszłości i za chwilę ten inny świat
rozpłynął się w mgnieniu oka, a wraz z nim ten
nowy dom.
Chłopiec
pomyślał ogarnięty smutkiem, że nie m już
nikogo, komu mógłbym opowiedzieć o moich obrazach z
przyszłości.
Rozdział
2
Kilka
miesięcy później Michel, który miał
wówczas szesnaście lat przybył do Awinion aby
rozpocząć studia astrologiczne. Rodzice niechętnie
wyrazili zgodę na ten nietypowy wybór kierunku studiów.
Miasto było oddalone jedynie o dwadzieścia mil od Saint
Rémy, zatem Michel mógł z łatwością
odwiedzać rodziców i braci. Awinion było bardzo
ważnym miastem, ponieważ tu mieścił się
Pałac Papieski. Od 1304 roku żyły tu pokolenia
francuskich papieży i przywódców religijnych,
ponieważ ich szansa na przetrwanie w Rzymie była niewielka.
Od
tego czasu to francuskie miasteczko i jego okolice były
posiadłością papieską. Jacques słyszał
od pewnego klienta, że pani Plombier, której mąż
zmarł w związku z plagą sześć miesięcy
wcześniej, przeniósł się do Awinion ze swoimi
córkami, aby zamieszkać z krewnymi. Michel pojechał
i pomógł wdowie przy taszczeniu jej dobytku. Chętnie
wyraził an to zgodę i wspólnie ustalili datę.
Gdy nadjechał pani Plombier czyściła swoje mieszkanie
i wszystkie spakowane rzeczy czekały na jej młodego
towarzysza podróży. Michel zapukał do jej drzwi w
dzień odjazdu i po udzieleniu instrukcji zaczął
wypełniać stary, chwiejny powóz. Z pomocą
sąsiadów z pobliskiego domu, którzy nieoczekiwanie
także przybyli z pomocą, cały dobytek został
szybko załadowany na wóz. pani zajęła miejsce
tuż obok siedzenia kierowcy, a dwie dziewczynki, które
jechały do Rue des Remparts, tak że ich towarzysz mógł
się pożegnać z rodziną. Wszyscy z niepokojem
czekali, aż wdowa, która nie była zbytnio
doświadczona, zatrzymała konie. Michel zeskoczył z
powozu i uścisnął swego ojca i matkę, która
wyglądała na bardzo zmartwioną.
“Wygląda
na to, że pożegnania wchodzą mi w krew” –
powiedziała Reynière, a łzy płynęły
po jej twarzy.
“Niedługo
przyjadę i odwiedzę was” – obiecywał syn.
“Trzymaj
się” – powiedział ojciec i dał mu
kuksańca. I kiedy nowo upieczony uczeń pożegnał
się ze swoimi braćmi, nadszedł czas odjazdu. Wszyscy
machali, aż powóz zniknął z pola widzenia. Jak
tylko opuścili Saint Rémy zaczęło lać.
Deszcz lał jak z cebra i tak szybko zrobiło się
ciemno, że było to przerażające. Woźnica był
na szczęście przygotowany na deszcz i wspólnie z
Michelem rozpostarli parawan nad wagonem. Kiedy uderzyły
błyskawice, konie zaczęły być niespokojne i wdowa
utrzymywała je na wodzy z wielką trudnością. Jej
córki, w wieku pięciu i siedmiu lat ze strachu skryły
się pod parawanem. Wkrótce droga stała się mało
przejezdna z powodu ogromnej ilości wody i wyglądało
na to, że możemy mieć problemy. Przez połowę
drogi widzieli przerażający ogień po obu stronach
drogi. Paliły się ciała. Plaga, największa
katastrofa w historii człowieczeństwa, jeszcze raz zebrała
żniwo i okropna choroba szalała w Europie. pani już
wiedziała, jak nikt inny, do czego służył ten
ogień. Nie tak dawno spalono ciało jej męża, aby
uniknąć rozprzestrzeniania się plagi. Ale ona dzielnie
nie zatrzymywała się i prowadziła dalej. Nagle w
oddali dały się usłyszeć krzyki. Wydawało
się, że ktoś wołał o pomoc. Zdecydowali się
nie zwracać na nie uwagi i jechać dalej. Padało
nadzwyczaj dziko i nie miały znaczenia żadne nawet złe
odgłosy. Konie nie mogły już dłużej ciągnąć
powozu do przodu i ślizgały się w błocie. Było
im coraz ciężej i każdy kolejny metr był
sukcesem. Burza stopniowo przybierała na sile i wiele gałęzi
i krzewów przelatywało zagradzając drogę.
“Piekło i sam diabeł” – czasem powtarzała
sama do siebie pani. Musieli zatrzymywać się wiele razy i
Michel zwlekał przeszkody z drogi. Po wielu godzinach
obrzydliwej pogody dotarli do regionu papieskiego. Byli wyczerpani i
całkowicie przemoczeni. Musieli pokonać jeszcze jedną
przeszkodę – przejechać przez rzekę Rhône.
Silny wiatr wprowadził ich na znany most Awinion. Jak dotąd
pani Plombier i jej towarzysze podróży prowadzili powóz
na zmianę, ale kiedy wjechali na most, gdzie wiatr był
niebezpiecznie silny, wdowa chciała mieć kontrolę nad
lejcami. Chciała po prostu zachęcić konie do przejścia
przez złośliwą wodę, gdy nagle Michel wykrzyknął
“ Zatrzymaj się!”. Wdowa natychmiast pociągnęła
za lejce, co spowodowało, że konie stanęły dęba,
a powóz nagle się zatrzymał. Najmłodsza
dziewczynka wybuchła płaczem, a jej sistra zaczęła
ją pocieszać. “Co się stało u diabła?”
– spytała matka bezradnie. De Nostradame nie odpowiedział
ni słowem, zeskoczył z wozu i wylądował w błocie.
Przedarł się bez obaw przez burzę do mostu, a jego
płaszcz trzepotał na wietrze. Kiedy dotarł do
kamiennego złącza, przystanął na chwilę i
zatrzymał wzrok an drodze. Poczuł jak wielce wzburzona
rzeka płynęły ilości i wrócił.
“Co
ty wyczyniasz?” – wykrzyknęła Plombier
“Trzeba
zdjąć z powozu wszystkie bagaże” –
odpowiedział słabo słyszalny ze względu na silny
wiatr.
“Zwariowałeś?”
Michel wskoczył na siedzenie kierowcy i zaczął
wyjaśniać.
“Most
się już chwieje, może się zawalić!”
“Ty
idioto, powóz przejeżdża tędy od czterech lat”
– odpowiedziała zdenerwowana. Uczeń zeskoczył z
powozu na znak protestu i usiadł w błocie ze założonymi
rękami. Po krótkiej dyskusji wdowa zdecydowała, że
uczyni to. “W porządku, zgadzam się, ale pod
warunkiem, że ty to zrobisz” – zażądała,
a młodzieniec zaczął wlec walizki na drugą
stronę. Tymczasem matka udałą się w kierunku
swoich dzieci pod parasol i wspólnie przyciskając je
razem podążali krokami kompana ich podróży. Po
drugiej stronie rzeki rodzina znalazła schronienie obok urwiska
podczas gdy Michel podszedł z powrotem do koni i wozu. Gdy
udało mu się wreszcie przenieść praktycznie cały
dobytek z wozu przywiązał długą linę do ko i
podszedł z nimi do wozu. Ponad nimi szybko przemieszczały
się ciemne chmury i koniec nie chciały iść dalej.
Michel starał się je przeciągnąć delikatnymi
pociągnięciami, aż wreszcie konie zaczęły
przesuwać się do przodu i ciągnąć za sobą
wagon. Powoli przemierzały wiekowy most, który wyglądał
na całkowicie solidny i nie okazywał, żadnych znaków
defektów i chłopak spokojnie prowadził konie i
wagon. Po tym jak wspólnie przemierzyli cały most włożyli
wszystkie rzeczy z powrotem na wóz. pani wykrzywiła twarz
i nie chciała już z nim wcale rozmawiać. Ruszyli w
dalszą drogę. W końcu dotarli do dużego miasta.
Przyjechali dokładnie przed zachodem słońca i
wystarczająco wcześnie, aby wspólnie zasiąść
przytulnie przy ogniu z rodziną Plombier. Po posileniu się
i chwili odpoczynku ich drogi rozeszły się. Młodzieniec
podziękował za gościnę i niosąc swoje rzeczy
udał się w kierunku uniwersytetu. W centrum miasta
ogłaszano najnowsze wydarzenia miejskie i Michel przyłączył
się do grupy nasłuchujących najnowszych wieści.
Jakiś człowiek niczym doskonały aktor rozwinął
rolę papieru, aby odczytać nowe wydarzenia. „panie i
panowie, most w Awinion zawalił się. Dzisiejszej nocy
zmarło siedem osób. Niegdyś most zawalił się
w 1226 roku. Jak widzimy, Bóg nie życzy sobie, aby most
stał w tym miejscu. Niesłusznie ogłoszono naszego
architekta Bénézeta świętym.” Plac
wypełnił się całkowicie gapiami i
przysłuchującymi się, którzy zasłaniali
widok Michelowi. Ale właściwie słyszał już
wystarczająco dużo, więc odsunął się w
tył. W
Awinion zapanowała nieprzyjemna atmosfera. Historia miasta
rozpoczęła się wysoko na urwisku rzeki. Miasto, które
niegdyś było centrum tradycji Celtyckich nie było
przyjezdne dla przybyszów. Dziadek Michela mówił o
braku współczucia mieszkańców Awinion w
dawnych czasach. “W Paryżu ludzie są kłótliwi,
a w Awinion wciskają sztylety w plecy” – powiedział.
Miasto znajdowało się na znanej Via Agrippa – głównej
drodze między Colgne, Lyon i Arles. W parku Parc des Papes
Michel przysiadł a ławce, aby nieco oczyścić swój
umysł. Skoncentrował się na starych wiewiórkach
przed budynkiem uniwersytetu zanim przestąpił przez jego
próg. Czasem miał tak wiele snów, że nie
potrafił oddzielić ich od rzeczywistości. Starał
się znaleźć jakąś metodę, aby oddzielić
rzeczywistość od snu. Być może znajdzie jakiś
środek zaradczy podczas swoich studiów astrologicznych.
Po krótkiej medytacji udał się na spotkanie ze
swoimi nauczycielami i zgodnie z ich instrukcjami wprowadził się
do małego pokoju w Rue St-Agricol – w małej ulicy
niedaleko uniwersytetu. Od
tej pory przestępował próg budynku uniwersytetu
codziennie i codziennie przechodził przez centrum miasta. Z
Rocher des Doms – urwiska spoglądającego z góry
na całą okolicę - mógł spokojnie
naszkicować małą mapę miasta. Z tego miejsca
bardzo łatwo można było zwiedzać miasto. Michel
zazwyczaj lubił szwendać się wzdłuż długich
bulwarów i podczas spacerów mógł lepiej
przemyśleć w sobie wiedzę zdobytą tego dnia na
zajęciach. Czasem spacerował z kolegami z uniwersytetu, ale
oni szybko stali się zazdrośni ponadprzeciętnej
inteligencji młodego człowieka. W szkole ezoterycznej
zdobywał przydatną wiedzę przez pierwsze kilka
miesięcy. Nauczył się, że człowiek posiada
wiele ciał – w sumie 7 – fizyczne, witalne, astralne
i mentalne jak także na wyższym poziomie – buddhi i
atma. Nauczono go, że reprezentują one siedem poziomów
świadomości i, że planety i gwiazdy także
posiadając takie ciała. Wszystkie ciała są ze
sobą powiązane i egzystują w każdym człowieku
w ukrytej formie. Materie ciała, które są widoczne
są surowe. Ciało witalne utrzymuje materiały ciała
wspólnie i doprowadza niezbędną energię. Ciało
astralne jest połączone z emocjami i jest otoczone głównie
przez świat snów. Ciało mentalne reprezentuje
myślenie, a ciało przyczynowe rozwija się jedynie,
jeśli na poziomie myślenia całkowicie zgłębiono
zasady przyczyny i skutku. Buddhi rozumiane jest jako stan
prawdziwego przebudzenia człowieka, a atma jest oddechem życia
– stanem, który osiąga się, gdy człowiek
staje się jednością ze wszystkim co istnieje, a aspekt
indywidualności przestaje istnieć. To była ciekawa
teoria, ale nie da się jej poprzeć praktycznymi
przykładami. Pewnego dnia pilny student pierwszego roku udał
się do Place de l’Horloge o piątej nad ranem o
świcie, aby wykonać swoje ćwiczenia. Park w dalszym
ciągu był niemalże pusty podczas dnia i nie było
nikogo, kto mógłby niepokoić Nostradamusa. Po
skończeniu ćwiczeń spacerował ulicami w dobrym
nastroju i udał się poza mury miasta, gdy niespodziewanie
przybyło kilka powozów ze strażnikami. Tutaj miał
miejsce postój, podczas którego wielu strażników
szybko zmieniało konie. W jednym z powozów siedział
mały gruby człowiek udekorowany wieloma odznaczeniami,
którego ciasno otaczali solidnie wyglądający
strażnicy. Chłopiec rozumiał, że mężczyzna
najwidoczniej musiał popełnić jakieś
przestępstwo, a konwój nadjechał wcześnie, aby
nie rzucać się w oczy. Zmiana koni i zbieranie zapasów
trwało dość długo i w tym czasie Michel
przypatrzy na więźnia z fascynacją. Człowiek ten
musiał być przekonany o swojej doskonałości i
emanował niczym cesarz. Nagle powstało duże
poruszenie. Wielu mieszkańców miasta wyruszyło z
Porte St. Lazare w powozach żądni zemsty na “małym
żołnierzu z Korsyki”. Strażnicy miejscy starali
się kontrolować zamieszki, ale nie udało się
powstrzymać zdenerwowanych ludzi, którzy otoczyli powóz
w centrum. Obrażali przezwiskami, a inni rebelianci rzucali w
niego kamieniami lub grozili mu mieczem. Kilka minut później
kilku ludzi wskoczyło na powóz, wdrapali się do
środka i zaczęli płakać nad jego losem, chcąc
oddać mu cześć. Oficer, który nadjechał
pośpiesznie uspokoił ten podjuszony tłum, po czym
zaprzęgnięto resztę koni. Załadowany powóz
z “małym oficerem” odjechał jak tylko
strażnikom udało się odsunąć kilku fanatyków
zatrzymujących powóz za koła. Reszta powozów
odjeżdżała spokojnie i mogła spokojnie poruszać
się bez przeszkód. Michel patrzył na to zdarzenie w
zamyśleniu.
“Hey
głupku, zapuszczasz tu korzenie czy jak?!” –
wykrzyknął ktoś nagle w jego stronę.
“Czy
widziałeś te zamieszki?” – zapytał Michel.
“Widziałem
tu tylko jakiegoś dziwaka, a takich tutaj nie chcemy.” –
odrzekł i skupił uwagę na toczeniu swojej beczki. To
była dokładnie ta stara mentalności miejscowych, o
której opowiadał dziadek. Zdaje się, że te
zamieszki
to nic innego jak halucynacje.
Po
pierwszym trymestrze nauczyciele byli bardzo zadowoleni z młodego
De Nostradame. To było bardzo miłe, ale młody student
wcale nie nauczył się wiele w tym czasie. Jego dziadek
nauczył go tak wiele o astrologii, że trudno byłoby
nauczyć go czegoś więcej na tym poziomie. Zniechęcony
Michel nie oczekiwał, że dalece poszerzy swoją wiedzę.
Na szczęście uniwersytet posiadał trzypiętrową
bibliotekę, która była tak piękna, że nie
mógłby sobie wymarzyć piękniejszej. Lubił
spędzać tu czas studiując starożytne teksty.
Nauczyciele zachęcali Nostradamusa do studiowania odpowiednich
działów. Bibliotekarz Mr. Gimbert z powodu pewnej choroby
zawsze trząsł się zawsze zestawiał listę
książek dla młodego geniusza. Umieścił on
literaturę w oddzielnej części biblioteki, gdzie młody
student miał do nich dostęp w całkowitym spokoju.
Michel w niesamowicie szybkim tempie studiował większość
dokumentów. Poza kilkoma książkami dziadka głębiej
studiował jedyni biblię i ta zmiana poszła mu na
dobre. Pod koniec był tylko jedne manuskrypt, który
przemawiał do niego. A był to pewien esej o alchemii.
Wydawało się, że jest to stereotyp, jeśli nie
znało się obrazków starego brodatego maga, który
wykonywał dziwne eksperymenty w zakurzonym starym laboratorium,
gdy słyszeli o świecie alchemii. Książka ta
zaprzeczała przemyślanym opiniom i chciał zagłębić
się nieco w tą materię. W manuskrypcie tym mowa była
o tym, że alchemia została wprowadzona w Hiszpanii przez
Arabów w związku z wyprawami krzyżowymi i w taki
sposób studiował to zagadnienie. Podczas swoich
poszukiwań wpadł mu w oko ciekawy artykuł napisany
przez Artephiusa w dwunastym wieku zatytułowany: “Sposób
na przedłużenie życia mężczyzny.”
Hiszpański artykuł napisany po łacinie, którą
Nostradamus władał doskonale. Zaciekawiony podjął
się tej lektury.
“Ja,
Artphius nauczyłem się wszystkich technik podanych w
księdze Hermesa. Podczas mojego długiego życia
widziałem ludzi, którzy chcieli zgłębić
alchemię. Jednakże nie chciałem zgłębiać
niczego co mogłoby sprawić, że prawa te staną się
bardziej dostępne dla szerszej publiki, ponieważ mogą
być odkryte jedynie przez Boga lub mistrza. Dlatego też
lektura mojej książki jest pomocna tylko jeśli
człowiek posiądzie szeroką wiedzę i wyswobodzi
swojego ducha. Kiedyś byłem taki jak ludzie –
zazdrosny. Żyłem ponad tysiąc lat jedynie dzięki
chwale Boga.”
Ten
człowiek ma tyle lat ile Methuselah! - pomyślał Michel
podekscytowany. Był zdeterminowany, aby przeczytać obie
książki, jednakże podczas swojego poszukiwania nie
mógł ich znaleźć. Najprawdopodobniej ta pozycja
Hermesa nie istnieje – pomyślał i pocieszał się
czytając literaturę alchemiczną, którą
znalazł. W jednej z prac przeczytał, że metal można
zmienić w złoto przy pomocy mistycznych przedmiotów
tzw. kamieni filozoficznych. Kamienie były pożądane od
wieków, ale nigdy ich nie znaleziono w trzynastym wieku,
dlatego większość alchemistów zrezygnowała.
W innym manuskrypcie było napisane, że alchemia może
mieć medyczny efekt. Jeśli zastosuje się dokładnie
właściwe proporcje soli, siarki i rtęci to taka
mikstura może mieć pozytywny efekt na zdrowie. Greccy
filozofowie Tales i Arystoteles wierzyli, że ziemi, woda,
powietrze i ogień były podstawowymi elementami, z których
można stworzyć każdy rodzaj materii. Mówiono
także o piątym elemencie – esencji. Ale jak na razie
przeczytał wystarczająco dużo i odłożył
ta książkę.
“Dziękuję
za pomoc panie Grimbert, do zobaczenia jutro!”
Kolejny
dzień mijał i zmęczony student wracał do swojego
pokoju w Rue St. Agricol. Ugotował kolację i posilił
się nieco, a następnie spędził jakiś czas
nad książką Hermesa, jednakże bez skutku. Później
próbował zagłębić się w “kamień
filozoficzny’, ale niespodzianie zasnął. Tej nocy
jego żądze zostały spełnione. Poszukującą
duszę dotknęło coś niesamowitego i mocnego. Drżąc
nieco usiadł prosto na łóżku.
“Michel
de Nostradame, ja jestem tym, kogo poszukujesz – nazywam się
Hermes – syn Zeusa i Mai, córka Atlasu, jeden z
Tytanów.” Tuż przed nim ukazała się
promienna silna istota z kapeluszem z piórem trzymający
złoty przedmiot z wężami. Hermes mówił
dalej – “Jestem przywódca trzech światów.
Przyszedłem na świat w grocie w Arcadia. Jestem najszybszy
ze wszystkich Bogów i Bogiem złodziei. Egipcjanie zowią
mnie Toth, Rzymianie Merkury. Jestem Hermes Trismegistus z Genesis.
Jestem “Nadzieją Kamieni”, “Kamieniem
Filozoficznym”, “Tablica Szmaragdową”. Mój
materialny bracie, twoje życie jest przeznaczone. Odegrasz pewną
rolę w kosmicznym dramacie, który rozegra się na
ziemi w przeciągu kolejnego milenium. Ale obecnie, do czasu gdy
Księżyc jest w pełni, udasz się w innym kierunku,
aby poprzez Czarną Śmierć przebudzić drzemiącą
w tobie wiedzę.“ I tymi słowy Hermes zniknął
tak szybko, jak się pojawił i pozostawił po sobie
ogromną pustkę. Michel nie mógł zmagać się
dłużej z tą mocną nadnaturalną konfrontacją
i upadł. Obudził się dopiero następnego dnia
popołudniu. Czuł się jak pijany. Podniósł
się, przyniósł swoją teczkę szkolną i
wrócił do nauki. Ale było za późno, aby
iść na zajęcia i czując się nieco zmieszany
wrócił z powrotem do łóżka. “Czuję
się taki zmęczony” – powiedział. Z wielkim
trudem odtworzył wiadomość Hermesa, ale nie był w
stanie przyjąć jej całkowicie. W tym czasie jego
ojciec kierowany siłą wyższą przebywał w
Saint Rémy martwił się o podstawową edukację
swojego syna. Jednakże astrologia stawała się uznaną
nauką, nie było dużo możliwości zarobku w
tym fachu. Rozmawiał o tym z Reynière, która
początkowo wspierała decyzję Michela. Jacques ciągle
obstawał na swoim i twierdził, że w tym fachu nie ma
przyszłości i że fakt ten jest wiele bardziej znaczący
niż wszelkie korzyści płynące z jego wyboru.
Napisał list do syna, w którym wyraził swoje
zakłopotanie z tego powodu i zasugerował, aby przemyślał
podjęcie studiów medycznych. Poza tym obaj jego
dziadkowie byli lekarzami. Następnego dnia Michel otrzymał
wiadomość ojca i był miło zaskoczony. W tej samej
chwili pomyślał o Hermesie, który mówił
o zmianie kierunku. W takim razie moim przeznaczeniem jest medycyna –
pomyślał. Następnego dnia ostrożnie podszedł
do swoich nauczycieli, ponieważ nie chciał dyskredytować
ich swoim wyborem. Podczas dyskusji okazało się, że
podobają im się argumenty rodziców i zaprzestał
swoich studiów w Awinion w przyjaznej atmosferze.
Po
krótkim pobycie u rodziny rozpoczął edukację w
Montpellier.
“Witamy
panie Nostradamus” – powiedziała zarządczyni
zapraszając go do środka. “Zaprowadzę pana do
sali wykładowej, ponieważ przyjechał pan jako ostatni”
i tymi słowy puszysta kobieta wstała z krzesła i z
trudnością pokazała mu drogę do auli.
Przechodzili przez główny korytarz i po czym na na końcu
skręcili.
“Zajęcia
za chwilę się rozpoczną i poprowadzi je doktor Hache”
– poinformowała go uprzejmie. Kobieta wprowadziła go
do Sali bocznej, gdzie pokazała mu miejsce przy stole obok
młodego człowieka z bardzo żywymi oczyma. Profesor
Hache w przeciwieństwie do zarządczyni nie przywitał
studentów i rozpoczął swoje zajęcia bez
opóźnień.
“Tysiąc
lat temu jeden z pierwszych lekarzy próbował wyleczyć
swoich pacjentów poprzez wywiercenie otworu w głowie
pacjenta.” – opowiadał. François –
chłopak siedzący obok Michela z ironią popukał
się palcem w głowę uważając, że
kompletna bzdura.
“Dokładniej
mówiąc, to tam gdzie znajduje się ośrodek
gestykulacji” – sprecyzował Hache i zauważył
–“ale nie był to zły pomysł, ponieważ
w taki sposób chciał pozwolić diabelskim duchom ujść
z ciała, ponieważ wywoływały one chorobę.
Nazwano to także nacięciem.” W tym momencie student z
Tolouse podniósł swoją rękę.
“Pytania
proszę zadawać pod koniec wykładu” –
powiedział profesor. “Później w czasach
starożytnych greków chora osoba mogła udać się
do świątyni i składać ofiary ze zwierząt do
Aesculapiusa – Boga Zdrowia. Następnie pacjent pił
uzdrawiającą wodę i kąpał się w niej i
przestrzegał ścisłej diety.” Ten sam student
ponownie uniósł dłoń.
“Przecież
właśnie powiedziałem coś na temat pytań”
– odrzekł nauczyciel.
“Właśnie
staram się wypędzić złe duchy z mego ramienia”
– wyjaśnił student, chcąc być zabawny.
“Proszę
wyjdź!” – niespodziewanie powiedział Hache.
Student podniósł się i opuścił salę.
“Nie
toleruję tutaj głupich żartownisiów” i
tymi słowy profesor kontynuował swój wykład.
“Czterysta lat przed narodzeniem Chrystusa grecki lekarz
Hipokrates utworzył fundację dla nauczania medycyny. Mówił
on o tym, że choroba nie jest wynikiem czarów, ale
spowodowana jest naturą i można ją wyleczyć
jedynie przy pomocy natury.” Jego uczniowie zamilkli i nikt nie
odważył się wydać żadnego odgłosów.
“Około
dwusetnego roku naszej ery, grecki lekarz Galenus uczył, że
ciało zawiera cztery typ cieczy” krew, flegmę, żółtą
i czarną żółć. WszystkieWszystie te płyny
powinny być zbalansowane ze sobą. To tytułem wstępu
do historii medycyny. Teraz czas na pytania, ale proszę krótko.”
Studenci
wahali się przez chwilę, aż wreszcie padło
pierwsze pytanie “Czy kobiety posiadają taką samą
ilość krwi, flegmy, żółtej i czarnej
żółci?”
“Nie
jesteśmy tego pewni, ale jeśli ich wartości nie są
zbalansowane zarówno mężczyzna jak i kobieta
zaczynają chorować – odpowiedział.
“Moja
patka z pewnością zwróciła wiele żółci”
– powiedział jakiś Basque.
“Pewnie
jest chora” – odpowiedział Hache.
“Ale
jest całkowicie sprawna.”
“W
żadnym wypadku nie potrafię postawić diagnozy z
dystansu. Na szczęście uczyniliśmy niesamowity postęp
od czasu Galenusa i przeprowadziliśmy naukowe badania na
otwartym ciele człowieka oraz inne rzeczy. Zatem jeśli
twoja matka mieszka niedaleko...” Krew zaczęła krążyć
szybciej w ciele Basque, gdy usłyszał tą bardzo
poważnie brzmiącą sugestię nauczyciela.
„Twierdzi
pan, że może także otworzyć ciało żywego
człowieka?” – zapytał.
„Tak,
ale zdarza się to bardzo rzadko. Przykładowo studiujemy
zwłoki i tworzymy ryciny wnętrza człowieka. W toku
tychże badań zdobyliśmy wiele wiedzy i wiele osób
można uleczyć z aktualnych przypadłości.
„Jakimi
metodami leczy się obecnie?” – zapytał Michel.
“Dla
przykładu przy pomocy lekarstwa, które tworzymy w postaci
płynów, proszków lub tabletek” –
odpowiedział lekarz. “Niestety istnieje wiele terapeutów,
zielarzy i wróżek, które występują w
roli farmaceutów. Inne bardzo efektywne metody to flebotomia
lub upuszczanie krwi, które pozwalają na usunięcie
choroby z organizmu. W tym specjalizuje się ja.”
Po
tym wyjaśnieniu zakończył się czas zadawania
pytań i studenci udali się na drugie śniadanie.
Następnie nauczyciel wykładał nieprzerwanie, aż
do zapadnięcia zmroku. Wieczorem po zjedzeniu taniego posiłku
w małej restauracji Michel i jego koledzy opuścili budynek
uniwersytetu i udali się do domu.
“Czas
na spacer po mieście?” – zawołał ktoś
z kościoła Notre-Dame-des-Tables.
To
był François Rabelais – student z żywymi
oczyma, który siedział obok niego podczas wykładu.
Michelowi spodobał się ten pomysł i razem wyruszyli na
przechadzkę po mieście i szybko się zaprzyjaźnili.
Okazało się, że François opowiada niesamowite
historie. Gdziekolwiek nie byli nazywał te miejsca w tak zabawny
sposób, że ktokolwiek by go słuchał na pewno
pękałby ze śmiechu. Młodzieniec dosłownie
nie miał żadnych pohamowań dyskutując o
czymkolwiek: mówiło heretykach, bolesnych emocjach i
częściach ciała ludzi, o których rzadko się
mówi tak otwarcie. Gdy odkrył, że Michel czasem
odpowiada zbyt poważnie, czasem atakował go jak mały
chłopiec, lub stawał się nagle obsceniczny. François
był głęboko pozytywnie zaskoczony szeroką wiedzą
Michela. Wydawało się, jakby student z Saint Rémy
był chodzącą encyklopedią. In pubie Michel
opowiadał o swoim Żydowskim pochodzeniu, swoim nabywaniu
wiedzy dzięki dziadkowi i o swoich przerwanych studiach w
Awinion.
“Płyniemy
tą samą łodzią” – powiedział
François.
“Jaką
łodzią?” – zapytał jego kolega zdziwiony.
“Otóż
uważa się, że Żydzi i katarzy występują
przeciwko religii katolickiej. Jesteś Żydem, a ja jestem
katarem.
“Jak
możesz być katarem? Katarzy należą do ostatniej
linii gnostyków.”
“Oczywiście
z pewnością o tym wiesz” – powiedział
François. “Jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami
nie praktykującymi naszej religii publicznie, ale potajemnie.
Obecnie w Montpellier jest bardzo wielu takich wyznawców. Mój
ojciec prowadził tu restaurację, gdzie prowadzono potajemne
spotkania. Zaprowadzę cię tam kiedyś, jeśli masz
ochotę.”
“To
brzmi interesująco. Jestem ciekaw, czego tam uczą. Gnostyka
zawsze miała bardzo silną argumentację ze względu
na jej analizę Łacińskiej Biblii i inne.”
“Dokładnie
i właśnie dlatego katoliccy przywódcy tak bardzo nie
lubię gnostyków” – dodał katar.
“Czy
właśnie dlatego twoja religia jest zakazana?”
“Nie,
my jesteśmy indywidualistami i nasze Święte Księgi
zostały przetłumaczone bezpośrednio przez Gospel. Z
drugiej strony podstawa kościoła polega na sile i jej
przekaz dotyczy oryginału.”
“Tak,
papież, księża często interpretują biblię
do własnych celów, ale w zasadzie wierzymy w te same
rzeczy” – powiedział Michel. Przyjaciel nie do końca
dowierzał jego tezie.
“Mamy
własne prawa i nie wierzymy, że jedno pojedyncze istnienie
stworzyło całe dobro i zło, jak twierdzą
katolicy. Poza tym popieramy osobistą wolność,
równouprawnienie kobiet i jesteśmy przeciwko przemocy.
Oni natomiast nie są!”
“Mówiłem
o oryginalniej greckiej biblii” – uściślił
Michel. “W tej wersji te sprawy nie są uregulowane.”
“Hmm,
być może. Nie jestem tak oczytany jak ty.”
Obaj
przyjaciele bez problemu zakwalifikowali się na kolejny etap
studiów, mimo iż po pierwszym roku liczba studentów
znacznie zmalała do trzydziestu. Dziś mieli odbyć
pierwszą praktykę. Profesor Hache stojąc na swoim
podium i odwodził swoją dłoń w geście
antycypacji. “panowie, zawsze rozpoczynamy drugi rok
prezentując praktyczną demonstrację upuszczania krwi.
Prowadzę ja osobiście na osobie, która zgłosiła
się z nieuleczalną chorobą. Bez obaw, to nie jest
czarna śmierć.”
“Co
to czarna śmierć?” – zapytał Michel.
“To
oznaczenie plagi, mój drogi przyjacielu, ale nie przerywaj mi.
Mam nadzieję, że nikt z was nie ma problemu z oglądaniem
krwi, ponieważ przy tej demonstracji będzie to konieczne.
Ja już się przyzwyczaiłem.” Jego asystenci
wnieśli kobietę, której ciało było bardzo
żółte. Następnie usadowili ją na krześle,
bo była zbyt słaba aby usiąść. Pacjentka nie
mogła patrzeć przed siebie i jej oczy wędrowały
we wszystkich kierunkach. Odpoczynek już jej nie pomagał i
wydawała niekontrolowane dźwięki. Był to bardzo
bolesny przypadek i ludzie w pokoju zaczęli szemrać.
“Rozumiem, że współczujesz kobiecie i
niewątpliwie myślisz, że jestem bez serca” –
powiedział profesor. Ale ten eksperyment służy nauce i
na pewno przyniesie zrozumienie. Poza tym zapewniam cię, że
ta kobieta uzyska także finansową rekompensatę.”
Grupa stentów zbliżyła się to tego królika
doświadczalnego i rozpoczęli demonstrację. „Krew
można upuścić na dwa sposoby. Pierwszy sposób
polega na dostaniu się do naczynia krwionośnego.” I
tymi słowy wskazał mały punkt na ramieniu pacjentki.
„Druga metoda polega na umiejscowieniu pijawek.” Tymi
słowy wyjął kieszeni szklany pojemnik i pokazał
kilka gatunków pijawek. “Dziś pokażę
tylko tą pierwszą metodę; Te małe stworzenia są
obecnie wystarczająco nadjedzone. W
przypadku pierwszej metody pacjent powinien zacisnąć pięść.
Spowoduje to, że naczynia powiększą się i
przyśpieszy to proces. Niestety ta kobieta jest zbyt słaba,
by zacisnąć pieść, dlatego musimy bić się
głębiej.” Powiedziawszy to doktor wyjął ze
swojej torby lekarskiej lancetę. “Czy ktoś chce
dobrowolnie spróbował ze mną? – zapytał.
Nikt nie odważył się, więc lekarz sam kogoś
poprosił. “panie Nostradamus, czy będzie pan tak miły
i asystuje mi?” Student posłusznie wstał i przeszedł
się w jego kierunku. “Proszę
naciąć tu podłużnie,” poprosił lekarz
podając mu ostrze.
“Czy
powinienem najpierw wyczyścić moje ręce?” –
zapytał Michel.
“Umyć
ręce? Jeśli się pan obawia, mogę zrobić to
sam.”
“Proszę
pana” – przerwał nagle François – “mój
kolega ma na myśli, że zwiotczały mnich nie da rady
pracować na polu, a rolnik nie obroni swej ziemi, gdy nadejdzie
czas wojny. Jako iż lekarz nie misjonarzuje ludzi i wojownik nie
leczy chorób. Rozumie pan?” Hache nie pojął
ani jednego słowa.
“W
samej rzeczy” – odrzekł i zawzięcie sam naciął
ramię. Jak można było oczekiwać krew polała
się małym strumieniem i lekarz staranie zebrał ją
w szklany pojemnik. Michel odpuścił sobie i wrócił
na swoje miejsce. Hache zatrzymał krwawienie z rany i od tej
pory kobieta służyła jako model do demonstracji naczyń
krwionośnych. Lekarz popatrzył dokładnie z satysfakcją
i zapytał studentów, czy przychodzi im do głowy
jakaś wizja przyszłości medycyny. Michel jako pierwszy
podniósł rękę do góry.
„Ach,
żądny wiedzy, ale zastraszony student. Proszę bardzo”
– zażartował Hache.
“Wyobrażam
sobie, że ludzie będą używali części
ciała w przyszłości.” – zasugerował
student.
“Myślałem,
że jesteś poważnym człowiekiem.”
“Tak,
jestem.”
“Widocznie
nie” – zanegował nauczyciel.
“Próbuję
być” – obstawał na swoim Michel.
“Nikt
z obecnych tu nie ma ochoty słuchać nonsensownych historii,
które nie mają uzasadnienia.”
“Być
może mogę podać naukowe uzasadnienie mojej tezy proszę
pana, ale zapytał pan o spekulacje, czyż nie?”
“Dobrze
dobrze, wystarczy. Natychmiast zabieraj się z moich zajęć”
– powiedział poddenerwowany nauczyciel. Po zajęciach
Michel zapytał François co miał na myśli mówiąc
o zwiotczałym mnichu.
“Oh,
właściwie nic. Tylko chciałem wypróbować
zdolności myślenia tego ogra” – odpowdział
śmiejąc się.
“Ach,
potrafisz być nieznośny!”
“Pewnie,
że mogę” zaśmiał się Rabelais i wcale
nie czuł się tym zawstydzony. Po drodze domu koledzy
dyskutowali o tym jak istotna jest higiena w medycynie.
Pewnego
wieczoru przyjaciele zostali ugoszczeni przez ojca François
talerzem pełnym owoców morskich w jego restauracji. W
miejscu tym było bardzo wielu wyznawców, którzy
gorąco dyskutowali w grupie. Chwilę później w
pomieszczeniu z tyłu odbywały się modlitwy i Żydowski
student został zaproszony, aby się do nich przyłączyć.
François jednakże odrzekł, że niestety jest
zajęty tłumaczeniem włoskich pism medycznych.
“To
bardzo ambitne zadanie” – powiedział Michel.
“I
to nie wszystko. Także piszę moją pierwszą
powieść: Les
Horribles et Espouvantables Faict et Prouesses du très renommé
pantagruel.”
“Zadziwiający
tytuł. Zakładam, że jest on bardzo dobrze
przemyślany.” – odrzekł przyjaciel.
“Być
może nazwę tą powieść po prostu pantagruel.
Ale zmieńmy temat, czy jesteś osobą, która
jest zbyt porządna, aby się samozadowalać?”
“Co
takiego?”
“Czy
masturbujesz się?” De Nostredame rozejrzał się
tajemniczo wokoło, aby sprawdzić, czy nikt nie słyszy.
“Teraz
to już przesadziłeś, François. To nie twoja
sprawa” – odpowiedział zdenerwowany.
“Ej,
ja tylko chciałem cię przygotować do tej mistycznej
lekcji, o której niebawem usłyszysz.”
“O
czym ty mówisz?” – zapytał zdziwiony Michel.
“Przecież
nie chodzi tylko o modlitwę. Gnostyka i święta wiedza
ma na celu odkrywanie i tym razem chodzi o seksualność.”
Rozmowę tą przerwały odgłosy ludzi, którzy
w mieszanym towarzystwie ruszyli do pomieszczenia na zapleczu.
Widocznie to był czas, aby si zebrać wspólnie i
dwóch młodych mężczyzn udało się do
prywatnego pomieszczenia, gdzie ludzie zajmowali miejsce na grubych
dywanach. Po krótkiej modlitwie, ktoś dobrowolnie wstał,
aby dać wykład i wyciągnął jakieś
papiery.
“Dziś
będę mówił o Kielichach Hermesa” –
zapowiedział słowem wstępu.
Święta
krowa – powiedział Michel sam do siebie – syn Zeusa
i Mai, wysłannik Bogów. Mężczyzna pokazał
mistyczny obraz ciała ludzkiego, aby wyjaśnić, o czym
opowiada. Na głowie miał dwa symboliczne przelewające
się kubki, a z sacrum wypełzała para węży
wijąca się wokoło kręgosłupa i wyślizgująca
się poprzez otwarte skrzydła na wysokości serca.
“Jak
wszyscy wiemy, stare manuskrypty uczą nas najwyższej troski
o naszą energię seksualną. Ale dlaczego przez wieki
uczono nas czystości seksualnej? Nie chodzi o to, co wmawia nam
kościół - idźcie i rozmnażajcie się.
Bardzo łatwo wpoić nowemu pokoleniu te same wartości.
Żądni siły, liderzy kościoła ukryli i
przeinaczyli Gospel, aby ukryć prawdziwe powody. Stare
manuskrypty mówią jedynie: “Nie trać
nasienie.” Innymi słowy nigdy nie pozwalaj na jego utratę,
nawet podczas aktu seksualnego.”Michel patrzył na François
ze zdziwieniem. To jest to, o czym ten śmieszny człowiek
wspomniał. “Świętym celem gnostyki jest
oświecenie jednostki” – kontynuował mistyk –“i
powrót duszy do domu, do boskich ogrodów. Ten pęd
pokazuje seksualną transmisję ens semnis.
Ta subtelna wiedza jest nauczana jedynie w szkołach mistycznych
podczas inauguracji np w tej w Montpellier. Faraonowie Starożytnego
Egiptu także nauczali tego. Techniki te wymagają bardzo
dużo samokontroli siły seksualnej podczas stosunku między
kobietą i mężczyzną. Zwłaszcza dla
mężczyzny. Powstrzymując nasienie podczas stosunku
tworzy się boska iskra, którą można porównać
obecnie do zapalnika ognia. “Ignatius” w języku
łacińskim jest słowem od którego pochodzi słowo
“gnostyka”. Iska tworzy się w momencie połączenia
męskich i żeńskich organów seksualnych i
wytwarza ponad naturalną siłę, która płynie
wzdłuż kręgosłupa.
Stąd
pojawiają się dwa węże. Energia nowego życia
unosi się do góry tak zwanego kaduceusza Merkurego
właśnie tymi kanałami i otwiera skrzydła dla
ducha. Energia lub Kundalini może unosić się ponad
Kielichy Hermesa, ale tylko jeśli między kochankami pojawi
się prawdziwa miłość. Jeśli się tak
stanie Kielichy wypełniają się boskim napojem. Gdy są
przepełnione energią, opada ona powoli w dół
wprost do serca. Proces ten powtarza się siedmiokrotnie i w jego
toku człowiek osiąga pełnię rozwoju.” I
tymi słowy mistyk odłożył obraz. „Teraz
proszę was wszystkich, abyście wzrastali.” Wszyscy
wierzący powstali rozpoczęli recytować swoją
tradycyjną modlitwę. François śpiewał
także pełen przekonania. Na koniec gdy odbyto piętnaście
religijnych obrzędów zaproponowano herbatę. Na
koniec wieczoru obaj studenci wczytywali się w materiał w
opuszczonym już pomieszczeniu.
“Myślałem,
że dale będziesz robił swoje głupie żarty,
tak jak przed spotkaniem” – przeprosił Michel –
“i jestem naprawdę zafascynowany tym, co opowiadał
ten mężczyzna.”
“Tak
myślałem, że to cię zainteresuje” –
odpowiedział François.
„Byłem
pewny, ale czy nie wygląda na to, że życie jest niczym
kara.”
“Zbieramy
owoce przez całe nasze życie i jeśli właściwie
zastosujesz tą technikę, będziesz miał dostęp
do ogromnej siły. Natura cię wysłucha.”
“Uważasz,
że powinienem porozmawiać z koniem?” – zapytał
frywolnie gość.
“Na
przykład.”
“Mówisz
na poważnie, czy bawisz się ze mną?”
“Nie,
mówię poważnie; Morze Czerwone rozstąpiło
się przed Mojżeszem, czyż nie?” – dodał
Rabelais.
“Zatem
wszyscy powinni zacząć stosować tą technikę
i w dodatku tak szybko jak to tylko możliwe.”
“Lepiej
nie. Mało kto jest tak czysty energetycznie i poprzez złe
intencje można wyrządzić wiele złego. Tacy ludzie
to właśnie Bracia Ciemności. Uważaj na nich!
Michel na chwilę zamyślił się.
“Czy
rodzą się dzieci wśród praktykujących ta
technikę?” - zapytał.
“W
dalszym ciągu przynosi je bocian.”
“Oh
cudnie, znów te głupie żarty!” i Michel
zachmurzony wstał, aby udać się do wyjścia.
“Przykro
mi, naprawdę mi przykro. Odpowiem poważnie na twoje
pytanie. Zwykli śmiertelnicy mają wystarczająco dużo
dzieci, aby zachować naszą populację przy życiu.
Poza tym ponadprzeciętne dzieci często rodzą się
właśnie z zainicjowanych kobiet.”
“Przypuszczam,
że transcendencja pożądania jest tego podstawą”
– zaspekulował jego gość.
“W
samej rzeczy. Dawno temu Ewa zjadła zakazane jabłko z
drzewa i od tego czasu wygnano mężczyznę z raju. Teraz
musimy poruszyć góry, aby naprawić ten błąd.”
“Zakazany
owoc?”
“Zakazany
owoc jest symbolem męskiego nasienia” – wyjaśnił
François pijąc ostatni kubek
herbaty. “Czy ty sobie żartujesz czy jak?”
Przyjaciel pokręcił głową ze smutkiem i wyszedł
z pokoju. Niepoprawny jest ten Rabelais!
Po
kilku latach intensywnej nauki pozwolono Michelowi otworzyć
własną praktykę lekarską. Wprawdzie nie zakończył
jeszcze studiów, ale chciał wreszcie pomóc ofiarom
plagi w kraju. Podświadomie zawsze pamiętał, że
“czarna śmierć” ma rozbudzić jego śpiącą
wiedzę zgodnie z przekazem Hermesa. Dziewiętnastoletni
lekarz powiedział François o swoich intencjach, a
przyjaciel choć ze smutkiem, ale zgodził się, że
Michel jest już gotów do prawdziwej pracy.
“I
jak chcesz by na ciebie mówiono?” – zapytał
François.
“Po
prostu Doktor De Nostredame.”
“Wiesz,
że naukowcy dodają do swoich nazwisk łacińskie
końcówki?”
“Tak,
ale …” – zawahał się Michel, który
nie chciał się wywyższać.
“To
ważne, aby robić dobre wrażanie, przecież o tym
wiesz. Co myślisz o nazwisku Nostradamus?”
“Brzmi
bardzo dobrze!” – zaśmiał się przyjaciel
podchwytując pomysł kolegi. Kilka dni później
obaj przyjaciele pożegnali się wzajemnie i obiecali, że
pozostaną w kontakcie.
Michel
powrócił do domu ojca i od tej pory mógł
oferować swoje usługi na miejscu w Saint Rémy oraz w
okolicznych miejscowościach. Rodzice bardzo cieszyli się z
powrotu ich syna. I ojciec spontanicznie zaoferował poddasze
dziadka.
“Powinniśmy
się najpierw zapytać Julien?” – pouczyła
Reynière swego męża.
“Julien
tylko tam studiuje, a Michel będzie zarabiał pieniądze”
– odrzekł.
“Wciąż
troszczysz się tylko o swego chłopca” – tymi
słowy maż lekko skarcił żonę.
“W
porządku, zapytam go najpierw co o tym myśli.”
Julien, który uczył się prawa na strychu chętnie
zrobił miejsce dla swego starszego brata na strychu i jak się
okazało wrócił do swego starego pokoju razem z
książkami. On także cieszył się z obecności
jego starszego brata, który mógł mu teraz pomóc
tłumaczyć teksty. Wszystko dobre co się dobrze kończy.
Michel był szczęśliwy, że mógł znowu
zobaczyć soją rodzinę. Nie wiedział ich d
zeszłego roku i zauważył niesamowite postępy i
otwarte umysły członków rodziny. Jego mali bracia
stali się już chłopcami i już niebawem mogli
opuszczać rodzinne gniazdo i iść w świat. Bernard
chciał być stolarzem i większość prac z
drzewem w domu wykonywał właśnie on. Zdecydowanie nie
chciał być notariuszem tak jak jego ojciec, “ponieważ
jego mózg nie trawi pracy umysłowej” –
narzekał. Ojciec w porównaniu do niego był umysłem
ścisłym i jego dłonie miały subtelne kształty.
Poza tym Jacques był nieco nudny i zawsze kalkulował
wszystko w każdym calu. Jego matka bardziej polegała na
swojej intuicji.
Po
powrocie do domu Michel zauważył po raz pierwszy jak
atrakcyjną kobietą była jego matka. Miała piękną
figurę, ciepłe oczy i długie lśniące włosy,
które zazwyczaj związywała. Współczuł
jej jedynie, że zbyt bardzo obawiała się obcych. Kilka
razy pieniądze znikały w jej obecności. Z drugiej
strony jej ojciec miał zdrową dozę podejrzliwości
co się tego tyczny. Dlatego też oboje bardzo dobrze się
uzupełniali.
“Wiem,
przygotuję matzo” – powiedziała Reynière
w odpowiedzi na te wszystkie poważne plany na przyszłość.
“Czy chcesz mi pomóc Michel? Podczas gotowania możesz
mi powiedzieć co działo się w Montpellier.”
Młody lekarz chętnie przystał na jej propozycję i
udali się wspólnie do kuchni. Tam zmieszali wodę z
mąką.
“Dobrze,
zatem opowiadaj” – nakazała matka i jej syn zaczął
opowiadać jej o swych studenckich przeżyciach.
“Och,
trzeba rozpalić ogień z tyłu w ogrodzie” –
przerwała mu na chwilę. “Zaczynaj ugniatać
ciasto, a ja niebawem wrócę.” Kilka minut później
matka wróciła cała w sadzy i Michel kontynuował
swoje opowiadanie, tak jakby nic nie zauważył. Historie z
college i zapach zakwasu wypełniały cały dom. Ojciec
pokroił chrupkie matzo na stole i w taki sposób
świętowali szczęśliwe przybycie ich dziecka do
domu.
“Czy
zechciałbyś odwiedzić mojego chorego krewnego” –
zapytał Jacques podczas obiadu.
“To
praca dla miejscowego chirurga, czyż nie?” – zapytał
Michel.
“Cóż,
nie mam wiele zaufania co do jego pracy, a zdrowie pana Delblonde
wciąż się pogarasza.”
“Dobrze,
zajrzę do niego” – obiecał syn.
“Przy
okazji, władze miejskie w Arles poszukują lekarza” –
przypomniała sobie Reynière - “Powinieneś
zajrzeć tam.”
“Tak
też uczynię mamo, dziękuję za tą wskazówkę.”
Następnego
dnia młody lekarz odwiedził pana Delblone, którym
czasem opiekował się doktor Villain. Chirurg troszczył
się o jego rany, pozbył się opuchlizny,wykonywał
nacinanie żył, wyrywał żeby, przygotowywał
zioła, obcinał włosy i golił brodę. Pacjent
kwalifikował się do długoterminowego leczenia i
niestety nie mógł korzystać z darmowych zabiegów.
Jego choroba postępowała i był zmuszony do sprzedania
gruntu rodzinnego , który był w jego posiadaniu i
drewnianą szafę, aby zapłacić rachunku. Jedynie
ludzie, którzy byli całkowicie pozbawieni środków
do życia, mogli korzystać z bezpłatnych usług i
władze miejskie pokrywały koszty leczenia. Podejrzenia
Michela potwierdziły się, gdy przebadał pacjenta.
Villain jest lekarzem starej daty. Pacjent był całkowicie
wyczerpany z powodu braku środków przeczyszczających
i ciemiączek. Pacjent leżał w łóżku w
krytycznym stanie, a przy nim siedziała siostra. Nostradamus
przedstawił się i Delblone przypomniał sobie, że
pamięta go ze starych czasów. Częściowo w
delirium zaczął opowiadać o starych czasach, ale jego
siostra poprosiła go, aby przestał. “Nie traćmy
czasu doktorze” – powiedziała kobieta i dodała,
że stan zdrowia jej brata pogorszył się od czasu gdy
pojawiła się infekcja nacięć. Villain chciał
w taki sposób uzyskać nadmiar limfy. Michel dokładnie
zbadał pacjenta i postawił diagnozę. “Nie wydaje
mi się, aby ten przypadek był ciężki, ale należny
zastosować leczenie. Jeśli chce pani, aby brat powrócił
do zdrowia, należy zamknąć te nacięcia i trzeba
zaprzestać podawania tych napojów wypróżniających”
– stanowczo pozwiedzał młody lekarz. Bezsilna siostra
zrozumiała, że przyszedł czas na zmiany i zgodziła
się całkowicie. Michel szybko usunął żelazne
rurki z ciemiączek i obmył rany wodą. “Proszę
podawać bratu świeże owoce i warzywa każdego
dnia” – nakazał lekarz, gdy wychodził. “Jak
tylko pacjentowi wrócą siły zjawię się
ponownie.” Ludzie w miejskiej hali byli oburzeni, gdy usłyszeli
o tej “nielegalnej praktyce”. Powiadomiono policję,
aby zajęła się tym szarlatanem, ale Nostradamus
spokojnie pokazał im swoje dokumenty, które potwierdzały,
że uzyskał medyczne wykształcenie i że posiada
wszelkie prawa, aby prowadzić praktykę lekarską an
terenie Francji. Członkowie rady w dalszym ciągu byli
zezłoszczeni w przekonaniu, iż w mieście jest miejsce
tylko dla jednego lekarza, ale Nostradamus obstawał przy swoim i
nie mogli nic na to poradzić. W przeciągu tygodnia pan
Delblonde zaczął powracać do sił i kontrowersyjny
lekarz powiedział mu, że powinien już zaczynać
stawiać pierwsze kroki. Pacjent uczynił tak, jak nakazał
mu lekarz i powoli spacerował po mieście po raz pierwszy od
kilku miesięcy. Jego stan zdrowia poprawiał się i
wszyscy w mieście byli świadkami jego niespodziewanego
ozdrowienia. Chirurg miejski i członkowie konsulatu wyglądali
jak głupcy, a Michel wyrobił sobie dobrą opinię
jako lekarz. W przeciągu kilku dni chorzy ludzie zaczynali pukać
do jego drzwi i cudowny lekarz pomagał wszystkim z bardzo
dobrymi wynikami. Z czasem, gdy Villain popełnił kilka
błędów Michel został zatwierdzony jako
oficjalny lekarz w Saint Rémy. Ceremonia zaprzysiężenia
odbyła się właśnie wtedy, gdy wybuchła
niespodziewana ogromna epidemia w Camargue. Rada miejska doniosła
o tysiącach ofiar w okręgu i nowy lekarz zmagał się
teraz z nie lada wyzwaniem. Epidemia była niesamowicie zaraźliwą
i jeśli jeden z członków rodziny zachorował,
można było oczekiwać, że zaraza przeniesie się
na pozostałych członków. W przeciągu od dwóch
do sześciu dni choroba zwalała z nóg, a ciała
palono. Psy, koty, kury i nawet konie padały ofiarami zarazy.
Ale młody lekarz był niestrudzony i uważał, że
ma na to radę. Na szczęście jak dotąd Saint Rémy
nie stało się celem szalejącej zarazy, w
przeciwieństwie do pobliskiej wioski Sainte Doffe , gdzie życie
publiczne zamarło. Martwe ciała gniły na ulicach lub
były rzucane naprędce do grobów przez najbliższych.
Straszny zapach gnijącego mięsa unosił się w
powietrzu i ludzie palili pachnące drzewo, aby nie czuć
tego smrodu. Wielu mieszkańców wypędzało
członków rodziny z domów, aby chronić własne
życie. Inni po prostu uciekli gdzie pieprz rośnie
opuszczając domy. Michel odwiedził swojego pierwszego
pacjenta dotkniętego zarazą w wiosce i zaprowadzono go do
śmiertelnie chorego chłopca w glinianej chacie. Chłopiec
pluł krwią, miał wielkie czarne plamy i narośle
wielkie niczym jaja n swoim ciele. Jego matka rozpylała w
przejściu ocet winny, aby odświeżyć powietrze.
Odważny
lekarz zbadał chłopca, ale powiedział bezradnie, że
nie jest w stanie uczynić praktycznie nic. Nie znaleziono
jeszcze lekarstwa na tą chorobę. Podczas jego edukacji
nauczono go, aby spuszczać krew, ale Michel nie chciał mieć
nic wspólnego z takimi praktykami. Aby dać rodzinie nieco
nadziei umieścił na kark chłopca diabelskie odchody i
zioła, które używano do egzorcyzmów. Zapisał
symptomy choroby i wyszedł nie uczyniwszy właściwie
nic. Przez kolejne dni lekarz odwiedził wielu ludzi dotkniętych
chorób, którzy właściwie szukali pocieszenia
w Bogu. Gdziekolwiek się pojawiał zawsze gdzieś także
pojawiał się duchowny, który dokonywał
rozgrzeszenia i obiecywał pacjentowi miejsce w raju. Niestety
pomoc medyczna zajmowała drugie miejsce. Ignorancja jest
grzechem głównym, zrozumiał Michel wcześniej
czy później. Jednakże obfitość zabobonów,
nadużywanie władzy i ignorancja stymulowały go do
rozpoczęcia odkrywania tej choroby przy użyciu zdrowego
rozsądku, aby odnaleźć jakieś lekarstwo.
Wyróżniano daw typy plagi: jeden pojawiający się
na ciele i drugi zajmujący płuca. Po przebadaniu symptomów
choroby zwrócił szczególną uwagę na
konieczność zachowania higieny, która w religii
Żydowskiej była praktykowana od wieków. Jego
odkrycie potwierdził ciekawy przypadek w Milanie. Arcybiskup
zarządził zamurować pierwsze trzy domy, w których
pojawiła się zaraza wraz z ludźmi w środku. W
rezultacie miasto zostało ochronione przed dalszą plagą.
Działanie to potwierdziło, że do zarażenia
dochodziło drogą niewidoczą dla ludzkiego oka.
Nostradamus zaczął wprowadzać kwarantannę w
nowych przypadkach i nie zezwolono zdrowym mieszkańcom na
kontaktowanie się z pacjentami, którym w dalszym ciągu
dostarczano wodę i żywność. Dzięki tej
metodzie uzyskano całkiem dobre efekty. Badając dalej także
wpadł na pomysł, że choroba może się
rozprzestrzeniać przy pomocy wiatru, dlatego też zaczął
rozprowadzać maski wśród ludzi w pobliskiej wiosce,
którzy nie ucierpieli z powodu zarazy. Okazało się,
że zaraza ich ominęła i Michel zaczął
podejrzewać, że może u podstawy leżą jakieś
bakterie. Nakazywał zatem wszystkim, aby kąpali się w
gorącej wodzie raz w tygodniu, jeśli to możliwe i
przed każdym posiłkiem myli ręce mydłem. Także
zachęcał, aby ludność myła regularnie zęby
np żując korzenie lukrecji i płucząc usta wodą
z miodem lub octem winnym. Nakazał, aby ludzie obcinali
paznokcie i dbali o higienę włosów, wąsów
i brody. Każdy powinien zmieniać ubrania i czyścić
je najlepiej w gorącej gotującej wodzie. Pomimo tej
istotnej pracy pionierskiej nie zapomniał głosów
przerażania wołającego z dziczy lasu. Pewnego dnia
Pope Clmesn VII pełen uznania dla tego mężnego
wojownika przeciwko pladze zaprosił go do siebie do Avigon.
Rozmawiali o tym, jak Pope powinien chronić się przed plagą
i Michel nakazał mu powrót do jego rezydencji. Gdy
epidemia dotarła do pobliskiej wioski przywódcy
religijnego około miesiąca później, spędził
on kilka tygodni odosobnieniu. Z powodu swej izolacji udało mu
się przeżyć i Nostradamus zaskarbił sobie jeszcze
więcej szacunku. W międzyczasie plaga rozprzestrzeniała
się na cały kraj i zbierała krwawe żniwo w
Europie. Obszary przeludnione przeżywały najgorsze momenty.
Armie dobrze wytrenowanych silnych wojowników padły
ofiara zarazy i udało się zażegnać lokalnego
konfliktu zanim wybuchł. Cudowni lekarze korzystał z tej
sytuacji zagrożenia i zarabiali niesamowicie wielkie pieniądze.
Młody lekarz pracował w dzień i w nocy opiekując
się tysiącami pacjentów. Po czterech latach plaga
ostatecznie zebrała swoje żniwo i Nostradamus wrócił
do Montpellier, aby ostatecznie zakończyć swoje studia.
François uzyskał swój tytuł i nieoczekiwanie
opuścił Francję. Zarządczyni powiedziała mu,
że poczyniono pewne kroki przeciwko humanistom i wszystkim
dysydentom. Nawet naukowcy z ciętymi językami nie byli już
mile widziani w kraju. Na dobre wyszło, bo François
został zatrudniony jako lekarz przez wicekróla Piemontu,
a Michel jeszcze raz podszedł do swoich studiów, jednakże
spotkał się z wielkim niezrozumieniem wśród
swoich dawnych nauczycieli w związku z jego postępowymi
pomysłami. Jego teoretyczna i praktyczna wiedza sprawiała,
że nauczyciele przyznali mu tytuł doktora rok później.
Niekonwencjonalny lekarz przez krótki czas uczyła na
uniwersytecie, ale jego metody leczenia stanowczo powodowały
zbyt wielką konsternację, dlatego też podjęto
kroki i Michel opuścił uniwersytet. Doktor wrócił
do domu do Saint Rémy i zdecydował się kontynuować
swoją pracę jako lekarz.
Rozdział
3
“Nie
ma jak w domu” – powiedział Jacques, gdy jego syn po
raz kolejny cały i zdrowy wrócił do domu, ale Michel
nie odpowiedział ni słowem.
„Zmieniłeś
się chłopcze. Jesteś taki cichy.”
“Starzeje
się ojcze” – odpowiedział krótko. Michel
całkowicie przerósł swoich rodziców, ale nie
chciał ranić ich uczuć dlatego też nie powiedział
nic więcej. Obecnie w domu było dużo wolnego miejsca,
ale doktor zdecydował się jeszcze raz zatrzymać na
opuszczonym strychu. Julien obecnie studiowała prawo w
Aix-en-Provence, a Bertrand i jego żona mieszkali w domu, który
wybudowali sami na skraju miasta. Hector i Antoine w dalszym ciągu
mieszkali w domu rodziców i po przybyciu Michela byli pełni
nadziei, że usłyszą nowe wieści od ich światowego
brata. Tym razem jednak zdawało się, że nie miał
on ochoty na rozmowy. Michel pogrążony był w myślach
i jego umysł stał się zbyt ciężki, aby
tracić czas. Rzeczywiście myśli tak mu ciążyły,
że jego umysł stawał się mętny. Mistyczne
zaciemnienie ochraniało jego rozwijające się ciała
wyższe i czyniło go niedostępnym. I jak ktoś
przykrył go kocem, patrzył tak, jakby miał spalić
wzrokiem. Michel potrzebował odpoczynku i wykręcał się
zmianą charakteru.
Dziś
nieustraszony lekarz udał się, aby odwiedzić pacjentów
w pobliskim Arles. Po krótkiej przyjemnej podróży,
mijając pięknie rozświetlony słońcem
krajobraz powóz zatrzymał się przed żółtym
domem w pobliżu centrum miasta. Nostradamus zapukał i
odczekał chwilę, ale nikt nie odpowiadał. Okiennice
były otwarte, więc spojrzał do środka “Dzień
dobry, jestem lekarzem”- powiedział głośnym i
wyraźnym głosem, ale w dalszym ciągu nikt nie
odpowiadał. Dlatego też postanowił, że zastuka
głośniej do drzwi wejściowych jeszcze raz, a potem
spróbuje wdrapać się przez okno. Nagle z tył
podszedł do niego chudy człowiek z rudą czupryną,
którego buty pokryte były farbą. Bez skrupułów
odepchnął go na bok i wszedł do domu. “Chwileczkę,
zaczekaj, odwiedzam tu pacjenta” – powiedział
doktor, ale człowiek ten, który nie miał lewego oka
zdawał się być także głuchy i niemy.
Mężczyzna niegrzecznie zatrzasnął drzwi przed
nosem lekarza bez słowa. Coś takiego jeszcze mi się
nigdy nie przytrafiło! Pomyślał Michel, czując
się trochę podłamany. Obchodzą się tu ze mną
jak z gównem. W dalszym ciągu nieco przestraszony, ale
przecież powszechnie poważany lekarz udał się na
krótki spacer ulicami Arles. To najprawdopodobniej jedno z
najpiękniejszych miast we Francji. Ze względu na to dziwne
zajście z chudzielcem Nostradamus miał więcej czasu.
Na placu du Forum wypełnionym kafejkami i restauracjami Michel
zamówił zimny napój i siedząc na wiklinowym
fotelu obserwował, co działo się na ulicy zaspokajając
swoje pragnienie. Prowincjalne miasto znane ze swoich kulturowych
aspektów było celem podróż wielu bogatych
Włochów i Hiszpanów. Obcokrajowców można
było zauważyć wszędzie, ponieważ odznaczali
się oni swoimi charakterystycznymi drogimi ubraniami i przede
wszystkim zupełni innym wyglądem. Obserwowanie ich to
niesamowicie radosne zajęcie absorbujące uwagę.
Siedząc
tak po chwili zobaczył piękną Włoszkę
spacerującą powoli w jego kierunku. Im bardziej kobieta
zbliżała się do niego, tym bardziej był nią
oczarowany. Na pierwszy rzut oka miała około dwadzieścia
lat, czyli była niewiele młodsza od niego. Włoszka
miała małą piękną twarz, długą
szyję, błyszczące oczy i poruszała się
bardzo elegancko. Doktor wpatrywał się w jej czarującą
postać niczym w obraz. Wyglądała na damę z
dobrego rodu i była jedną z najpiękniejszych kobiet
jakie kiedykolwiek widział. W tym momencie poczuł się,
jakby jego serce przeszyła strzała Kupidyna. Większość
ludzi nie pokazuje swojego piękna, ale Włosi pod tym
względem stanowili wyjątek. Dama odziana była w
purpurową aksamitną suknię z nadmuchiwanymi rękawami
i otwartym białym kołnierzykiem, a jej ubranie przyciągało
uwagę miejscowych. Jej wenecki ubiór od talii aż do
ziemi utrzymywały obręcze, a nawet dziesiątki obręczy!
Jej krucze włosy spięte były w górze i niczym
ornament udekorowane klejnotami. Jej szyję zdobił drogi
perłowy naszyjnik. Oszałamiająco piękna i
szykowna kobieta szła w kierunku Michela, a jej suknia
majestatycznie ciągnęła się po ziemi, co
sprawiało, że wyglądała ona na jeszcze dłuższą.
Michel zaczął czuć się nieziemsko, a mijając
go Włoszka rozmawiała z dwoma mężczyznami i swoją
opiekunka, gdy nagle rzuciła na niego zalotne spojrzenie i czar
został rzucony. Nostradamus zmiękł jak wosk pod jej
niespodziewanym wzrokiem i nagle poczuł jakby jego życie
właśnie się rozkwitało niczym pąk. “Dobry
Boże!” – wyjąkał, a jego kolana miękły
niczym z waty i kiedy tak wpatrywał się w nią trząsł
się niczym liść. Michel poczuł się bardzo
mały i bardzo zagrożony. Przez lata tylko odwiedzał
pacjentów i całkowicie zapomniał o miłości.
Teraz nagle w zakamarkach jego duszy zaświeciło słońce.
I podczas gdy jego serce tak mocno waliło, ich oczy spotkały
się i ona także poczuła jego miłość. Na
jej twarzy pojawił się rumieniec, a serce Michela rozpaliło
się miłością i postanowił, że
koniecznie musi poznać tą kobietę. Oszołomiony
skoczył na równe nogi pozostawiając nieco pieniędzy
na stole i pobiegł za Włoszką. Szedł za małą
grupką zachowując dystans i gorączkowo myślał
jak mógłby stworzyć sytuację, aby ja spotkać.
Kobieta przeczuwała, że idzie za nią, ale ważyła
się obrócić i spojrzeć, aż wreszcie weszła
do budynku i znikła. W tym momencie lekarz prawie wpadł w
panikę. Co teraz? Zastanowił się przez chwilę...
Nagle
zobaczył jak służąca właśnie kończyła
swoją zmianę i powoli szykowała się do wyjścia.
Michel zauważył to i skinął ręką w jej
kierunku przywołując ją do siebie.
“panienko,
czy możesz mi powiedzieć, kiedy ostatnia grupa opuszcza
budynek. W grupie tej jest pewna osoba, z którą muszę
porozmawiać.” Służąca spojrzała na
jego miłą aparycję i odpowiedziała tak, jak miał
nadzieję: “Jest pan przyjacielem Państwa De
Vaudemonts?”
“Mniej
więcej” – odpowiedział nieco przekręcając
prawdę.
Służąca
dość skora do rozmów powiedziała mu, że
towarzystwo wróci do Lot en Garonne w przyszłą
sobotę. Po uzyskaniu tej jakże istotnej informacji Michel
podziękował służce i wrócił do Saint
Rémy około dziewiątej. Tam zaczął snuć
plany o spotkaniu kobiety ze swoich snów i podczas obiadu
siedział przy stole całkowicie nieobecny.
“Jesteś
całkowicie odmieniony i jakoś w dobrym nastroju” –
zauważył ojciec.
“Nigdy
nie wiedziałam, żebyś był tak rozpromieniony”
– dodała matka.
“Emanujesz
bardzo pozytywnie.”
Michel
tylko uśmiechnął się zmieszany, ale nie
skomentował uwag ni słowem. Swe tajemnice trzymał dla
siebie głęboko w swoim sercu, aż Reynière
wpadła na pomysł.
“Myślę,
że wiem o co tu chodzi” – powiedziała kiedy
następnego dnia jej syn zapytał ją o lusterko była
już całkowicie pewna. On jest z pewnością
zakochany!
“Czy
ta kobieta jest warta twojego zachodu?” – zapytała.
“Oczywiście”
– odparł.
“Najlepiej
udzielę ci kilku wskazówek. Może i jesteś
dobrze wyedukowany, ale jeśli chodzi o sprawy z kobietami,
lepiej posłuchaj mnie.” – matka przejrzała jego
sekret i Michel patrzył na swoja matkę oczekująco, jak
małe dziecko.
„Kobiety
lubią jak mówi się im komplementy”-
powiedziała
„Czy
ona jest stąd?”
“Nie
ona jest Włoszką.”
“Ah
z kraju z którego pochodzi moda. Zatem może zrobimy coś,
aby poprawić twój wygląd.” I tego samego dnia,
matka kupiła mu modny garnitur i osobiście pomogła mu
się ubrać. Hector i Antoine byli ciekawi i przyszli do
pokoju, aby zobaczyć co matka i ich brat porabiają w pokoju
dziennym.
“Matka
ubiera Michela?” – dzieci ze zdziwieniem patrzyły na
siebie pytająco.
Reynière
wypakowała z toreb nowy czerwony żakiet i włożyła
go na zapiętą pomarszczoną koszulę syna, a na
koniec podała mu marynarkę.
“Ja
też tak chcę!” – wykrzyknął radośnie
Hector, gdy zobaczył ten drogi jedwabny płaszcz z długimi
falbanami. Kilka minut później do domu przyszedł
ojciec.
“Michel,
przyniosłem list dla ciebie” - powiedział patrząc
ze zdziwieniem na to, co działo się w pokoju.
“Mam
teraz zajęte ręce tato.”
“Położę
zatem kopertę na twoim biurku” – zaproponował
Jacques podczas, gdy jego żona dobierała różne
części garderoby.
Jesteś
szczupły, a dzięki temu ubraniu wyglądasz szerzej”
– powiedziała matka układając płaszcz.
“Musisz
mi to obiecać” – odrzekł syn i stanął
nieruchomo jak posąg.
Po
chwili zaczął przestępować z nogi na nogę,
ponieważ jego matka próbowała włożyć
na niego bryczesy z zamkiem błyskawicznym. Potem wciągnęła
pończochy na jego stopy i miękkie pantofle z cielęcej
skórki.
“Te
buty są przepiękne” – powiedziała Antoine.
“O
tak” – powiedział jego brat spoglądając w
dół. W końcu Reynière włożyła
na jego głowę czapkę z piórami i cała jego
postać była wprost czarująca. Wyglądał
elegancko i stylowo. Wszyscy to przyznali, a jego pełna miłości
rodzina w zachwycie paradowała za nim w pokoju dziennym.
“Doskonała
gracja, wyglądasz jak król” – powiedział
ojciec, który wszedł ponownie do kiwając głową.
Następnego
dnia Michel zrobił sobie wolne i przeszczęśliwy
wyruszył w podróż do Arles. Oczywiście miał
na sobie swoje nowe eleganckie ubranie i kapelusz. Kiedy tak krążył
wokoło budynku zobaczył jak ta przepiękną Włoszka
wchodziła do budynku. Michel wpatrywał się w okna w
nadziei, że gdzieś tam ujrzy jej postać, jednakże
daremnie. Po pewnym czasie garbaty człowiek, który
zapowiadał walki byków w bardzo irytujący sposób
podszedł i stanął obok niego. Zrezygnowany i zakochany
młodzieniec wykradł się i usiadł na tym samym
tarasie, gdzie siedział dwa dni temu. Zamówił
drinka, aby zaspokoić pragnienie i nagle niczym z nieba jego
oczom ukazała się ta piękna kobieta. Jego
rozczarowanie zniknęło niczym topnieje śnieg w słońcu
i odważnie ruszył w jej stronę. Nie pomylił się
- była piękna, taka elegancka i wytworna. Wręcz
nieodparcie! Gdy dama zobaczyła go kroczącego w jej
kierunku na chwilę zawahała się i poczuła motyle
w brzuchu. Jej twarz o szlachetnych rysach zwróciła się
w kierunku jego odzienia, które było idealne w każdym
calu.
To
musi być dla mnie, pomyślała, czując jednocześnie
podniecenie i zaszczyt.
“panienka
De Vaudemont” – wymamrotał. “Jestem lekarzem i
muszę panience zwrócić uwagę, że talia
sukni jest zbyt wąska. To niezdrowo dla krążenia.”
Ach, jaki jestem głupi - pomyślał - przecież
chciałem zrobić jej komplement.
“Mam
na myśli, że to mogłoby szkodzić panienki pięknu”
– kobieta wysłuchała, ale nie odrzekła ni słowa.
Włoszka po prostu nie wiedziała co powiedzieć.
Michel
postanowił, że będzie mówił szczerze.
“Prawdę
mówiąc zrobiła panienka na mnie ogromne wrażenie
i bardzo chciałbym zobaczyć panienkę ponownie” –
wymamrotał. Te słowa przełamały lody i kobieta
uśmiechnęła się subtelnie.
“Pracujesz
tutaj w Arles?” – spytała cicho i trochę
sztywnie, ale za to płynną francuszczyzną, bez
jakiegokolwiek śladu akcentu.
“Ach
nie, choć czasami przyjeżdżam tutaj, ale jestem z
Saint Rémy i tam pracuję. Poddenerwowany lekarz
przedstawił się i poprosił ją aby usiadła i
napiła się z nim. Oboje przespacerowali się w stronę
tarasu gdzie w dalszym ciągu czekał na niego jego drink. To
był nie lada wyczyn tak przemanewrować z jej kołami
przy sukni między stołami, ale w końcu udało się
i przysiedli.
“Wyglądasz
naprawdę prześlicznie” - prawił jej komplementy.
“Yolando, ale jak możesz przez cały dzień nosić
tą piękna, ale jakże ciężką suknię?”
“Wkładam
tą suknię tylko wtedy, gdy idę do miasta. Jak tylko
wracam do domu, zdejmuję ją.” – odpowiedziała
dama i nerwowo wypiła wodę podaną do anyżowego
drinka. Ludzie wokoło z zainteresowaniem wpatrywali się w
zachwycającą parę, ale oni wcale nie zwracali uwagi na
te publiczne widowisko, a lekarz starał się koncentrować
na prowadzeniu rozmowy.
“To
niemożliwe! Jak sama dajesz sobie radę z taką suknią?”
“Pokojówka
pomaga mi za każdym razem” – odpowiedziała i
zapadła głucha cisza. Michel znowu szukał słów,
ale nic mu nie przychodziło do głowy, wiec zamówił
kolejnego drinka.
“Słyszałem,
że nie jest łatwo studiować medycynę” –
powiedziała Yolanda.
“Oh,
to pięć lat studiów na uniwersytecie.”
“No
cóż, to jasne, nie ma aż tak wielu, którzy
byliby do tego zdolni” – wychwalała go i powoli, ale
pewnie, coś pięknego zaczęło rozkwitać
między nimi.
“Co
cię sprowadza do Arles?” Wygląda na to, że
jesteś tu przejazdem” - spytał Michel. Yolanda
opowiedziała mu, że jej rodzina jest w posiadaniu zamku w
Lot i Garonne, do którego właśnie się udają
i że pochodzi ze szlachetnego rodu.
“Podejrzewam,
że zamek należy do twoich rodziców?” –
spytał, a ona potwierdziła i zaczęła ożywiać
rozmowę opowiadając o jej ojcu hrabim Ferry VI de Vaudemont
i jej matce, Królowej Neapolu. Jej rodzice mieli dziewięcioro
dzieci w tym ją. Po pewnym czasie nie dało się już
czuć deszczu w powietrzu, a między nimi zaczęło
iskrzyć. Wzajemne zainteresowanie było między nimi
wyczuwalne. Rozkwitała prawdziwa miłość, a czas
nigdy jeszcze nie płynął dla obojga tak szybko.
Zarówno on jak i ona czuli się jak na księżycu,
kiedy w końcu przyszło im się pożegnać i
opuścić tą iskrzącą miłością
scenerię. Yolanda obiecała napisać do niego niebawem,
jak tylko przyjedzie do Lot, a w Saint Rémy matka przywitała
go ciepło i natychmiast wypytała jak poszło spotkanie.
“Wszystko
poszło dobrze” – odpowiedział spokojnie.
“Dobrze?
Czy to wszystko, co masz do powiedzenia? Jesteś promienny, mój
mężczyzno!”
“Oh
wszystko w porządku – zaśmiał się głośno,
“ale najpierw muszę się wydostać z tego małpiego
ubrania.” I kiedy tak wbiegał na górę na
poddasze, wykrzyknął: Ona będzie moją żoną!”
Tydzień
później dostał pierwszy list od swojej ukochanej, w
którym wyraźnie napisała, że go pożąda.
Po kilku listach było jasne - ogień płonie i oni są
dla siebie stworzeni. W swoim ostatnim liście Yolanda poprosiła,
aby ją odwiedził niebawem w Lot. Jacques i Reynière
byli przeszczęśliwi, że ich najstarszy syn ostatecznie
znalazł dla siebie kobietę i na dodatek z dobrej i bogatej
rodziny.
„Złapałeś
grubą rybę Michel. Mam nadzieję, że będziesz
szczęśliwy” – powiedział ojciec.
“Skończony
głupek” – odpowiedział niezwykle uradowany syn.
“Przypuszczam,
że będziesz żył w tym przepięknym zamku”
– odrzekła matka.
“To
nieco za wcześnie powiedziane, mamo. Najpierw zobaczmy jak
wypadnie wizyta.”
Ale
jej intuicja podpowiadała jej, że jej dziecko opuści
wioskę na dobre.
Nieco
później Nostradamus udał się na spotkanie ze
swoją księżniczką. Zamierzał ją ocalić
i w jego głowie snuł się scenariusz pięknego
romansu, scenariusza, który miał się rozegrać.
Miłość naprawdę jest ślepa –
uświadomił sobie szczęściarz ruszając w
drogę do Tolouse. I tak jadąc poczuł się opętany
pożądaniem Yolandy, które jego zdaniem mogło
trwać wiecznie. W Ariège powóz mijał
historyczne wzgórze Mount Montségur, gdzie ostatni z
Katharsów został zamordowany wiele wieków temu.
Nostradamus wspomniał wówczas swojego przyjaciela
François Rabelais. Krajobraz stawał się coraz
bardziej zielony i jego oczom ukazały się wokoło
ogrody winne.
Zrywając
winne grona automatycznie zaczął fantazjować. Dla
niego zrywanie winogron z nią to pełnia szczęścia
i spoglądał na rozkwitające winne latorośle
pokrywające horyzont skażone jego miłością
do niej. Gdy zaczęło się ściemniać na
horyzoncie wyłonił się zarys pałacu Castle
Puivert, który jest w posiadaniu rodziny De Vaudemonts. Zamek
był bajecznie utytułowany centralnie na wzgórzu, a
światło Oriona jakby symbolicznie oświetlało go
nadając mu jeszcze więcej znaczenia. Woźnica dobrze
zaplanował tą podróż, ponieważ dotarli do
zamku dokładnie o siódmej, gdy zapadał zmierzch.
Zniecierpliwiony kochanek wyskoczył z powozu rozglądając
się po okolicy w poszukiwaniu oznak życia. Nagle podniosły
się masywne kraty zwodzone u wejścia. Michel wziął
głęboki oddech i podszedł do otwartych wrót
niosąc w ręku swój bagaż. Rozglądając
się wokoło wpadło mu w oko otwarte okienko.
Poddenerwowany przeszedł przez zwodzoną bramę, a
następnie wszedł na wielki dziedziniec i ogromna krata
zamknęła się tuż za nim.
“Witam
panie Nostradamus” – pozdrowił go hrabia De
Vaudemont gładząc swój spuszczony wąs. Ojciec
Yolandy zachowywał dystans i posłał sługę,
aby przejął ciężary z rąk gościa.
“A
więc to Ty jesteś tym młodym lekarzem, który
tak oczarował moją córkę. Czy miałeś
przyjemną podróż?”
“W
samej rzeczy, miałem bardzo dobrą podróż, ale
teraz moje ciało niezmiernie pożąda ruchu” –
odrzekł Michel rozciągając swoje ramiona. Potem
dołączyła do nich przeszczęśliwa Yolanda,
ale nie była w stanie zamienić nawet słowa ze swoim
wybrankiem, którego natychmiast zaproszono na salony, tak jak
zlecił ojciec.
“Moja
Droga, dziś podczas kolacji będziesz miała wiele
okazji, aby z nim porozmawiać” – powiedział do
swojej córki. To było obrzydliwe dla hrabiego z tak
pysznym zamkiem widzieć jak jego córka podąża
za gościem jak zadyszana sarna. Cóż za nonsens!
Hrabia udał się do jednego z pokoi ze skrzywioną miną,
a gościa zaprowadzono do dwudziesto metrowej wieży.
“Zatrzyma
się pan na najwyższym piętrze” – odrzekł
sługa niosący lampę i oświetlający schody.
Tysiąc kroków dalej zmęczony podróżnik
zatrzymał się w pokoju z wielkim łożem przy
którym stały posągi ośmiu muzyków.
Michel uciął sobie krótką drzemkę i
postanowił rozejrzeć się po okolicy. W ciemności
przemierzał wąskie drewniane schody wiodące na taras
na dachu, z którego rozciągał się doskonały
widok na okolicę. Księżyc w pełni oświetlał
wioskę Puivert położoną nad cichym jeziorem.
Uwagę jego przykuły jakieś odgłosy dobiegające
z dziedzińca, gdzie wielu dostojnych gości oczekiwało
na kolację.
Michel
pośpieszył do swego pokoju, aby się przebrać i
dołączyć do grupy, która właśnie
udawała się na kolację. W ogromnym pysznym pokoju stał
przepiękny stół dzienny z doskonale dopasowanymi
krzesłami. Meble te były w posiadaniu awangardy. Służący
wskazał gościowi miejsce wprost naprzeciwko Yolandy, ale
pomiędzy Ferry VI i Królową Neapolu. Chcieli oni
sprawdzić, czy kandydat o rękę ich córki ma
względem niej poważne zamiary i czy jest dla niej
odpowiedni. Kochankowie wpatrywali się w siebie i byli trochę
niepewni co do werdyktu rodziców.
Yolanda
miała na sobie cudowną turkusową suknię, a jej
włosy upięte były nisko w kok. Delikatnie uśmiechała
się do swego przyjaciela, który także odpowiadał
jej subtelnym uśmiechem. Stół nakryty był iście
królewsko: szklane naczynia zdobione złotem i malowanymi
ręcznie wzorami herbu rodzinnego do tego także pięknie
zdobione serwety i sztućce. Herby widniały niemalże
wszędzie.
Słudzy
rozpoczęli serwowanie przystawek. Obok hrabiego i hrabiny
siedziało pięciu synów, cztery córki, trzy
siostrzenice, wiele wnuków i gości. Podczas serwowania
dania głównego para nie mogła oderwać od siebie
wzroku i Michel i Yolanda zaczęli ze sobą flirtować.
“Nie
jesteście tu sami” – zauważył
siostrzeniec, ale to było doskonały dowód na to, ze
młodzi byli w sobie zakochani.
“Zdaje
się, że wyrobiłeś sobie bardzo dobrą opinię
w Prowansji – zauważył hrabia i o mały włos
nie zamoczył wąsów w zupie.
“Robię
wszystko co możliwe, aby leczyć i pomagać ludziom”
– powiedział doktor. “I cieszę się, że
ostatnia plaga zmieniła swój bieg, ponieważ
praktycznie nie miałem nad nią kontroli.”
“Bardzo
jesteśmy radzi, że nie doświadczyliśmy tutaj tego
nieszczęścia” – powiedziała Królowa
Neapolu.
“Ale
właściwie, czy masz medyczne wykształcenie?” –
nagle zapytał hrabia.
“Już
o tym mówiliśmy ojcze” – ostro odrzekła
Yolanda.
“Pokażę
panu mój dyplom po kolacji” – obiecał Michel.
“Bardzo
chętnie, jestem bardzo zainteresowany ujrzeniem twego dyplomu.
Po kolacji będę oczekiwał ciebie w mojej komnacie. Mam
tam doskonały koniak i mam nadzieję, że rozumiesz, że
pragnę jedynie dobra dla mojego dziecka.” Ferry VI był
nieco podejrzliwy i był bardzo skory do zadawania pytań,
aby ustalić, czy medyk zasługuje, aby dołączyć
do rodziny. Pytania oczywiście były dość ogólne
i Nostradamus z łatwością udzielał szybkich
odpowiedzi na każde z nich. W taki sposób nieufność
powoli gasła i po deserze hrabia i hrabina udali się na
krótką konsultację i opuścili pokój
jadalny.
Po
powrocie okazało się, że para postanowiła, że
potencjalny kandydat na męża jest wystarczająco dobry
dla ich córki. Od tej pory nic nie mogło już pójść
niewłaściwie. Po tym jak Ferry VI spędził nieco
czasu z Michelem sam na sam w jego komnacie, w końcu kochankowie
mieli okazję, aby pobyć ze sobą i postanowili przejść
się nieco poza murami pałacu. Wydawało się, że
bardzo dobrze rozumieją się i że słowa były
po prostu zbędne. Kryjąc się za drzewem orzecha
całowali się namiętnie, a dotyk był jakby
magiczny. Minął tydzień i Michel poprosił o rękę
Yolandy, a jego prośba została przyjęta. Wyrachowany
hrabia udzielił swej aprobaty tego samego dnia pod warunkiem, że
Michel spełni pewne warunki. Marzenie spełniało się
i Nostradamus czuł, że teraz może zmierzyć się
z wyzwaniami tego świata. Wolny od melancholii i poinformował
swoich rodziców o nadciągającym weselu w Puivert.
Rodzice odpisali, że nie są w stanie podjąć się
tak dalekiej podróży z powodu ich słabości
zdrowotnych. Tylko brat Hektor postanowił podjąć się
przybycia. Najstarszy syn poprosił, aby przesłano jego
osobiste rzeczy i obiecał odwiedzić ich w Saint Rémy
wraz z Yolandą tak szybko, jak będzie to możliwe.
Oczekiwany
dzień nadszedł i damy dworu oraz panowie zebrali się,
aby wziąć udział w tym wydarzeniu. Zorganizowano
niesamowite przyjęcie weselne. Gdy młoda para wreszcie
została sama i nie mogła się sobą nacieszyć.
“To
niesamowite szczęście pojąć cię za żonę”
– powiedział Michel leżąc w wielkim łożu
i całując swoją żonę.
“To
jak bajka” – odpowiedziała łagodnie Yolanda i
wtulając się w swego męża powoli osiągała
szczyt podniecenia. Młoda para przestawiła osiem posągów
muzyków twarzą do ściany i cieszyła się
sobą. Po odbyciu nocy poślubnej od razu wrócili do
codzienności i zdecydowali się przenieść do Agen.
Tutejszy cech poszukiwał licencjonowanego lekarza i niemalże
od razu zaakceptował Nostradamusa na tą pozycję.
Miasto
znajdowało się nieopodal Puivert i młoda para mogła
żyć samodzielnie i jednocześnie utrzymywać
kontakt z rodziną. Szybko udali się na poszukiwanie domu i
niebawem znaleźli odpowiednią rezydencję na obrzeżach
miasta, którą zdobiła przepiękna fontanna.
Dekorując swój nowy dom, cieszyli się wolnością,
letnimi dniami, a w szczególności sobą nawzajem.
Pewnej nocy kochankowie wskoczyli do fontanny i tańczyli w
tryskającej wodzie. Usiedli na rogu ciesząc się sobą
i tą nocą, a woda kapała z ich ubrań prosto na
ziemię.
“Zamknij
oczy” – poprosiła Yolanda i włożyła
coś do jego ust.
“Wisienka!
“Mam
dla Ciebie coś innego.”
„Inny
owoc?”
“Tak,
jestem w ciąży.” Słysząc te słowa
Michel ucieszył się i pożądliwie pocałował
swoją żonę.
Dodatkowo
oprócz pracy jako lekarz Nostradamus otworzył małą
fabrykę perfum, gdzie przygotowywał olejki o działaniu
leczniczym. Tuzin pracowników oczyszczało rośliny i
zioła uzyskując olejki eteryczne, dzięki którym
mistrz przygotowywał przepisy na każdą przypadłość.
W między czasie młoda para także aklimatyzowała
się w nowym domu w Agen. W Rue du Soleil mieściła się
specjalna księgarenka, do której pewnego dnia Michel
postanowił się udać.
“Czy
znalazłeś to, czego szukałeś?” –
zawołał właściciel z tyłu.
“Ja
po prostu szperam. Właściwie nie szukam niczego
konkretnego.” – odrzekł gość, a sprzedawca
z długą brodą podszedł w jego kierunku.
“Czy
ty jesteś tym nowym doktorem?’
“Tak
to ja!”
“Nazywam
się Abigail. Miło mi poznać inną dobrze oczytaną
osobę, ponieważ niewielu tu takich w tej okolicy.”
“Jeszcze
nie znam tu dobrze ludzi” – przeprosił Michel.
“Oczywiście
książka jest o wiele droższa niż kromka chleba i
praktycznie nikt nie może sobie pozwolić na jej kupno.”
– dodał Abigail, “ale jeśli poszukujesz
literatury medycznej, mogę ci pomóc. Mam dobre układy
z wydawcami w Londynie, którzy uczynili duże postępy
w tej dziedzinie.”
“Być
może później, jeśli znajdę trochę
więcej czasu” – odrzekł lekarz. “Obawiam
się, że muszę już iść, do widzenia! I
tymi słowy udał się, aby spotkać się z
kolejnym pacjentem.
Gdy
doktor obsłużył wielu nowych pacjentów po
pewnym czasie przyszło na świat jego pierwsze dziecko. To
był syn Viktor. Gdy Viktor był jeszcze niemowlakiem, jego
mama ponownie zaszła w ciążę. W międzyczasie
jego ojciec nawiązał pierwsze kontakty wśród
sprzedawców książek, którzy mieli dla niego
niesamowitą dostawę. Nostradamus był po prostu
zdumiony, gdy po raz pierwszy zobaczył książkę,
która na której gotyckimi literami było napisane
KABAŁA. Oczywiście wiele o niej słyszał, ale
nigdy nie miał okazji zapoznać się z jej treścią.
To niesamowite, że pewnego dnia dostał ją od Abigaila.
„Ile
kosztuje ta książka” – zapytał sięgając
do portfela.
“Ta
książka jest prezentem dla Ciebie” –
odpowiedział Abigail.
“Zatem
dziękuję bardzo.”
“Nie
mnie powinieneś dziękować, ale Twojemu tajemniczemu
wielbicielowi.” Doktor wzruszył ramionami w zdziwieniu i
przyjął prezent. W domu, gdy Viktor już prawie zasnął
w swoim małym dziecięcym łóżeczku Michel
miał okazję, aby odpocząć w spokoju po długim
dniu pracy. Yolanda przygotowała swojemu mężowi
herbatę jaśminową i spędzili wieczór
grzejąc się przy ogniu kominka. Szczęśliwy lekarz
spoglądając na swoją piękną żonę,
pocałował ją czule kładąc swą dłoń
na jej ogromnym brzuchu, w którym dzieciątko właśnie
dało o sobie znać silniejszym kopnięciem. Gdy wypili
herbatę Michel zabrał się do lektury swojej nowej
książki i wyciągnął ją z półki.
Podtytuł dzieła brzmiał “Dar mistycznej wiedzy.”
Rozsiadł się wygodnie obok swojej żony, otworzył
książkę i znalazł w niej kartę z imieniem i
adresem: Julius Scaliger, 15 Avenue de Lattre, Agen. To z pewnością
ten tajemniczy wielbiciel - pomyślał.
“Yolando,
czy znasz człowieka o nazwisku Julius Scaliger?”
“Scaliger
to były burmistrz i także dobry pisarz. Jego twórczość
jest znana i szanowana niemalże wszędzie” - odrzekła
“Dlaczego
tego nie wiem?”
“Nie
możesz wiedzieć wszystkiego kochanie, ale dlaczego pytasz?”
“Podarował
mi tą książkę. Popatrz w środku pozostawił
wizytówkę” i tymi słowy podał książkę
Yolandzie.
“Dlaczego
miałby to zrobić?” – zapytała zdziwiona.
“Nie
mam zielonego pojęcia.”
“Chwila,
chwila! On także jest lekarzem!” – nagle
przypomniała sobie. “ Jest nadwornym lekarzem Biskupa z
Agen. To musi być właściwy trop. Może zna ciebie
z czasów uniwersyteckich i Montpellier?”
“Nie,
zdecydowanie nie”- odrzekł. “Zobaczmy jaką
książkę mi podarował” i tymi słowy
zaczął czytać.
“Obok
tradycyjnej spisanej wersji biblii istnieje także inne ogromne
dzieło – kabała. Wiedza mistyczna zawarta w tej
księdze jest oparta na Genesis i głównie jest
przekazywana przez nauczycieli dla uczniów. Drzewo życia
jest opisanym modelem i jego forma jest kluczem do mistycznych ksiąg
biblii. Mowa tu o czterech światach które symbolizują
różne poziomy świadomości w historii Tworzenia
i wiedza ta jest związana z medytacją. Kabala pochodzi z
tradycji Żydowskiej i stosowana jest do rozszyfrowania tajemnych
przesłań zawartych w biblii i obecnie także używana
przez scholastyków. Kabała jest praktykowana w szkołach
ezoterycznych i przez indywidualnych magików.”
Michel
zamknął księgę i z bólem przyznał, że
od lat jego życie duchowe zamarło na pewnym niezmiennym
poziomie. Ta książka jest jak dar prosto z nieba. Po
przewinięciu Viktora udali się na spoczynek.
“Niebawem
udam się do tego Scalingera, aby podziękować za
książkę” powiedział Michel, gdy oczy jego
syna powoli mrużyły się.
“Nie
spiesz się kochanie. Scalinger gdzie się nie wybiera,
mieszka tu od wielu lat” wyszeptała żona.
Kilka
dni później doktor zastukał do drzwi o numerze 15 na
ulicy Avenue de Lattre. Sługa siłacz przywitał go u
drzwi i z przykrością zakomunikował, że jego pana
nie ma obecnie w domu, gdy nagle niski mężczyzna pojawił
się na schodach. To właśnie nadworny lekarz we własnej
osobie.
“Och
panie doktorze, bardzo boli mnie gardło” zażartował
Julius Scalinger, ale Nostradamus nie zauważył tego.
“Chętnie
zajmę się pana gardłem, ale proszę najpierw
pozwolić mi podziękować za piękny podarunek”
– odpowiedział całkowicie poważnie.
“Bardzo
proszę, ale prawdę powiedziawszy, to był pomysł
Abigaila” i tymi słowy panowie przeszli do pokoju obok
zdobionego wieloma portretami naukowców i filozofów.
“Niesamowite,
znasz ich wszystkich osobiście?” – zapytał
gość.
“Oczywiście
nie wszystkich, ale ten na który właśnie spoglądasz
to portret Erasmusa, z którym niedawno wymieniłem nieco
zaczepną korespondencję. Mówią, że jest
największym myślicielem Europy, ale osobiście uważam,
iż w jego argumentacji jest kilka małych luk” i
mówiąc to Julius przysiadł w niskim krześle.
“Słyszałem
o nim” – stwierdził Michel. “Ale właściwie
dlaczego chciałeś się ze mną widzieć”
– i tymi słowy także przysiadł na krześle.
“Twoje
imię często przewija się tu i tam” –
odpowiedział gospodarz. “Lekarz, który nie martwi
się o religię władz to rzadkie zjawisko. Przyciągam
opornych naukowców i ponieważ także studiuję
medycynę, pomyślałem, że to dobry pomysł,
abyśmy się poznali.”
“Bardzo
mi miło” odpowiedział Michel rozglądając
się po pokoju.
“To
takie niesamowite, że przeniosłeś się do Agen”
kontynuował Julius ”zwłaszcza z tym pięknym
kwiatem, który sprawia, że moje serce bije szybciej.”
“Ach
zatem to jest powód dlaczego przysłałeś mi
prezent!
“Kto
wie, wszystko ma swój powód. Jesteś szczęściarzem,
że masz tak piękną żonę.”
„W
samej rzeczy. A kto to jest? Zapytał Michel wskazując na
jeden z portretów.”
“To
Cardano.”
“Hmm,
Cordano. Jeśli się nie mylę to matematyk i astrolog.”
“I
także oszustem” - powiedział Scaliger z obrzydzeniem.
”W swojej książce De Subtilitate mówi o
demonach, ale ten pasaż zaadoptował słowo po słowie
z moich pism.”
“Plagiat
jest ohydnym interesem” – odpowiedział gość.
“A jakie dzieła humanistyczne wyszły spod twego
pióra?”
“Och,
napisałem wiele, ale najważniejszym dziełem jest zbiór
literatury, który opublikowano wszędzie i także
daleko za granicą. Poza tym, mówią, że jestem
jednym z największych myślicieli epoki wraz z Erasmusem”
– powiedział dumnie.
“Naprawdę
całej epoki?”
“Nie
mogę znieść fałszywej skromności” –
odpowiedział gospodarz i Michel uśmiechnął się
do tego dumnego humanisty. Naukowcy byli dobrze dobrani i spędzili
nieco czasu dyskutując na temat medycznych pism Arystotelesa.
Rozumieli się bardzo dobrze i zdecydowali odwiedzać się
częściej. Podczas kolejnych kilku miesięcy więzi
przyjaźni między nimi rosły i pewnego dnia Julius
pokazał mu swoją tajemną bibliotekę. To było
jego tajemnica, ponieważ wiele ksiąg zostało
zakazanych przez kościół.
“Patrz
Michel, rewolucyjny dokument Kopernika, czyli Słońce w
centrum kosmosu.
“Właściwie
mistycy i astrolodzy uważają, że Słońce jest
jedną z Gwiazd.” – skomentował jego przyjaciel.
“Ale podejrzewam, że naukowiec chciałby zobaczyć
dowód i do czego doprowadzą go takie wywody?”
“Z
drugiej strony marzenia mogą być bardzo pomocne” –
odpowiedział Julius. “Dlaczego nie napiszesz do nich od
czasu do czasu. Sam się przekonasz, że bardzo skorzysta na
tym twój osobisty rozwój.”
Po
pewnym czasie na świat przyszła Izabela. Wyglądała
jak słońce i dorastała bardzo szybko. Wydawało
się, że dziewczynka jest niczym centrum kosmosu i Viktor
towarzyszył jej na każdym kroku. Niania, która sama
nie posiadała dzieci, opiekowała się dzieckiem, jakby
było ono jej własnym. Gdy rodzina powiększała się
i wzrastała niczym kwiat, zdarzyło się coś
strasznego.
Agen
nawiedziła plaga. Po rozpoznaniu pierwszego przypadku stało
się jasne, życie publiczne nagle skończyło się.
W lęku przed zarażeniem się chorobą ludzie
stronili od kontaktu między sobą jak tylko było to
możliwe. I słusznie, ponieważ niebawem pojawiło
się więc ofiar. Przezorny lekarz miejski szybko zarządził
kwarantannę w różnych dzielnicach miasta, gdzie
tysiące psów i kotów biegało wokoło.
Nostradamus cały czas pracował śpiesząc od
jednego pacjenta do kolejnego.
Twardy
lekarz przekazał władzom wskazówki, aby grzebać
ciała ludzi i zwierząt między warstwami lip, aby
zapobiec infekcjom. Nakazał także, aby wszyscy palili
śmieci, aby szczury i pchły nie żywiły się
resztkami, w związku z czym w powietrzu unosił się
ciągły zapach dymu i ognia.
Nakazał
smarować dotkniętych plaga maścią z czosnku i
aloesu. Lekarz nakazał podwyższenie zasad higieny i
właściwe odżywianie i większość
mieszkańców miasta przestrzegła tych wskazań.
Niektórzy nie dowierzali mu i poszukiwali kozła ofiarnego
dla tego całego zdarzenia. Zaczęły wybuchać
powstania na obrzeżach miasta dokładnie tam, gdzie
mieszkała rodzina Nostradamus. Przepracowany lekarz słysząc
odgłosy podszedł do okna i zdziwił się, gdy
zobaczył, że nieopodal fontanny ludzie przygotowują
stos. Wokoło zebrała się grupa ludzi prowadzona przez
dwóch nagabywaczy. Mieszkańcy miasta byli bardzo
zdenerwowani i krzyczeli z całych sił. Michel zrozumiał,
że miejscowi odgrywali sąd i sprawy wymknęły się
spod kontroli. “Dobry Boże, Abigail” – nagle
wykrzyknął. Jeden z nich był jego przyjacielem –
to sprzedawca książek. Wołano na niego w różny
sposób i Nostradamus stawał się coraz bardziej
nerwowy. Yolanda także nieco przestraszona stanęła
obok niego. “Czy będziesz tak stał, czy tego
chcesz?” – powiedziała przestraszona, ale jej mąż
nie słuchał i wybiegł na ulicę. Jego zdrowy
rozsądek mówił mu, że należy trzymać
nerwy na wodzy. Przedarł się przez tłum w zrównoważony
sposób przywołał do siebie uwagę ludzi.
“Ci
leniwi Żydzi są przyczyną tego piekła, trzeba ich
spalić!” - jeden z nich krzyczał przepełniony
złością.
Yolanda
patrzyła bez nadziei.
Proszę,
nie kłóć się z nimi, pomyślała
zdrętwiała z lęku. Dwóch Żydów
przyciśnięto do ziemi i ktoś próbował
rozpalić stos.
“Stop!
Wykrzyknął Nostradamus. Po tym rozkazie zapadła głucha
cisza i ludzie ruszyli do tyłu, aby ustąpić drogi
lekarzowi. Bardzo zdeterminowany przerwał sznury, którymi
związano ludzi. Przez chwilę skupił się na swoim
przyjacielu Abigail, który spojrzał na niego wypełniony
żądzą walki i w tym momencie światło zaczęło
oświetlać jego oczy. Co się ze mną dzieje?
Pomyślał Michel. I przez chwilę intensywne piękno
płynące z oczu zachwiały jego posady.
Nie pokazuj żadnej słabości
względem tych ludzi, odwróć się w kierunku
tłumu i przemów do nich rezolutnie.
„Tej
zarazy nie spowodowali Żydzi. Gdyby to była prawda, należy
to z pewnością najpierw udowodnić. Wszyscy jesteście
zastraszeni i przepełnieni złością. Wracajcie do
domów, uspokójcie się i nie zakłócajcie
więcej porządku publicznego.” Ludzie powoli zaczęli
się rozchodzić i plac stawał się pusty. Yolanda w
końcu uspokoiła się, gdy Michel cały i zdrowy
wrócił do domu.
“Nigdy
więcej tego nie rób!” wykrzyczała wciąż
drżąc.
“Przecież
nie mogłem po prostu nie zareagować!”
“Twoja
rodzina potrzebuje cię!”
“Przecież
nic się nie stało” – zdenerwował się,
a Yolanda śmiejąc się zaatakowała go poduszką.
Niestety
plaga nie ustępowała i lekarz pracował przez cały
czas przez kolejne dni.
Kilka
dni później los zapukał do drzwi rodziny
Nostradamus. Yolanda i Viktor zachorowali. Michel musiał
zmierzyć się z tą wiadomością, gdy po
ciężkim dniu wrócił z pracy wieczorem. Biały
niczym prześcieradło postawił jednoznaczną
diagnozę – są zarażeni.
“To
ta cholerna plaga” – zaklął, gdy pozostał
sam w kuchni i uderzył pięściami w ścianę.
To straszny zbieg okoliczności – walka z plagą u
progu własnych drzwi. Strasznie wstrząśnięty
poszedł zakomunikować o tym żonie.
“Skupiłem
całą moją uwagę na pacjentach” –
wykrzyczał w zażenowaniu.
“Michel,
proszę nie obwiniaj siebie i obiecaj mi, że pozostaniesz
przy życiu z Isabellą.”
“Nie
wie, czy potrafię żyć bez was!”
“Wielka
moc wstąpi w ciebie, kochanie” – powiedziała
próbując powstrzymać go na duchu. Gdy pojawili się
szybko obmył ich rany, przygotował najlepsze jedzenie i
miał nadzieję na cud do ostatniej minuty, ale to nie
pomogło. Jego kwiat szybko zwiądł i zasnął
na zawsze w jego ramionach. Patrzył jak oddawała ostatnie
tchnienie i patrzył jak jej duch opuszczał jej ciało.
Następnego
dnia odszedł Viktor i całując syna na pożegnanie
usłyszał wołanie córki. Izabela była
zamknięta w swoim pokoju dla jej bezpieczeństwa.
Zdruzgotany lekarz powierzył swoją córkę opiece
pokojówki na dzień i przewiózł zwłoki
swojej rodziny do Puivert. Jego żona chciała być
pochowana w grobie rodzinnym. De Vaudemonts ze strachem patrzyli jak
nadjeżdżał powóz. Oczywiście wiedzieli co
działo się w mieście, ale ze strachu nie podnieśli
zwodzonej bramy.
“To
zbyt niebezpieczne” – zawołał hrabia z okna,
“zbyt wiele tu ludzi, których kocham.”
“Rozumiem.
Czy ktoś może mi pomóc wykopać grób w
bezpiecznej odległości?” – zapytał Michel.
“To
niemożliwe. Powodzenia.” I tymi słowy hrabia
zakończył konwersację i zamknął okiennice.
Zawzięty
i samotny Michel pochował swoją żonę i dziecko w
grobie rodzinnym, który był tuż za bramą, a
rodzina żony tajemniczo spoglądała z zamku. Po
powrocie do Agen doktor poświęcił czas swojej córce,
która nalegała, aby zajął się swoim
życiem. Wieczorem służąca zastukała do
drzwi. Strasznie przygnębiony Nostradamus otworzył i
zapytał o co chodzi.
“Doktorze
przyszłam, aby pana przestrzec. Rodzina De Vaudemonts nastawiła
przeciwko tobie ludzi w mieście. Obwiniają cię o
śmierć swojej żony i jakobyś zrobił to z
żądzy, aby zagarnąć posag. Także mówi
się, że jesteś przyjacielem Żydów.
Chciałam ci to przekazać panie, bo wiem, że jesteś
dobrym człowiekiem.” Służąca pobiegła
i Michel zamknął drzwi wejściowe. Przeszedł się
dookoła domu rozmyślając i zastosował środki
ostrożności. W sypialni spojrzał na beztroską
twarz Izabeli, która spała spokojnie. W końcu
wybuchł płaczem, a wiatr wpadający przez otwarte
okiennice unosił jego łzy. Nagle ciszę przeszyły
jakieś głosy i rozpętało się piekło.
Zezłoszczeni mieszkańcy miasta niosący pochodnie i
wykrzykujący złowrogo zbliżyli się do domu.
“Morderca”
wykrzykiwali “należy ci się najwyższa kara.
“Michel spoglądał jednym okiem zza zasłonek i
zobaczył złowrogi tłum.
“Dajcie
go tutaj” – wykrzyknął ktoś. Wiedział,
że tym razem musi uciekać. Drzwi wejściowe zamknięte
na klucz skrzypiały pod naciskiem hołoty starającej
się wedrzeć do domu. Po chwili podpalono dom, a wpadająca
pochodnia o mały włos niedosięgła jego ciała.
Nostradamus w pośpiechu zbudził córkę, nakazał
jej być całkowicie cicho i przełożył przez
plecy. Zza jej łóżka wyciągnął mały
pakunek z pieniędzmi i przełożył go przez
ramiona.
Wszedł
z Izabel po schodach na poddasze. Zasłony w sypialni stanęły
w płomieniach i za chwilę ogień przejął
niemalże cały dom. Ludzie wtargnęli do środka i
zaczęli szukać diabelskiego magika na parterze. Ogień
zajął dużą cześć domu i z powodu
szalejących płomieni ni udało się im wejść
wyżej.
W
tym czasie Michel z córką przywiązaną do pleców
przeskoczył na tył dachu domu i zeskoczył na pobliski
dach, który był poza zasięgiem włamywaczy. W
taki sposób opuścił płonący dom i pod
osłoną nocy przemieszczał się po dachach domów.
W połowie drogi z powodu ciemności Michel musiał
zeskoczyć, z trudem docierając do ostatniego domu, gdzie
zszedł na dół po balkonie i użył pnączy,
aby zejść na ziemię.
„Tutaj
jest!” ktoś zobaczył go w ciemności i powiedział
wszystkim. Buntownicy wykrzykujący przed płonącym
domem ruszyli w jego kierunku. Zwinny lekarz zeskoczył na ziemię
i pobiegł ile sił w nogach. Udało mu się zgubić
rebeliantów w labiryncie wąskich uliczek i uciekł z
miasta tak szybko jak to tylko możliwe, daleko przed siebie tam
gdzie lasy i wzgórza. Chwilę później
rebelianci wpadli na jego trop przy pomocy psów, którym
dano worek porzucony przez lekarza do powąchania. Pogoń
trwała dalej.
“Dlaczego
oni są tacy zezłoszczeni?” zapytała Izabela.
“Oni
nie lubią nas” – powiedział ojciec, który
myślał, że już udało im się umknąć
zgrai.
“Ale
dlaczego? Przecież jesteśmy dobrzy, czyż nie?”
“Tak,ale
oni są innego zdania” i mówiąc to ich oczom w
dolinie ukazała się grupa tropiących ich ludzi. Michel
przyśpieszył kroku przedzierając się przez las.
Płaskowyż zakończył się nagle i ku ich oczom
ukazała się głęboka przepaść, która
uniemożliwiła im dalszą ucieczkę. Cofając
się nieco i oddalając od rogu klifu szukał jakiegoś
wyjścia z sytuacji. Odgłosy tropiących psów
stawały się coraz bardziej wyraźnie i Michel musiał
szybko wpaść na jakiś pomysł.
W takim razie musimy zejść w
dół, choć jest tu dość stromo -
postanowił. Nostradamus ułożył dłonie na
skraju klifu i spuścił nogi w dół. Próbował
wyczuć stopami jakiś grunt, aby postawić je i
przesunąć nieco ciężaru z rąk na nogi. Na
szczęście udał mu się dokładając
nieludzkiego wysiłku. Izabela bardzo się bała patrząc
w dół w przepaść. Niebawem tropiciele dotarli
do przepaści i zobaczyli, ze Nostradamus spuścił się
w dół o dwadzieścia metrów i potem znikł
pod osłoną drzew i krzewów. Księżyc także
skrył się a chmurami i tropiciele nie mogli już dłużej
gonić ich bez jakiegokolwiek oświetlenia.
Tropiciele
nawet nie próbowali tropić go tą samą drogą,
ponieważ nie mogliby wziąć ze sobą psów.
Jeden z nich dość dobrze znał tą okolicę i
zaproponował inną drogę. Ludzie podzielili się na
kilka grup. Po pewnym czasie Michel musiał wybrać między
dwoma ścieżkami: jedna prowadziła do góry, a
druga prowadziła w dół. Z powodu wysokich drzew nie
miał zbyt dobrej orientacji, gdzie obie drogi mogą
prowadzić, ale postanowił, że wybierze drogę
prowadzącą w dół. Idąc obraną drogą
niebawem dotarł do rozstępu na ziemi, który
oddzielał od siebie dwie równiny. Grupa tropicieli wpadła
na jego ślad i Michel słyszał, że byli niedaleko.
Siły powoli opuszczały Nostradamusa. Pokonał on
przecież nie lada dystans i nie był już w stanie
uciekać w tak szybkim tępie. Niemalże czując
oddechy miejscowych ludzi na swoich plecach lekarz zdecydował
się, że ukryje się w grocie. Kto wie, może będzie
miał nieco szczęścia?... Niestety, grupa zawziętych
tropicieli nie dawała za wygraną i odkryła jego
kryjówkę.
“Tam
są!” – wykrzyknął ktoś. Michel
skulony przedzierał się powoli przez grotę i
fanatycznie szukał świeczki w swojej torbie. Szybkim
ruchem wyciągnął jedną i zapalił, aby szybko
i bezpieczniej poruszać się w skalnej grocie i oświetlić
podziemne ścieżki.
“A
niech to! Ogień gaśnie, gdy poruszamy się zbyt szybko”
– wyszeptał. Zapalił świecę po raz kolejny
i udając się w dalszą drogę nagle usłyszał
za sobą krzyki. Dobry
Boże, oni już tu są. Najwyraźniej szczęście
wcale nam nie dopisuje tym razem – zamruczał sam do
siebie. Wrogo nastawieni ludzie wdarli się do groty i
szczekające psy nagle zaczęły tracić na poczuciu
pewności. Stały się zdezorientowane co sprawiło,
że trudniej im było tropić, jednakże ludzie nie
dali za wygraną i podzielili się na mniejsze grupy.
Nostradamus słyszał ich głosy, gdy zbliżali się
i starał się być jeszcze ciszej. Wreszcie zobaczył
tunel z płytką wodą. To była dobra okazja, aby
umknąć psom tropicielskim, bo woda z pewnością
rozmyje wszystkie tropy. To była dobra szansa na to, że tu
całkowicie zostawią ich już w spokoju. Ojciec
sprawdził najpierw, że jego córka jest dobrze
przymocowana do jego pleców i wszedł w tunel gdzie stałą
woda. Pomimo, iż dziewczynka miała tylko dwa lata,
rozumiała powagę sytuacji i zachowywała się
bardzo cicho, niczym myszka. Poziom wody zaczynał się
podnosić i ojciec powoli zaczynał się martwić
jednocześnie słysząc za swoimi plecami odgłosy
mieszkańców miasta. Desperacko posuwał się
naprzód coraz bardziej zanurzając się w wodzie,
która była lodowata. To koniec, muszę zdjąć
Izabel moich pleców – pomyślał, gdy woda
dosięgła jej ust.
Może
powinienem się poddać - ta myśl przemknęła
mu przez głowę. Może oszczędzą życie
mojej małej dziewczynce? Ale kto jej pomoże? Nikt nie
będzie chciał dziecka magika, którego rodzina zmarła
z powodu plagi. Zwłaszcza po tym, jak rodzina jej matki
naopowiadała takich rzeczy.
I
już nieco bezsilnie starał się przedrzeć. Nagle
zapadł się grunt pod jego nogami i musiał zacząć
płynąć. Michel wypowiedział krótką
modlitwę i świeca zgasła padając na dno.
Niech
Bóg nas chroni... Czy ci ludzie nigdy się nie poddadzą?
Płynął
poprzez zdradziecką czarną dziurę i uderzył głową
o skalne zawieszenie. Ku zdziwieniu oboje wciąż oddychali i
ściany powoli zaczynały się rozstępować.
Pojawiło się coraz więcej przestrzeni do ruchu i
Michel dopłynął do podziemnego jeziora.
Zauważył,
że nikt ich nie śledził i poczuł pod nogami
ziemię. Z pewną trudnością ześlizgnął
się i postawił śliskie stopy na podłożu.
“To
niesamowite Izabel, naprawdę się nam udało” –
wyszeptał czując ponownie nadzieję i choć
przemoczony do ostatniej nitki dotarł do brzegu, gdzie przez
dłuższy czas nasłuchiwał odgłosów.
Zdaje się, że tropiciele odpuścili sobie, bo w dalszym
ciągu nie słyszał żadnych głosów. Po
krótkim odpoczynku wyjął z torby kolejną
świecę, która rozświetliła ogromne groty i
tunele i Michel szybko zaczął szukać wyjścia.
Wapienne ściany przeistoczyły się w labirynt.
Zdaje się jakby ta grota miała
z milion lat. Michel szybko odkrył, że ścian pokryte
są mitycznymi rycinami zwierząt.
“Nie
jesteśmy pierwszymi ludźmi tej grocie, Izabel”
powiedział rozglądając się wokoło. Pędzące
konie, naprężone jelenie w kolorze czarnym, czerwonym,
żółtym wyglądały jak żywe na
ścianach. Mityczne obrazy były pełne ruchu i akcji.
Okrągłe sklepienia pokryte były malowidłami o
kolorze fioletowym, a czarne postacie spoglądały prosto w
oczy Michela. Na ścianie widniała także ciężarna
kobieta, na która wskazywała strzałka. W pewien
sposób przypomniało mu to o Yolandzie i szybko odwrócił
swoją głowę.
“To
prehistoryczne malowidła!” – wyszeptał i
ponieważ był już bardzo zmęczony rozglądał
się za miejscem, gdzie mógłby spędzić noc.
“A
psik!” Nagle kichnęła Izabel i dźwięk jej
głosu rozniósł się głośnym echem.
Mam
nadzieję, że nikt nas nie słyszał –
pomyślał ojciec i strach ponownie przeszedł po jego
ciele. Zdjął córkę z pleców i ułożył
na ziemi. Nasze ubrania muszą wyschnąć na nas i tak
myśląc zgasił świecę po czym oboje zapadli w
głęboki sen. Michel przebudził się dość
wcześnie, bo jakieś kamienie niemiłosiernie uciskały
jego plecy, podczas gdy dziewczynka wciąż drzemała.
O nie. To wcale nie był zły
sen to rzeczywistość. Michel sięgnął po
ostatnią świecę i zapalił ją. Zobaczył
wodę wypływającą z skały i nalał nieco
do kubka. Dziewczynka obudziła się kilka minut później
i podał jej nieco wody do picia. Miał ze sobą także
trochę chleba i suchego prowiantu, który zjedli na
śniadanie. Ich ubrania nieco przeschły i zaczęli
szukać wyjścia z groty. Najpierw Michel ponownie przełożył
dziewczynkę przez plecy i zaczął szukać światła.
Po godzinie w dalszym ciągu błąkał się po
grocie i nie wiedząc gdzie jest wyjście, a ostatnia świeca
powoli gasła. Rozglądali się wokoło gdy nagle
płomień zaczął się przechylać. To dobry
znak - pomyślał i udali się w kierunku wiejącego
wiatru. Szybko ujrzeli promienie słońca przebijające
się wśród kamieni. Przez otwór w skale widać
było niebieskie niebo.
Ale
tu nie ma nic o co mógłbym się przytrzymać,
pomyślał zniechęcony przypatrując się
skałom.
“Chwilę!”
Michel wyjął nóż z nadzieją, że
mógłby w taki sposób stworzyć oparcie dla
swoich dłoni. Wapień był wystarczająco kruchy i
jego pomysł okazał się bardzo udany. Gdy udało
mu się wbić nóż podciągnął się
do góry i z wielkim wysiłkiem podciągnął
się na powierzchnię opierając się o skały.
Gwiazda rzucała silne światło na okolicę czyniąc
ją dobrze widoczną. Michel powiększył nożem
otwór w wapieniu i całkowicie wygrzebał się na
zewnątrz. Po chwili oboje znaleźli się na polanie
porośniętej trawą, a Michel szybko zlustrował
okolicę niczym sowa. W zasięgu wzroku nie było ni
żywego ducha i odetchnął z ulgą.
“Izabele,
udało się, jesteśmy bezpieczni” i tymi słowy
postawił swoją córkę na ziemię.
Dziewczynka wreszcie stała na swoich własnych nogach i
biegła przed siebie wpatrując się w krajobraz. W
zasięgu wzroku nie było żadnego domu.
“Musimy
się nieco odświeżyć i wyczyścić nasze
ubrania” – powiedział ojciec, który
podejrzewał, że nieopodal powinna być rzeka lub potok
na wzgórzach. Włożył Izabelę na swoje
ramiona i spacerując powoli dotarli do doliny, gdzie ujrzeli
potok płynący poprzez dolinę. Woda płynąca w
potoku wyglądała na czystą , dlatego zaczerpnęli
nieco, aby napić się. Obmyli twarze i Michel podał
córce kawałek chleba z torby, gdzie także
przechowywał nieco pieniędzy – ponad trzysta franków,
czyli posag De Vaudemont.
Po
powinno nam wystarczyć przez kolejne lata – ustalił i
zaczął zastanawiać się, jak sensownie wykorzystać
te pieniądze.
Nie
mogli wrócić do Agen. Najpierw muszą opuścić
to miejsce, a potem miejmy nadzieję znajdą jakiś
powóz, który zabierze ich do Saint Rémy. To
zdaje się być dobry plan. Niedaleko rosła śliwka,
a owoce były na tyle dojrzałe, że zwisały z
gałęzi i były na wyciągnięcie ręki. Gdy
posilili się wystarczająco poczuli wreszcie jak zmęczeni
są przez tą pogoń. Izabela rozpłakała się
ze szczęścia, gdy ujrzała, jak obok przelatywał
motylek. Naprawdę, życie toczy się dalej. Obserwował
ojciec stęskniony. Miejmy nadzieję, że to
doświadczenie sprawi, że moje życie stanie się
bardziej wartościowe - pomyślał. Tego dnia
przemieszczali się po wzgórzach i gdy ujrzeli zachód
słońca, zobaczyli mały, zubożały dom z
kamienia, który był opuszczony. Wyglądało na
to, że w chacie nie było żywego ducha i zdecydowali
się zaznać tu odpoczynku i bezpiecznie spędzić
noc. Na ziemi leżał węgiel drzewny wskazujący na
to, że pewnie niedawno jacyś myśliwi wzniecili tutaj
ogień. Ojciec przytulił córkę, aby chronić
ją przed wiatrem, który całkowicie swobodnie dął
przez ruiny i oboje przysnęli. W środku nocy wiatr stał
się jeszcze bardziej intensywny i hulał w chacie. Odgłosy
wiatru obudziły Nostradamusa w nocy i zanim ponownie ułożył
się do snu upewnił się, że jego mała
dziewczynka jest wciąż obok niego.
Następnego
dnia głośne odgłosy sowy siedzącej na dachu
zbudziły go ze snu, ale jego córka nie poruszyła
się. “Izabelo” wyszeptał i lekko potrząsnął
nią. Dlaczego ona jest taka spokojna? Pomyślał
pochylając się nad nią owładnięty lekkim
lękiem.
“Boże,
nie!”powiedział, gdy rozpoznał na jej twarzy czarne
plamy. Jego słowa obudziły Izabelę i otworzyła
oczy i zrozumiała, że nie czuje się dobrze. Ta kolejna
konfrontacja z plagą, to już było dla niego za dużo.
Coś zachwiało jego podstawą. Usiadł i przytulił
swoją córkę łagodnie kołysząc ją.
Następnego dnia uszło z niej życie, a wraz z nią
opuściła go motywacja, aby pozostać przy życiu.
Usiadł i wpatrywał się w przestrzeń, gdy nagle
przed jego wewnętrznymi oczyma zaczęły pojawiać
się dziwne obrazy.
“Przesuń
się w lewo głupku!” - wykrzyknął Bruno do
swego towarzysza.
“Myślałem,
że zatroszczysz się siłą swojego umysłu, aby
wszystko było gotowe.” - westchnął Yves.
Ostatecznie przenieśli armatę do właściwego
punktu i Bruno przeciągnął proch armatni, a Yves
umieścił kulę na górze beczki. Chodziło o
to, aby wystrzelić kulę armatnią w ziemię
dokładnie przed frontem wroga tak, aby kula petentrowała
powietrze na wysokości ludzi. Cała artyleria stała
przygotowana na pozycjach i Generał Ney był gotowy, aby dać
sygnał do ataku. Czy ci dwaj mogą się obejść
bez siebie - jeden nie może przetrwać bez drugiego” –
wykrzyczał francuski oficer. Nierozdzielny duet Bruno i Yeves z
wielkim wysiłkiem ciągnął tą ciężką
armatę ze wzgórza naprzód przez bagna. Obfity
deszcz przemienił ziemię w istne błotowisko, a
niebieskie mundury oficerów wyglądały jak właśnie
wyjęte z błotnej kąpieli.
“Ognia!”
– zarządził. Francuskie armaty zagrzmiały i
legiony aliantów odniosły znaczne straty. Artylerzyści
przyglądali się bitwie pod Waterloo,
a cztery z dywizji przemaszerowały na wzgórze Mont aint
Jean. Dwie brygady kawalerii nieprzyjaciela nieoczekiwanie uderzyły
na maszerujących żołnierzy francuskich, którzy
wystukali na bębnach znak szybkiego odwrotu. Zaangażowano
wszystkie wolne ręce i ponownie załadowano armaty tak
szybko, jak to możliwe.
“Pośpiesz
się, Yves, wpakuj tą kulę do środka!” Cały
zapas amunicji został zużyty szybko, ale Anglicy wybijali
sygnał odwrotu. Gdy trąbki zabrzmiały na znak ataku,
francuska konnica pogalopowała poprzez bagna, aby zaatakować
oddziały aliantów, gdy nagle niespodziewanie tysiące
prusaków wybiegło z ukrycia z lasu. Całkowicie
rozbili oni kogutów i, aby oszczędzić swoje życie
Bruno i Yves ukryli się za armatami i w całym tym
zamieszaniu wyciągnęli broń. “Chciałbym być
w Prowansji” – powiedział Yves marzycielsko i w tym
momencie jakiś oficer wymierzył ostrze wprost w jego oczy.
Bruno nie miał okazji, aby odpowiedzieć, ponieważ w
tym samym czasie zaatakował go wróg. Jego ręce i
nogi przeszywały powietrze szybkimi ruchami i już tylko
głowa pozostała obok przyjaciela...
Nostradamus
wrócił do rzeczywiści. Po otrząśnięciu
się z tych wszystkich straszliwych obrazów sennych
spojrzał na ciało swej córki leżące obok
otoczone ze wszystkich stron mnóstwem pcheł.
"Won
stąd!”Wykrzyczał niczym szaleniec i ruszył
naprzód, by je rozpędzić.
Ojciec
wręcz zamarł w sobie i sam nie wiedział jak długo
siedział tak w bezruchu. Rozpalił ogień i wrzucił
prosto w płomienie resztki swojej córki, aby spalić
jej zwłoki.
“Spoczywaj
w pokoju moje dziecko” – powiedział pochylając
się nieco. “Dane ci było żyć krótko.
Teraz muszę pogodzić się z tą stratą i
pożegnać się. Życie toczy się dalej.”
Po czym postawił mały krzyżyk na jej grobie wziął
swoją torbę i wyruszył w drogę. Uczyniwszy kilka
kroków obejrzał się za siebie ostatni raz i od tej
pory lekarz wędrował przed siebie.
Rozdział
4
Pau,
Nay, Loron, więcej ognia niż krwi
Opływając
w chwale wielka ucieczka poprzez rzekę
On
odrzucił srocze wejście, a
Pampon
i Durance uwięzili go
Pewnego
dnia późno w nocy rozległo się głośne
stukanie do drzwi wejściowych gospody, gdzieś daleko w
Pirenejach. Właściciel niechętnie otworzył drzwi,
a u progu przeraziła go potwornie wyglądająca postać.
Dziwny gość miał na sobie brudny czarny płaszcz z
kapturem i miał długą brodę. Miał diabelskie
spojrzenie i jego twarz wyglądała jak garbowana skóra.
“Przykro
mi, ale jest już zamknięte” – powiedział
właściciel przestraszony.
“Zatem
dlaczego drzwi są otwarte?” zdziwił się urażony
i tymi słowy rzucił mu franka i wszedł do środka.
“Chcę
się tu zatrzymać przez kilka dni” kontynuował
podróżnik. Wygląda na to, że bez sensu jest
kłócić się z nim.
“Wydaje
mi się, że mamy jeszcze jakiś pokój wolny”
wyjąkał właściciel gospody “jednakże
czy może mi Pan powiedzieć Pana nazwisko?”
“Możesz
na mnie mówić Dyskutor” – odpowiedział i
właściciel pokazał mu jego pokój.
“Chciałbym
napić się czegoś i coś zjeść zanim udam
się spać” – powiedział gość i po
raz kolejny włożył franka w jego dłoń.
Z
pewnością jest wspaniałomyślny ze swoimi
pieniędzmi – pomyślał gospodarz i szybko
postawił przed nim dzban piwa, a następnie pośpiesznie
udał się do kuchni, aby przygotować jedzenie. Po
chwili zaserwował swojemu zadziwiającemu gościowi
ciepłą bryje. Gospodarz będąc nie w sosie chciał
odejść i pójść spać, ale pomyślał,
że lepiej będzie, jeśli zostanie on, aż gość
skończy posiłek.
“Panie
Dyskutor, czy widział pan to piękne niebo? Nawet w górach
to niesamowicie rzadkie widzieć tak wiele gwiazd na niebiosach.”
“Nie
zauważyłem ich” odpowiedział jego gość
ze stoickim spokojem i kontynuował jedzenie.
“Nawet
można zobaczyć planetę Mars na niebie” –
kontynuował gospodarz.
“Gołym
okiem?”
“Oczywiście,
a jakby inaczej?”
“Przez
lunetę!” – odpowiedział gość
ocierając swoje usta i wypijając piwo jednym haustem.
“Nigdy
o czymś takim nie słyszałem” – wyjąkał
właściciel.
“Miałem
kiedyś taką” – odpowiedział gość,
który właśnie skończył swoje jedzenie i
przygotowywał się do snu.
“Zatem
życzę dobrej nocy i proszę wybacz mi, że
początkowo nie chciałem cię wpuścić” –
powiedział gospodarz, czując, że gość nie
jest groźny. Dyskutor udał się do swego pokoju i
powiesił swój płaszcz na wieszaku. Następnie
przeszedł się w kierunku zamkniętego okna ciężkim
krokiem. Otworzył okiennice i rzucił okiem na to
nadzwyczajne niebo. Rzeczywiście dzisiejszej nocy można
było oglądać Marsa gołym okiem.
Ludzie
przychodzą i ludzie odchodzą, ale gwiazdy i planety
pozostają – pomyślał patrząc na mieniącą
się Spicę. Dawno temu dziadek rozmawiał z nim o
niebie. Zamyślony Michel zdjął swoja torbę z
ramion, włożył ją bezpiecznie pod poduszkę i
położył się do piętrowego łóżka.
W
myślach planował, że uda się w góry i
wyglądał przez okno. Po chwili zauważył
wzrastający Księżyc i podróżujący
doktor patrzył na planetę macierzyńskiego uczucia i
niepewności. Księżyc stawał się większy
i wyglądało, jakby chciał stać w centrum uwagi.
Michel powoli wchodził w trans. Niezauważalnie przestrzeń
wokoło niego stawała się biała i gdziekolwiek nie
patrzył widział księżyc.
Nagle
zdał sobie sprawę, że wcale nie leżał już
w swoim łóżku, ale podróżował w
przestrzeni. Obrócił się wokoło i szukał
wzrokiem przyjaznej Ziemi, ale była bardzo daleko. Zaczął
panikować ze względu na ogromną pustą przestrzeń
wokoło niego, po czym wrócił do swego łóżka
z hukiem. Zalany zimnym potem zrozumiał, że doświadczył
bycia poza ciałem, co było dla niego bardzo nieprzyjemne.
Myślę,
że na chwilę zawisnę na Ziemi przez chwilę –
pomyślał. Następnego poranka udał się na
przechadzkę, aby zaczerpnąć świeżego
powietrza i zauważył k swojemu wielkiemu zdziwieniu, że
spadły mu klapki z oczu. Cały świat nagle stał
otworem i był jakby “nagi”. Niegdyś cienka
warstwa powietrza wypełniona jest teraz mnóstwem
pomysłów, które tworzyły świat
materialny.
Pomysły
te powstały poza stałą materią i w obu
atmosferach czas stał się fenomenem złożonym z
trzech dymensji. To była cudowna wzajemna kreacja, cud
tworzenia. Odsłoniła się przed nim nieskończona
ilość przypadków i efektów i z powodu wielu
impulsów spacerował niczym pijany po ścieżce
górskiej. Wygląda na to, jakby jego ciało
przyczynowe stało się funkcjonalnym.
Przypomniał
sobie teraz słowa Hermesa: Zanim Księżyc zakończył
fazę wzrostu twoja drzemiąca wiedza zostanie przebudzona,
ale najpierw Czarna Śmierć pokieruje cię w ramiona
zemsty.
Ale
oznacza to, że moja rodzina poświęciła się
dla mnie. To właśnie to co zowią nagą prawdą
– prawda, która jest nie do zniesienia dla człowieka?
i w tym momencie Michel krzyknął w bólu z powodu tej
prawdy.
Czy
Bóg jest miłosierny? – stęknął. A
jeśli moja rodzina po prostu posłużyła jako
zastaw w tej grze, czy ja zatem jestem? W takim razie jesteśmy
jak marionetki w tej grze. Przez chwilę poczuł się
zły na Wielkiego Stwórcę.
Ale
kim że jestem ja, aby się na niego złościć?
– dotarło do niego szybko. Jestem jedynie nieważnym
ogniwem w łańcuchu i jego nienawiść powili
znikła.
Zagram
moją rolę i zbiorę żniwo, tak jak posiałem –
zdecydował. Zdeterminowany prorok wdrapał się na
szczyt góry. Jego szósty zmysł przerastał
krótkie potoki przekazu, które wciąż
zmieniały swą naturę i nie mógł już
na nich bazować.
Pozwolił
sobie zmienić kierunek i wrócił do sterczącego
klifu, aby zobaczyć piękny krajobraz, który
rozciągał się na północ od miasta Pau, ale
znowu wpadł na falę przekazu: Pau, Nay, Loron, więcej
ognia niż krwi. Pampon, Durance uwięzili chwałę.
Niestety przekaz został przerwany przez nowe symbole i obrazy,
które sprawiały, że stawał się chwiejny.
Zamierzam
się ponownie nauczyć chodzić, zdecydował się
zdziwiony.
Następnego
dnia Nostradamus opuścił Pireneje i podążył
do miasta Pau, aby wywiedzieć się czegoś o imionach
Pampon i Durance w hali miejskiej. Miejscowe władze oficjalnie
przyjęły go w swoim biurze i kudłaty lekarz pokazał
im tytuł doktorski, aby czuć się bezpiecznie.
“Przykro
mi, ale niestety nie mogę panu pomóc w pana poszukiwaniu”
– powiedział urzędnik. “Może burmistrz
słyszał te nazwiska. Proszę począć na
chwilę.” Michel usiadł w poczekalni, gdzie ktoś
przygotowywał posąg z gliny. Doktor przyglądał
się posągowi z daleka, ale niebawem pochylił się
nad artystą, aby go zagabnąć.
“Co
to za posąg?” - zapytał.
“Najświętsza
Maryja Panna” - odpowiedział bez wzruszenia.
“A
z czego będzie odlew?”
“Z
brązu.” Michel usiadł z powrotem na ławce i po
chwili poczuł się nieswojo z powodu tej posłusznej
egzekucji posągu Maryi Dziewicy. W końcu wstał bez sił
i podszedł do przodu.
“W
tym wypadku posąg wygląda bardziej jak diabeł niż
Święta Maryja Panna” – zanegował i tym
samym rzeźbiarz poczuł się obrażony.
“Muszę
zgłosić Twój obraźliwy komentarz” –
odburknął, ale Michel nie sprzeczał się i
pozostał chłodny wobec jego słów.
“Pampon
i Durance” – powiedział myśląc z trudem
“te słowa są podobne do nazwy rzeki. Ale poszukam w
naszych archiwach. Przyjdź proszę w przyszłym tygodniu
i być może będę miał więcej informacji
dla ciebie.”
W
tym tygodniu Michel nagle został zatrzymany w hali miejskiej pod
pozorem obrazy Boga i Nostradamus miał zgłosić się
przed sądem. W sądzie przyznał, że uczynił
krytyczny komentarz względem artysty, ale bronił się
faktem, że komentarz ten dotyczy jedynie ignorancji artysty, a
nie Maryi Dziewicy.
“Czy
masz świadka?” – zapytał sędzia.
“Niestety
nie mam!”
“Zatem
twój argument nie m potwierdzenia. Zatem skazuję cię
na tydzień odosobnienia w więzieniu w Nay i jest to
miłosierny wyrok.” Po odczytaniu wyroku odprowadzono
Michela w kajdankach. Jak się okazał areszt w Nay obecnie
ulegał renowacji dlatego przemieszczono więźnia do
Loron.
“Jak
dotąd nigdy nie zamknąłem tu naukowca” –
powiedział strażnik.
“Lepiej
podaj mi trochę wody i chleb zanim odejdę” –
odpowiedział oschło Michel, a strażnik zaśmiał
się.
“W
przeciągu trzech dni Pampon przybędzie, aby mnie ocalić
i stracisz poczucie humoru.”
“Humor
nie jest moją silną stroną, ale czy mogę zapytać
jaka masz na imię?”
“Durance!”
Gdy
zrozumiał, uczony spacerował wzdłuż leśnej
ścieżki gdzieś w Charente myśląc o
symbolicznym znaczeniu wiadomości, które otrzymał z
góry.
A
może by połączyć te informacje z astrologią
– pomyślał. Muszę potrafić dobrze
przepowiedzieć daty wydarzeń w przeciągu jednego lub
dwóch dni. i już miał się skulić, aby
zapisać swoje myśli, gdy drzewo powiedziało mu nagle,
że jedno z jego dzieci niebawem upadnie. Dla własnego
bezpieczeństwa uczynił krok w bok gdy jedno z drzew
laskowych.
“Czy
chcesz mnie zainspirować?” - zapytał. Po ominięciu
przeszkody zrozumiał, że ta przepowiednia się
sprawdziła i sam ze sobą kłócił się
odnośnie jej czystości i porównywał je do
poprzednich przesłań.
Krótkie
przepowiednie pokazują przepływ energii – odkrył,
ale aby odkryć symbolizm potrzebuję więcej wiedzy na
ten temat. Szkoda, że nie spisywałem moich snów w
młodości. Od teraz będę spisywał wszystkie
przepowiednie w protokole i czasem powiązywał je ze sobą.
Michel
podróżował przez pewien czas słyszał od
podróżującego handlarza, że klasztor w
pobliskim przybrzeżnym mieście Fécamp w Normandii ma
miłą noclegownię dla gości. Tutejsi mnisi są
bardzo współczujący i wygląd na to, że to
dobre miejsce, aby się tu zatrzymać.
Postanowił
posłuchać ich rad i udał się do klasztoru, który
znajdował się na końcu klifu wapiennego. Rządził
tu zakon Benedyktynów i bracia przestrzegali zasad duchowego
nauczyciela z iV wieku przed narodzeniem Chrystusa. Nostradamus
demonstracyjnie rzucił swój bagaż na ziemię i
podszedł do niego brat Mabillon i zapytał go, w czym może
u pomóc.
“Chciałbym
się tu zatrzymać na jakiś czas” –
odpowiedział gość. Grupa mnichów ubranych w
czarne bity powoli zbliżyła się do niego.
“W
porządku, jednakże oczekujemy od naszych gości, aby
szczegółowo postrzegali naszych zasad. innymi słowy
chcemy, aby spali, jedli i pracowali razem z nami.”
“Zgadzam
się. Ja także potrzebuję pewnej rutyny.” –
odpowiedział ucieszony Michel.
“Nie
myśl, że to będzie łatwe.” –
skomentował mnich. “Wszyscy powinni pracować ciężko
od siódmej rano do pół do ósmej wieczorem.
Po pracy wszyscy powinni uczęszczać na wykłady. O
każdej pełnej godzinie odmawiana jest modlitwa i oczywiście
wszystkie te czynności wykonujemy siedem dni w tygodniu.
Śniadanie jest o szóstej.”
“Doskonale!”
“W
przeciągu dnia możesz sobie wybrać swoje aktywności”
– odpowiedział mnich. Benoit Mabillon przydzielił mu
pokój i zaprosił go na nabożeństwo o dwunastej.
Późnym wieczorem był czas wolny i Michel mógł
poznać drugą stronę Mabillonu. Benoit okazał się
być zabawnym mnichem z tendencjami do sprzeczek.
“Nasz
nauczyciel Benedictus unikał ziemskiego bogactwa i uciech.”
– mówił. “Oczywiście my także, ale
także powinieneś posmakować moich ziół.
Dodaję do nich sporą ilość alkoholu.
“Nie
mogę się doczekać...” Gdy dotarli do jego pokoi
Benedictine z radością podał Michelowi szklaneczkę
domowego trunku.
“To
doskonały napój” – powiedział gość
i wypił do dna.
“Też
tak sądzę. Dołączyłem do niego dwadzieścia
siedem roślin i ziół z różnych miejsc na
świecie.” – odpowiedział dumnie Benoit.
“To
bardzo bogaty wywar. Chciałbym się od ciebie uczyć.
Być może mógłbym użyć twojej wiedzy o
ziołach w mojej praktyce lekarskiej.
“Chętnie.
Jutro o zachodzie słońca możesz przybyć i
rozejrzeć się po mojej kuchni. Modlimy się za cały
świat, nie tylko za nas. W taki sam sposób dzielimy się
naszą wiedzą.”
Benit
stopniowo uczył swojego przyjaciela rozróżniać
i wykorzystywać zioła i Michel pomógł mu
rozszyfrować stare style piśmienne.
“Popatrz
tu mamy tekst o astrologii. To twoja dziedzina.” –
powiedział Benoit, gdy przeszukiwał zbiór książek.
W dobrym momencie poznał tego mnicha o wielkim sercu. Po
strasznym okresie w jego życiu lekarz zaczął leczyć
w magiczny sposób odżywać. Zdecydował się
pozostać i trzymać się ściśle zasad
klasztornych do końca zimy.
W
wolnym czasie w południe Michel siedział wysoko na klifie
patrząc się na horyzont Oceanu Atlantyckiego. Brytyjskie
wybrzeże wcale nie było aż tak bardzo oddalone.
Wiedział,
że fascynujące miasto Londyn musi być gdzieś tam
za horyzontem. Ale nie dało się go zobaczyć, tylko
fale, które wciąż dryfowały w Cieśninie
Kaletańskiej. Jego uwagę przyciągnęły
piszczące mewy. Podążali oni za łodziami
rybackimi i zapuszczali swoje sieci. Nagle Michel otrzymał
kolejne przesłanie z Anglii. Smutne wydarzenie miało
nadejść i spustoszyć wyspę. Ale dlaczego? Tego
jeszcze nie wiedział. W dokumencie zapisanym przez Benoita
sprawdził tablice astrologiczne.
Nagle
do obserwatora dotarło kolejne przesłanie bezpośrednio
z Anglii. Smutne wydarzenie nadejdzie i przejdzie przez kraj. Ale co?
Nie wiedział jeszcze. W dokumencie pożyczonym od Benoita
zobaczył tablice astrologiczne.
Obecna
pozycja gwiazd i planet nie powtórzy się do roku 1666,
przeliczył, a wiatr przetrząsał strony. Trzymając
swoje pióro w dłoni ponownie pomyślał o
nadchodzącym zagrożeniu, które w dalszym ciągu
było niepewne.
Muszę
zakupić odpowiednie przyrządy pomiarowe, ponieważ
przeliczając w taki sposób ramy czasowe są bardzo
szerokie.
Następnie
zapisał swoje pomysły i obok dodał obliczenia w
postaci kodu.
Jeśli
dostałoby się to do rąk religijnych prześladowców
bez jakiegokolwiek zakodowania mógłbym mieć nie lada
problemy. Już przerabiałem tą lekcję.
Tej
nocy wrócił do łóżka w pełni
zadowolony. Zanim rozpoczął wychwalanie nagle przebudził
się ze snu. Przynajmniej to st to o czym pomyślał.
“Pali
się!’ – wykrzyknął ktoś i chmury dymu
przemieszczały się po jego pokoju. Michel patrzył na
to, wypadł z łóżka, podniósł się
i pobiegł w dół schodów. Cały parter był
ogarnięty płomieniami i wyglądał na to, że
nie da się ugasić ognia.
“izabelo,
gdzie jesteś – krzyczał Michel i powoli dotarło
do niego, że przecież, jego córka już nie żyje.
Na parterze widać było palący się piec i ledwo
widoczny poprzez smugi gęstego dymu. Było dość
ciepło. Na podłodze leżało wiele porozrzucanych
rzeczy.
To
nie jest klasztor tylko piekarnia – uświadomił sobie
Michel. Wielkie płomienie ognia nagle przemieszczały się
w jego stronę i przerwały jego ciąg myślowy. Gdy
uciekał przed siebie zobaczył poprzez swoje automatyczne
zachowanie i dziwił się , że to ciało we śnie
mogłoby ulec spaleniu. Odważnie odwrócił się
i włożył swoją dłoń do ognia.
“Ach!
Wykrzyknął z bólu i uciekł w bok.
W
dalszym ciągu uważam że to sen – powiedział.
Wielki przestwór płomieni rozciągał się do
innych budynków i Nostradamus przyglądał się im
z bezpiecznej odległości. Był bardzo zdziwiony, gdy
zauważył, że tu miasto kończyło się
Poprzez piekarnię był niesamowity most, który
uważał, ze pamiętał ze zdjęć. To był
most miejski w Londynie.
„Nie
stój tak! Chodź i pomóż nam!” –
wykrzyknął nagle anglik.
Nie
mam problemów ze zrozumieniem go pomyślał zdziwiony
Michel. Myślę, że we śnie ludzie porozumiewają
się językiem serca.
Ale
Francuski obserwator nie zauważył pomocy. Był
podróżnikiem w czasie, a nie Londyńczykiem. Ogień
ogarniał szybko drewniane domy na brzegu oceanu i lekko płonące
przedmioty zostały zmagazynowane. Strażacy weszli do akcji,
ale wcześniejsze straty w postaci zniszczenia pojemnika z wodą
nieopodal starego mostu doprowadziły do odcięcia od wody. W
taki sposób nie było łatwe zagaszenie ognia.
Ne
kończący się wiatr wiał wprost roznoasząc
ogień i ławki przy rzecznew wielu dzielnicach miejskich
zostały całkowicie zniszczone. Podróżnik
przemieszczał się w czasie za oceanem płomieni
podążając do centrum miasta, gdzie bogaci sąsiedzi
byli zagrożeni.
Strażacy
zaczęli niszczyć przyległe domy z powodu braku wody,
aby zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia. W końcu ponad
połowa miasta spowiły chmury płomieni i cudowna
katedra Sain Paul została zburzona. Wiatr gasił płomienie
i największy pożar w historii ludzkości powoli
wygasał. Stare centrum Londynu pływało w dymie.
Rok
później w Strasburgu.
Wokoło
było wiele psów i kotów i Nostradamus, który
ciągle pałętał się wokoło wszedł
do pomieszczenia, gdzie ludzie grali jakieś piosenki. Pracownik
roznosił piwo w rytm muzyki i śpiewał z całych
sił: „Pijany, szalony i głupi. Krzyczałem do
mojego piwa i piłem z René. Wypiłem beczkę z
Renaud.” Przygnębiony wdowiec nie mógł wydusić
z siebie uśmiechu widząc tak wiele wdzięku w twarzach
wokoło. Muzycy grali na różnych instrumentach -
organy, flet i saksofon. Następną pieśń wojenną
zagrano na przy akompaniamencie tamburyna.
“Może
napijmy się jeszcze” - zawołał ktoś. Michel
usiadł przy stole dołączając do ludzi, którym
ciężko było znosić odpady produkcji napojów
alkoholowych i solidarnie zamówił duże piwo.
Zapowiedziano nową piosenkę: Spragnione Dźwięki.
Po godzinie lub jakoś tak zmienił się rodzaj muzyki.
Wiolonczela stopniowo przeniosła uwagę w zachwyt i dźwięki
zaczęły być parne.
Pewnego
dnia ukazała się kobieta lekkich obyczajów i zaczęła
uwodzić męskich gości. Mężczyźni
rzucali na nią spojrzenie z ukosa, ale Michel pomimo iż
siedział z nimi był zimny, spokojny i zrównoważony,
kiedy reszta była podniecona. To go mało interesowało.
Z drugiej strony baru zobaczył dystyngowanego mężczyznę,
którego zrozumiał, że poznał.
Ten
staruszek z siwymi włosami nosił beret i dyskutował ze
swoim towarzyszem – młodym arystokratą. Niestety nie
dało się dokładnie widzieć ich twarzy w
rozproszonym świetle i ku zdziwieniu zdecydował się
przyjrzeć bliżej. Gdy podszedł bliżej w dalszym
ciągu nie był pewny, kto to był, aż stary
człowiek nagle spojrzał na niego. Wówczas go
rozpoznał.
“Czego
tu chcesz?” - zapytał mężczyzna.
“Wydaje
mi się, że jesteś Erasmus!” - zapytał
Michel. Holenderski naukowiec był miło zaskoczony.
“Miło,
że mnie poznałeś. A kim ty jesteś?”
“Nazywam
się Doktor Nostradamus.” To zabawne – pomyślał
w tym samym czasie wielki myśliciel ma piszczący cienki
głos.
Erasmus
spojrzał na niego w zamyśleniu, ale nie rozpoznał jego
imienia.
“To
Markiz De Florenville” - przedstawił się swojemu
towarzyszowi.
“Usiądź
proszę” - powiedział markiz. Michel podziękował
i usiadł obok.
“Aha!
Teraz sobie przypominam” - wykrzyczał Erasmus.“Zdaje
się, że słyszałem już o tobie podczas jednej
z moich podróży do Włoszech. Czy ty jesteś tym
lekarzem, który uratował życie papieżowi radząc
mu, aby zamknął się w odosobnieniu, gdy wybuchła
plaga?”
“Tak,
to właśnie ja. A ja miałem okazję podziwiać
twój portret w domu Juliusa Scaligera.”
“Oh,
Scalinger” - westchnął Erasmus - „W dalszym
ciągu muszę odpisać mu na jego list.” Właśnie
rozpoczęła się konwersacja między tymi dwoma
naukowcami, gdy dwie panie, które uprzyjemniały czas
podeszły do ich stołu. Zauważyły grubiańskiego
Nostradamusa próbowały przypodobać się mu.
Wolne kobiety bezczelnie przysiadły się zaczęły
głaskać jego brodę. Ludzie wokoło gapili się
n to niesamowite zajście.
“Widocznie
jesteś atrakcyjny” - zażartował De Florenville,
ale były wybawiciel od plagi patrzył na siebie. Kobiety
całowały jego czoło i prowokacyjnie wkładały
swoje piersi w jego twarz. Jedynie można było słyszeć
wiolonczelę i wszyscy napięciu siedzieli na szpilkach.
Michel
praktykował ascezę i nie miał zamiaru poddawać
się pod żadnym napastliwym potrzebom. Wyszeptał im coś
do ucha, a usłyszawszy to kobiety pobiegły przed siebie
krzycząc w przerażeniu. Ludzie zamilkli i zapadła
bolesna cisza w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą było
gwarno. Właściciel szybko nakazał muzykantom grać
dalej i do pomieszczeń powróciła zabawowa atmosfera.
“Co
u diabła powiedziałeś tym kobietom?” - zapytali
Erasmus i De Florenville bardzo poważnie.
“Powiedziałem
im, że zginął w przeciągu tygodnia na poważną
chorobę” - odpowiedział ich towarzysz. Erasmus
wybuchnął śmiechem.
“Nic
nie jest tak pikantne jak traktowanie śmiesznych rzeczy z tak
poważnym wyrazem twarzy. Nikt nie zauważył, że to
żart.”
“To
nie był żart” - wyjaśnił Michel. Markiz był
zszokowany słysząc to i spojrzał na to zupełnie
bezbarwnie.
“Naprawdę
nie powinieneś tego robić jako lekarz. To co powiedziałeś
nie jest diagnozą ale złorzeczenie.”
“To
nie jest złorzeczenie, to przepowiednia, która się
spełni. Ja tylko mówię prawdę” -
odpowiedział prorok.
“Naprawdę?
Chrześcijaństwo zabrania takich praktyk” - zauważył
De Florenville.
“Zatem
chciałbym ci przytoczyć następujący fragment z
biblii panie markizie! W księdze Joela powiedziano, że Bóg
obdarował ludzi darami głębokiego widzenia i
przepowiadania przyszłości. W Amos powiedziano, że Bóg
pokazał swoje decyzje profetom. Deuteronomium napisano, że
Bóg potępił wszystkie formy praktyk okultystycznych
za wyjątkiem astrologii. W Liście do Hebrajczyków
powiedział, że wszystko jest otwarte i oczywiste. Czy
chcesz, abym kontynuował panie markizie?” Zarozumiały
głupek zamilkł.
“Mam
wizje od samego dzieciństwa. Także studiowałem
astrologię” - powiedział Michel. Markiz miał
nadzieję na krytycyzm ze strony swego uczonego przyjaciela
Erasmusa, ale ten pozostał niewzruszony.
“Nie
potrafię powiedzieć nic na ten temat” - powiedział.
„Nie mam takich zdolności, aby przewidywać przyszłość
i mogę mówić tylko o moich osobistych
doświadczeniach.” - De Florenville patrzył przed
siebie surowym wzrokiem.
“Wreszcie
ktoś o otwartym umyśle” - powiedział lekarz.
“Kobiety
mają nosa do religijnych spraw” - powiedział Erasmus”
- ponieważ one to cieszą się sympatią wśród
cywilizowanych ludzi i mogą oczyścić swoje serca z
problemów małżeńskich.”
“Hm,
nie zamierzam mieć żadnej przyjemności z kobietą”
- powiedział Michel - „to wszystko gawędzenie!”
“Te
kobiety niewłaściwie cię osądziły. Jesteś
wyjątkiem od zasady, ale nie najgorszym przypadkiem. Gdzie udały
się te upadłe kobiety?” - zapytał Erasmus.
Kobiety wróciły i dobrze się bawiły, ale nie
podeszły bliżej do ich stolika.
“ignorancja
jest szczęściem” - kontynuował humanista.
„Zwykły komentarz jest wszystkim i sprawia, że stają
się szczęśliwe i dzielą się swoim szczęściem
z wieloma.” Dyskusja zmieniła kierunek. Myśliciel z
Rotterdamu stał się siedemdziesięciolatkiem i
przygłuchy z powodu swojego podeszłego wieku. Średnia
wieku to trzydzieści pięć. Także powiedział
lekarzowi, że znajdował się w drodze do Bazel.
“Zatem
jesteś w Strasburgu tylko przelotem?” - zasugerował
Michel.
“Nie
do końca. Jutro w hali miejskiej zostanę odznaczony za mój
całokształt twórczości humanistycznej. Także
znam pana De Florenville z naszego kółka naukowca
humanistycznego Jacoba Wimpfelinga, z którym miałem już
przyjemność prowadzić wiele dyskusji.”
“Strasbourg
stał się ważnym centrum sztuki literackiej z powodu
Wimpfeling” - poinformował De Florenville.
“Na
pewno, a oto jak się poznaliśmy” - zgodził się
Erasmus. „Odkąd pamiętam byliśmy w kontakcie i
pan De Florenville jest moim ulubionym gospodarzem, u którego
chętnie się zatrzymuje ilekroć zwiedzam miasto.”
Trzej przyjaciele dyskutowali do końca wieczoru. W końcu
właściciel powiedział gościom, że niedługo
będzie zamykał lokal i mają ostatnie chwile, aby dopić
piwo. Opuściwszy gospodę pożegnali się pod
przejrzystym niebem. Starożytny Holender dodał, że
chciałby spotkać się jeszcze kiedyś z
lekarzem-profetą.
“Widzę
jedynie małe szanse na ponowne spotkanie” - powiedział
Michel. Przewidział, że tego lata Erasmus opuści ten
świat. Stary humanista zrozumiał tą sugestię i
przełknął ta po czym uścisnęli sobie dłonie.
Niespodziewanie De Florenville zaprosił swojego nowego
znajomego, aby pozostał z nim w zamku. Nostradamus nie miał
żadnych obowiązków i zaakceptował to
zaproszenie. Przecież był na ziemi po to, aby doświadczać
życia.
Tydzień
później prorok podróżując w wytwornym
powozie udawał się w drogę do Château De
Florenville w Lorraine – regionie niedaleko Sztrasburga. Trochę
to trwało zanim woźnica odnalazł je. Pałac
położony był w odległym ciemnym lesie. Przy
wejściu do kolosalnej posiadłości znajdowała się
gospoda, gdzie zaanonsował swoje przybycie. Strażnik
otworzył wąskie wrota bez pytań i pozwolono wjechać
oczekiwanemu gościowi na dziedziniec. Kilka minut później
zamek stawał się widoczny poprzez drzewa. Znajdował
się on na wyspie, która była otoczona fosą.
Powóz przejechał przez most zwodzony i zatrzymał
się przy schodach wiodących to zamku. Na spotkanie wyszedł
mu De Florenville.
“Doktorze
Nostradamus, jak się cieszę, że jest pan tutaj”
- powiedział udawanym tonem. „Widocznie wciąż
bolało go, że upokorzył markiza przed Erasmusem.
“Może
przejdziemy się nieco w ogrodzie i pogawędzimy?”-
zasugerował.
Jego
gość był gotowy, aby rozprostować nogi i przystał
na tą propozycję. Tymczasem De Florenville sprawdził,
czy wszystko w porządku i zaprowadził go do labiryntu
zrobionego z żywopłotów z buku.
“To
miejsce jest cudowne” - powiedział Michel. Gdy markiz
dziękował za ten komplement wredny mały pomysł
przyszedł mu do głowy i jego umysł dał się
ponieść wiatrowi.
“Będę
miał tu dobrą zabawę z tym jasnowidzem –
pomyślał chytrze. Zdemaskuję go w obecności moich
gości. Potem panowie przeszli się przez labirynt, gdzie
ustawiono pośrodku mały posąg Marko Polo, który
był także jednocześnie punktem końcowym.
Następnie udali się poprzez obrotowe drzwi do ogrodu
owocowego, gdzie rosły różne drzewa owocowe. De
Florenville pokazał mu ogród warzywny z wszystkimi
rodzajami egzotycznych roślin. Nieopodal znajdowały się
jakieś szopy ze świniami i w jednej z nich czarna i biała
świnia.
“Doktorze
Nostradamus” - zwrócił się nagle gospodarz
dumnie „mówi się, że jesteś jasnowidzem.
Czy możesz mi przepowiedzieć, która z tych świnek
będzie podana dziś wieczorem na kolację? Masz moje
słowo, że nie powiem o tym ani słowem mojemu
kucharzowi.” To pachnie mi podstępem - pomyślał
Michel, ale odpowiedział wahania: Dziś na kolację
zjemy czarną, ponieważ wilk zje tą białą.”
W
drodze powrotnej do zamku De Florenville od razu złamał
słowo i niezwłocznie powiadomił służby w
kuchni. Nakazał kucharzowi zabić białą świnię
na kolację. Kucharz ubił wybraną świnię i
położył ją na rożen. Ponieważ był
zajęty w kuchni, zawołał swoją pomoc kuchenną.
“Grenouille, przynieś mi trochę ziół z
ogrodu!” i nie uzyskując żadnej odpowiedzi zaczął
się rozglądać, gdzie jest chłopiec. Grenouille
nigdzie nie było, dlatego musiał się sam zatroszczyć
o zioła. Właśnie w tym momencie wilk podszedł i
wlazł przez otwartą kuchnię. Schwytał zębami
świnię i pożarł mięso. Gdy kucharz wrócił
i zobaczył co się stało bardzo się zmartwił
i zdecydował się nie mówić o tym swemu panu.
Szybko zabił czarną świnię i przygotował
kolację. W tym czasie ważni goście prowadzili
konwersacje w pokoju dziennym.
¨Czy
czytałeś już kiedyś jakieś dzieła
Wimpfelinga? - zapytał arystokrata.
“Nie,
zajmowałem się głównie pracami naukowymi”
- odpowiedział Michel.
“Zatem
polecam ci jego dzieła....”
“Dziękuję,
posłucham twojej rady” - odpowiedział uprzejmie.
Markiz przywitał swoich gości i zaprosił ich, aby
zasiedli do stołu. Podczas kilku pierwszych rund dyskutowano
niemalże o wszystkim.
“Aby
osiągnąć wymaganą głębię piękna
wieczoru chciałbym przytoczyć słowa mojego przyjaciela
Erasmusa: Prawdziwe szczęście istnieje jedynie jako iluzja,
jaką tworzymy my. Jednakże doskonale rozumiem jego motto.
Chciałbym coś do tego dodać. Dzisiejszej nocy pozwólmy
sobie marzyć i być głupkami, ponieważ niebawem
kucharz poda nam przysmaki na półmisku. To przybliży
nam prawdziwe szczęście. Mówiąc o marzeniach
chciałbym zwrócić wasza uwagę na fakt, że
mamy tu proroka między nami.” Gości spojrzeli po
sobie w zdziwieniu nie wiedząc o czym mówił
gospodarz. Michel w dalszym ciągu spokojnie siedział,
wiedział bardzo dobrze, co zamierzał De Florenville
próbując uczynić z niego głupka dzisiejszej
nocy.
“To
pan Nostradamus” - powiedział donośnym głosem.
Arystokraci byli już w sile wieku i zauważając jego
krytycyzm w głosie z powątpiewaniem patrzyli na lekarza.
“Dzisiejszego
wieczoru mój gość uczynił przepowiednię
dotyczącą naszego głównego dania. Osobiście
nie wierze w takie proroctwa, ale powinniśmy się przekonać
czy ma racje, czy też nie. Ponownie kluczowe pytanie brzmi:
Panie Nostradamus: czy dzisiejszego wieczoru kucharz zaserwuje biała
czy czarną świnię?”
“To
będzie czarna świnia” - w dalszym ciągu obstawał
przy swojej opinii Michel. Markiz nakazał kucharzowi, aby
postawił na stół danie główne. Nadszedł
oczekiwany moment i kucharz podniósł pokrywę tacy na
które znajdowało się jedzenie. Ku swojemu zdziwieniu
markiz ujrzał pod nią czarną świnię.
“Czy
to jest biała świnia upieczona na czarno?” - zapytał
desperacko gospodarz, ale kucharz przyznał się do błędu
i powiedział, że rzeczywiście była to czarna
świnia, ponieważ białą zjadł wilk. Ludzie
roześmieli się i markiz tym samym zrobił z siebie
głupka. Nie patrzył na swego gościa, który
uzyskał owację od gości zabranych dzisiejszego
wieczoru.
Lekarz
chętnie odpoczywał w zamku kilka tygodni i cieszył się
odwiedzinami, aż jego gospodarz nie mógł wytrzymać
już dłużej jego obecności i nakazał mu
opuścić to miejsce. Następnego dnia lekarz wyjechał
z zamku bez pożegnania.
Po
tym luksusie i ekstrawagancji przyszedł czas na pewne
oczyszczenie i Nostradamus postanowił udać się w góry.
Poszedł w Alpy, aby rozkoszować się ich czystym
górskim powietrzem. Majestatyczna natura Szwajcarskiej
Konfederacji była dobrym doświadczeniem i zrozumiał,
że jego serce doświadcza wciąż więcej i
więcej. Jego wgląd także uległ poszerzeniu.
Wzrost był bolesny i czasem trudny ponieważ cierpienie i
radość często idą w parze. “Dlaczego tak
jest, że ludzie muszą cierpieć zanim zaczną się
cieszyć?” - zapytał Michel głośnym głosem,
gdy przechodził obok górskiego jezioro, ale jezioro
milczało.
Oh,
myślę, że wiem. Przetraciliśmy nasze talenty
naszej młodości i teraz musimy walczyć, aby ponownie
odtworzyć naszą jakość.
„Bogowie
Wzgórz powiedzcie mi, dlaczego dziecko w dalszym ciągu
czuje się jednością ze wszystkim z dala od raju?”
Ale góry nie zdradzają swoich sekretów i człowiek
ma jedynie swoje ego, aby wyjaśnić mistyczność
życia. W jakiś sposób poczuł się zazdrosny
o rośliny i zwierzęta, które mogą lepiej służyć
Stwórcy poprzez to, że po prostu są kim są. Ale
pogodził się z myślą, że jakoś jest
jedynie jakością, jeśli jest to tworzenie własnego
siebie. Żarliwie pragnął pewnego dnia obserwować
nagą prawdę wzmacniając własną siłę.
Powoli zaczął cieszyć się życiem i każdy
fragment gór opiewał ich cenność. Wchodził
na każdy szczyt, aby oczyścić swój umysł i
pooglądać piękną panoramę. W pewnym punkcie
przeszedł rzekę Rone w Wallis. “Teraz już wiem,
gdzie mnie to doprowadziło” - pomyślał. Michel
poszerzył horyzonty swoich duchowych perspektyw i dotarł do
Włoszech. W przyjemnym nastroju kontynuował swoją
podróż do kraju Silnego Kościoła. Kilka tygodni
później w sąsiedztwie Perugii podszedł do grupy
mnichów w przełęczy. Na podstawie ich aparycji mógł
powiedzieć, że byli franciszkanami. Mnisi odziani byli w
szare habity i należeli do zakonu świętego Franciszka
z Asyżu, który odrzucał ubóstwo jako środek
na drodze, aby dotrzeć do Boga. Gdy podeszli bliżej
francuz odsunął się, aby mogli przejść i z
respektem pochylił głowę. Koniuszkiem oka zobaczył
jednego z franciszkanów i spontanicznie wyraził swój
zachwyt. Ukląkł i pochylił swoją głowę
do stóp zdziwionego mnicha. Michel był prowadzony swą
własną pobożnością i zrozumiał, że
spotkał swojego przełożonego.
„Powstań,
nie jestem nikim wyjątkowym” - odpowiedział młody
mnich, ale profeta widział, to kryształowo piękno
kroczące przed nim.
„Mogę
jedynie wykazać moją czołobitność tobie
Wasza Świątobliwość.” Kiedyś byłeś
zwykłym świniarzem, teraz jesteś zwykłym mnichem,
ale pewnego dnia twoje imię będzie świeciło
złotymi literami na najwyższym miejscu w katedrze Saint
Peter w Rzymie. Jesteś przyszłym Papieżem Sixtusem V.”
Zdziwiony mnich spojrzał na swoich braci pytająco, ale nie
wdzieli oni co o tym myśleć.”
“Wiele
dróg prowadzi do Rzymu, mój drogi przyjacielu. Niech
Bóg ma nas wszystkich w swojej opiece.” - powiedział
i Franciszkanie kontynuowali swój pochód. Po
samoudręczeniu podróżnik znalazł schronienie w
pobliskim mieście – Wenecji. Zmiana krajobrazu nie mogła
mu zaszkodzić. Miasto przeżywało swój Złoty
Wiek i powoli traciło swój splendor. Niemniej jednak
Michel bardzo chciał zobaczyć największy port
zachodniego świata. To miasto gdzie dorastali znani żeglarze
Marko Polo i Kolumb. Ten ostatni odkrył Amerykę.
Mała
łódź zabrała Michela do wielkiego portu, gdzie
dokowały dziesiątki statków Od lat woziły one
ładunki takie jak jedwab, przyprawy, biżuterię.
Wyszedł na lad wraz ze swym bagażem i ruszył
przechodząc obok klatek i skrzynek z chińskimi i arabskimi
literami, które wypełnione były po brzegi.
“Zadaje
się, że wiele się tu dzieje” - powiedział
sam do siebie. Wenecja była okryta całunem dymu i wiele
miejsc, kościołów i kanałów były
jedynie słabo widoczne. Michel szybko znalazł mieszkanie na
wynajem i tam pozostawił swoje bagaże. Zdecydował się,
ze rozejrzy się nieco po okolicy.
“Proszę
Pana, zapomniał pan klucz” - zawołał za nim
gospodarz.
„Ale
ja nie potrzebuję klucza” - odpowiedział uczony dobrą
włoszczyzną „Mam do ciebie zaufanie! A czy możesz
mi powiedzieć, jak mogę dostać tu jakąś
gondolę?” Włoch zasugerował, że jego
bratanek najprawdopodobniej może zorganizować dla niego
podróż. Chwilę później Michel siedział
w gondoli przemierzając wiele kanałów, które
były połączone wieloma mostami.
“Czy
płyniemy dalej?”- zapytał chłopiec.
“Tak
i nie. Myślę, że mogę się tu zatrzymać
na chwilę” - odpowiedział Francuz.
“Zatem
musisz być bardzo uprzywilejowany. Nie ma tu wielu ludzi, którzy
nie mają czasu, pieniędzy i są niezależni.”
“Masz
rację, ale dekadencja nie ma dalekich perspektyw...” Gdy
przepływali pod Mostem Westchnień, gondolier zaczął
narzekać.
“Moje
marzenia wciąż się nie spełniają. Ostatniej
nocy miałem koszmar...” Ale nie wyglądało na to,
jakby jego klient słuchał tych opowieści i raczej
skierował swoją uwagę na ruchy wody.
“To
główny kanał, który nazywa się „Wieki
Kanał” - powiedział jego przewodnik wracając do
tematu. A tam jest Most Rialto.” Po pewnym czasie Michel
zobaczył najpiękniejsze miejsce i poprosił, aby go
wysadzić na Ducal Palace.
“Niedługo
rozpocznie się karnawał i być może chciałbyś
się tam udać” - na koniec zasugerował gondolier.
“Nie,
to mnie nie interesuje.” - odpowiedział obcokrajowiec z
cienkimi ustami, rzucił monetę do torby i zniknął
z pałacem za którym Doges rządzili miastem.
Na
ulicach rozbrzmiewała muzyka i Nostradamus zdecydował się
pozostawić swoje książki.
Myślę,
że pofolguję sobie w dywersji – pomyślał i
opuścił swój pokój na piętrze, aby
przyjrzeć się bliżej festiwalowi. Tłumy Wenecjan
przechodziły wśród gwaru udekorowani jak przystało
na prawdziwy festiwal. ich twarze zasłaniały eleganckie
maski, które przedstawiały różne charaktery
ludzkie – głównie sparodiowane twarze naukowców,
handlarzy, harlekinów i prowokujących gospodyń.
Jutro będą narzekać na koszmary, ponieważ takie
rzeczy nie działają pozytywnie na oczyszczenie umysłu
– pomruczał Michel. Na placu San Marco to widowisko jak
marzenie toczyło się pełną parą. Plac
wypełniony był wesołkami i muzyka przepełniała
ten wielki plac. Aby trzymać się z dala od tej przepychanki
w tłumie Michel człapał wzdłuż nabrzeża
i unikał wysokiego filaru z lwem. Przyjeżdżał
przy nieco spokojniejszą Piazettę, gdzie zobaczył
niezwykłą damę. Nosiła Gwiazdę Dawida na
szyi i otaczały ją małe dzieci, które bawiły
się wokoło tworząc motyla z barwionego szkła. To
był gnostyczny motyl. Zainteresowany Michel podszedł
bliżej. "Jaki piękny motyl!" - wykrzyknął,
ale było zbyt głośno, aby mogli go usłyszeć.
Kobieta zobaczyła, że się zbliżył i wręczała
mu maskę diabła nie mówiąc ni słowa. Ten
gest najprawdopodobniej oznaczał, że powinien zmieszać
się ze świętującymi ludźmi i chętnie
założył maskę. i w momencie, gdy chciał się
zapytać kobiety, czy uważa, że wygląda dobrze w
tej masce intrygująca kobieta i wszystkie dzieci zniknęły
jakby zaczarowane. Szukał ich rozglądając się we
wszystkich kierunkach, ale tłumy ludzi bawiących się
na festiwali zakrywały mu widok. Był zaskoczony, gdy
zobaczył ją po raz kolejny obok starodawnej biblioteki i
skinęła na niego, aby podszedł bliżej. Bez słowa
przepchał się przez tłum, ale ponownie zniknęła
i poczuł się zmieszany. Ponownie zobaczył ją z
dziećmi i przepychał się łokciami, aby dostać
się do głównego budynku, ale gdy dostali się do
środka dziedzińca zobaczył posągi Marsa i
Neptuna. Pośpiesznie rozglądał się wokoło.
Spostrzegł, jak wspinała się po Schodach Gigantów;
Widocznie to była jakaś jej gra.
"Czy
to może jakiś rytuał karnawałowy?" - zawołał
do niej, ale nie było słychać jego głosu z powodu
hałasu jaki panował wokoło. Postanowił, że
przyłączy się do obrzędu i dał się
wabić poprzez aleje, aż dotarł do bardziej cichego
rejonu. Tajemnicza dama tańczyła z dziećmi na
drewnianych schodach i znikła w jednym ze starych domów,
które ciskały się w ziemię długimi
cieniami rzucanymi z powodu słońca. Dotarł do
podwórza, ale nie było tam znaku kobiety lub dzieci.
"Czy
jest tu ktoś?" - zapytał, ale nikt nie odpowiadał.
Za podwórzem zauważył drzwi. Otworzył je i
wszedł do wąskiego przejścia, które prowadziło
do kolejnego podwórza.
Gdzie
mnie to prowadzi? - zastanawiał się. Na pierwszym wejściu
zauważył słowo Shalom. Michel otworzył drzwi. W
pokoju stał stół z siedmioramiennym świecznikiem
w centralnym miejscu. Doskonale pamiętał menorach ze
swojego dzieciństwa.
"Witam,
czy ktoś tu jest?" - zawołał, ale nie uzyskał
żadnej odpowiedzi. Kobieta i dzieci rozpłynęli się
w powietrzu. Nagle usłyszał głośny wybuch od
strony miasta i niespodziewanie wyszedł na zewnątrz, aby
zobaczyć co się stało. W przejściu jakie właśnie
przemierzył nie było niczego widać.
Odgłosy
dały się posłyszeć ponownie. Wydawało się,
jakby pochodziły z parku San Marco i zdecydował się
wrócić tam. Po drodze zauważył, że
wszystkie ulice nagle opustoszały, a miasto wyglądało
na opuszczone za wyjątkiem wilku mieszczan uciekających ze
strachu. Zatrzymał jednego z nich i zapytał dlaczego
uciekają i co się stało.
“Zabroniono
świętowania karnawału dekretem” - odpowiedział
mężczyzna..
“Przez
policję?”
“Tego
święta już nie ma” - powiedział wenecjanin.
Naukowiec pośpieszył i dotarł do do parku San Marco,
gdzie po karnawale praktycznie nie było już śladu.
Rozejrzał się czujnie wokoło i zauważył, że
nie było nawet filara z lwem. W tym miejscu stała nowa
statua – koń z heroiczną postacią na grzbiecie.
Jego imię brzmiało Napoleon Bonaparte.
"Łap
tego mężczyznę w masce!" - nagle krzyknął
ktoś. Michel obrócił się i zobaczył grupę
francuskich żołnierzy, którzy zbliżali się
w jego kierunku. instynktownie podskoczył do góry w
powietrze i uciekł od strażników lecąc. W
przeciągu krótkiego czasu żołnierze zebrali się
i byli wszędzie i wskazywali na festiwalowicza, który
właśnie znajdował się na dachu. „Nie będzie
w stanie zostać tam zbyt długo” - powiedział
oficer i zablokował kilka ulic w tym regionie. Nostradamus
zdawał sobie sprawę z grożącego mu
niebezpieczeństwa i starał się uciec przez morze, ale
nagle dosięgła go siła grawitacji i ściągnęła
w dół. Grupa żołnierzy ruszyła pośpiesznie
na nadbrzeże, aby złapać przestępcę za
kołnierz. Sytuacja stawała się niezręczna i
Michel spadał w dół zaciskając zęby. W
ostatniej chwili udało się mu zmienić trajektorię
swego lotu i ostatecznie runął do wody w porcie. Żołnierze
próbowali go schwytać, ale wpadł gębko do wody
i ukrył się wśród przycumowanych łodzi.
Następnego poranka podróżnik rozumiał, że
śnił i obudził się w opustoszałym parku Zan
Zanipolo. W tym czasie całkowicie stracił kontakt z
rzeczywistością i nie wiedział, jaki mamy dziś
dzień. Oślepiające miasto irytowało go. Napoleon
- pamiętał. Ale t wydarzy się kilkaset lat zanim
cesarz właściwie dojdzie do władzy - oszacowywał
i szybko spisał swoją wizję.
To
naprawdę cudowne myśleć, że wszystko i wszyscy
już egzystują i czekają jedynie na okazję, aby
się przejawić. i ta intrygująca dama – czy
próbowała mi przekazać jakieś znaki, a może
chciała mnie obronić od francuskich żołnierzy? W
każdym bądź razie niebezpieczeństwo minęło.
Nostradamus często latał w swoich snach, ale nigdy
wcześniej w przyszłości. To źle, że w
dalszym ciągu miał tyle ego w sobie. W rozstrzygającym
momencie wciąż opadał w dół.
"Proszę
pana, jutro będzie pierwszy dzień karnawału" –
nagle powiedział ogrodnik. Uczony skinął do niego
życzliwie.
Właśnie
wyobrażał sobie jak by to było, jeśli zwolennikom
Napoleona udałoby się, mnie schwytać - rozpamiętywał
przez chwilę, gdy ścinane gałęzie podały pod
jego stopy. Zastanawiam się co, wydarzyłoby się
wówczas? Jeśli chcę być bezpieczny w
przyszłości muszę być bardziej świadomy w
moich snach. im wyżej idę, tym ciężej opadam.
Ogrodnik, który był na górze na drzewie obcinał
gałęzie i ostrzegł go, aby zszedł mu z drogi, bo
spadnie na niego ogromna gałąź. Kiedy rzeczywistość
przemieniła się w sen? Michel kontynuował swoje
rozważania i zdecydował, że od teraz codziennie
będzie podskakiwał do nieba, aby sprawdzić grawitację.
Wiedział, że na wyższych poziomach praktycznie nie ma
grawitacji, czyli im wyżej znajdował się świat,
tym mniej grawitacji posiadał. Uczony wstał, otrzepał
resztki gałęzi ze swoich ubrań i opuścił
park. Jak dotąd to lokalizacja wywoływała w nim
przepowiednie, ale czuł, ze pewnego dnia także musi być
możliwe, aby odwiedzać cały świat będąc
w jednym miejscu.
Po
kilku miesiącach w Wenecji, Michel zapragnął zmian i
chciał nieco więcej podróżować. Sprawdzał
u towarzystwa żeglugi i mógł zabrać się na
pierwszym statku, który miał opuścić port.
Trzy dni później spakował swoje rzeczy i udał
się do trzymasztowca, który właśnie przybył
i przycumował. Ten holenderski statek handlowy był
dowodzony przez kapitana Pelsaerta i zazwyczaj służył
do celów handlowych, ale tymczasem ładunek handlowy był
niewielki i chętnie zapraszano także pasażerów,
którzy płacili. Michel przedarł się przez grupę
ludzi w kierunku skunera, przy którego rampie stał
żeglarz. Statek "Opatrzność" wyglądał
marnie w porównaniu do groteskowych i wielkich statków
z wcześniejszego stulecia. Chęć zwiedzania świata
była szczególnie silna u Portugalczyków i
Hiszpanów i właśnie w tych krajach budowanie statków
było szczególnie popularne. "Ahoj, pasażer
Nostradamusa" – powiedział do żeglarza na
warcie. Żeglarz rzucił na niego pewne spojrzenie, sprawdzał
długą listę imion i zaczął mówić
po holendersku. Michel powiedział, że nie rozumie, a
marynarz odpowiedział, że nie ma tu na liście żadnego
Nostradamusa. Michel poprosił go, aby pokazał mu listę.
„Tu jest moje imię"- powiedział wskazując
na swoje nazwisko i wymawiając na głos po kolei wszystkie
litery. Holender westchnął głośno i i uczynił
gest jakby chciał pieniądze: „Blijckende penning,
ping ping." Francuz zapłacił mu za podróż
z góry i wszedł na pokład .
"Mądra
skarbniczka" - wymamrotał pogardliwie, gdy znalazł się
na pokładzie i spacerował między pasażerami,
którzy czekali na instrukcje pod głównym masztem.
"Czy
także wybierasz się na Maltę w sprawach służbowych?"
- zapytał arogancki kumpel i uczony potrząsnął
głową. Wenecjanin zrozumiał, że mężczyzna
nie zamierza prowadzić z nim dyskusji i zaczął
trajkotać do samotnej damy.
"Ładny
statek, czyż nie Madam? Zajęło nam trzy miesiące
zanim wybudowaliśmy go."
"Tak
długo?" - zapytał. Wówczas mężczyzna
rozpoczął długie wywody o drzewie, aż pojawił
się kapitan Pelsaert i poprosił pasażerów o
uwagę. Przywitał pasażerów po włosku i
powiedział, że właśnie dostarczyli ładunek
porcelany Delft i teraz zamierzają dostarczyć przyprawy do
Sycylii. Statek pochodził z Amsterdamu – miasta, które
stawało się bardzo popularne. Holendrzy handlowali
pieprzem, gałką muszkatołową, goździkami,
Chińską herbatą, kawą, cukrem i oczywiście
serem. Nagle członkowie załogi zawołali kapitana
przeszkadzając mu w jego krótkim przemówieniu.
Skąd pochodzi ten dziwny smród wiszący w powietrzu
tu wokoło? Najwyraźniej nastąpił przypływ
dokładnie przed odjazdem. Odpłynęli i skuner ostrożnie
prowadził ich z portu jakieś łodzie wiosłowe.
Przy bramie morskiej ustawiono pierwszy żagiel i statek wypłynął
na pełny ocean wspierany przez lekką bryzę.
Nostradamus pozostawił swoje rzeczy w kabinie i ponownie poczuł
niesamowity smród. Jeden z marynarzy zwrócił jego
uwagę na to, że statek niedawno transportował
niewolników i stąd ten zapach. Odór pod pokładem
był nie do zniesienia i Michel pośpieszył z powrotem
na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego
powietrza, a pasażerowie licytowali sentymentalne pożegnanie
z Wenecją. Wolę stawiać czoło przyszłość
– pomyślał zadowolony z siebie i przechadzał się
po statku. Przy dziobie podziwiał w zamyśleniu piękny
widok, a statek zmieniał wodę oceanu w pianę. Czuje
się jakbym był ptakiem i unosił się nad oceanem -
wyobrażał sobie. Po chwili relaksu powrócił na
dół pokładu. Zobaczył Pelsaert stojącego
na przednim pokładzie, gdzie sternik przejmowałod niego
ster.
To
dobry czas, aby spotykać się z kapitanem – pomyślał
Michel i udał się na spotkanie.
"Czy
przychodzisz, aby sprawdzić, czy płyniemy we właściwym
kierunku?" - zapytał Pelsaert.
"Całkowicie.
Wkrótce przyżeglujemy na wyspą z syrenami i jestem
ciekaw, czy możesz się jakoś im oprzeć."
Czytałeś Odyseję Homera?" - zapytał kapitan.
"Tak,
ale tylko po grecku!"
"Dobrze,
zatem mamy na pokładzie uczonego. Także potrafię
czytać, ale nie mam na to zbyt wiele czasu. Czytanie map,
oczywiście, to robię regularnie. Czy chciałbyś
odwiedzić mnie w mojej kabinie i zobaczyć kolekcję
moich map? Michel zaakceptował zaproszenie i gawędząc
udali się do największej kajuty na pokładzie. Pelsaert
posiadał niesamowicie śmierdzący oddech i cała
jego kabina przenikał tym zapachem. Lekarz miał ochotę
poradzić mu, aby płukał usta alkoholem, ale zawahał
się.
Może
doradzę mu przy naszym kolejnym spotkaniu – pomyślał.
Kapitan rozłożył przed nim na stole mapę Morza
Adriatyckiego.
Widzisz,
w taki sposób żeglujemy dookoła Włoszech"
i tymi słowy nakreślił dla niego trasę. "Tutaj
musimy być ostrożni ze względu na piratów.
"Ładna mapa" – skomentował jego gość.
"Stworzył
ją flamandzki kartograf Gerardus Mercator. Mam więcej map
jego roboty" - dumnie przyniósł kilka map i
rozłożył.
"Te
są najlepsze" - powiedział. "Zostały
opracowane dzięki nowej metodzie projekcji. W starych mapach
jest dużo pomyłek i to jest powód dlaczego Kolumb
udał się w niewłaściwym kierunku próbując
znaleźć drogę do indii.
"Dość
przydatne są te mapy" – zgodził się Michel
”ale pozycję statku można wymierzyć jeszcze
lepiej przy pomocy gwiazd." Pelsaert roześmiał się.
"Całkowicie, bez Laski Jakuba bylibyśmy zgubieni"
i wyciągnął dziwnie wyglądający przyrząd
kreślarski do pomiarów.
„Popatrz,
obok plandeki kąta podaje liczbę stopni szerokości
geograficznej” - wyjaśnił.
"Przyrząd
powinien być ustawiony w kierunku gwiazd." - zasugerował
gość.
"Zatem
znasz się na gwiazdach” - powiedział Pelsaert, gdy
odstawiał Laskę Jakuba.
"Tak,
przed laty studiowałem astrologię."
"i
co o tym sądzisz?" - zapytał kapitan, umieszczając
na stole dzbanek z brodatym mężczyzną. Twarz człowieka
była podobna do niego, ale nie wyglądała dokładnie
tak jak on.
"Eh,
wcale mnie to nie rusza" - odpowiedział Michel
szczerze. Pelsaert zareagował nieco nieuprzejmie i dał
znać, że powinien już wrócić do pracy, ale
najpierw spróbował jeszcze zaimponować swoim gościom
kolekcją srebrnych pensów. W samej rzcezy srebrne pensy
były bardzo piękne. Uczony podziękował mu za
interesującą wizytę i spędził trochę
czasu stojąc na zewnątrz na wietrze. Gdy nastał zmrok,
wszyscy udali się do swoich kuszetek, a statek poruszał się
lekko w dół i górę. Podczas nocy fale stawały
się coraz większe, skuner wzbierał silnie i Michel nie
mógł zasnąć. Po chwila poczuł że
zaczynał mieć chorobę morską i ten jakże
wszechstronny człowiek winił za to sam siebie. Po czterech
dniach w końcu opłynęli dookoła Włoch i
ujrzeli na horyzoncie Sycylię.
Może
powinienem wyjść tutaj na ląd – rozważał
Michel. Nigdy nie miałem tej zdolności poruszania się
na pokładzie, gdy statek był na pełnym morzu. Tej nocy
pasażerom zaserwowano w galerze dziwaczną papkę na
kolację.
"Dobry
Boże spraw, aby potwory morskie trzymały się od nas z
daleka" - powiedział kucharz statku i dał wszystkim
wielkoduszną porcję.
"Czy
są tu jakieś potwory morskie?" - zapytał ktoś
o imieniu Giuseppe przestraszony.
"Około
miesiąc temu musieliśmy uciekać od gigantycznego
potwora, który był tak wielki, że mógłby
pożreć cały statek."
"Czy
to jedzenie obroni nas przed tym?"
"Potwory
morskie nie lubią tego jedzenia" – wyjaśnił
kucharz i Guseppe natychmiast zabrał się do konsumpcji.
"Bzdura"
– przerwał ksiądz katolicki, który był w
drodze na Maltę, aby tam udzielać nauk. „Czy
kiedykolwiek widziałeś na własne oczy te potwory,
które ja przypuszczasz nie lubią tego jedzenia? "
"W
zasadzie nie widziałem. Byłem w galerze" –
bronił się kucharz.
"To
wszystko to tylko historię, wyolbrzymione poprzez strach
ignorancję" – kontynuował ksiądz i grupa
przyjaciół siedzących przy stole odetchnęła
z ulgą.
"Czy
te potwory to nie jest jakiś rodzaj gigantycznej ośmiornicy
z ogromnie długimi mackami?" - zapytał Nostradamus.
"Tak,
dokładnie. Widzicie, mam rację nasz uczony także o tym
wie" – odpowiedział kucharz szczęśliwie.
"Myślę,
że nie dotrę do Malty jutro" – powiedział
nagle Michel i mała grupa pasażery znowu stawała się
nerwowa.
“Ale
wiecie z pewnością, że istnieje większa szansa,
że zostaniemy zaatakowani przez piratów”- napomniał
kucharz.
"Koniec
tych strasznych opowieści!" - napomniał ksiądz
"panowie, jest tu z nami dama." Minęło dużo
czas od kolacji pod osłoną nocy statek zbliżył
się do zatoki Syracuse i rzucił tu kotwicę. Michel
leżał w łóżku w gorączce i dziwił
się co się z nim działo. Czy jestem chory, czy coś
było nie tak z tym jedzeniem? - dziwił się.
Holenderskie jedzenie zalegało w jego brzuchu. Zaczął
jęczeć leżąc w kabinie i ktoś poinformował
o tym okrętowego lekarza, który pół śpiący
przyszedł, aby sprawdzić co się stało. Kapitan
także nie mógł zasnąć i przyszedł
tutaj jego cuchnący oddech dmuchał wprost na pacjenta.
"Płucz
swoje usta trzy razy dziennie" – nagle wściekł
się Michel.
"On
bredzi" – z przykrością powiedział lekarz
."Chce, aby go wysadzono na ląd jak najszybciej. Łatwiej
będzie się nim zająć na lądzie."
Wcześnie rano przewieziono pacjenta na łódce na ląd,
a następnie do szpitala w Syracuse. Opatrzność
wznowiła jego podróż na Maltę tego samego dnia.
Minęło
kilka dni, a Michel nie wracał do zdrowia. Jego sycylijski
doktor nie potrafił powiedzieć, co się stało z
jego francuskim pacjentem, który trząsł się,
jak liść.
Najlepiej
upuścić nieco krwi, aby pozbyć się z organizmu
tych diabelskich soków – pomyślał lekarz.
"Nie!"
Nostradamus protestował głośno gdy chwytano jego rękę.
Lekarz był totalnie zaskoczony i porzucił swój
pomysł. Pomimo niektórych momentów klarowności,
Michel przeżywał ciężkie chwile. Kosztowało
to go wiele wysiłku i wciąż mdlał. Wciąż
utrzymywała się wysoka temperatura, a miejscowy lekarz
znowu zdecydował się uciec do metody upuszczania krwi, gdy
jakiś Arab nagle złapał go za ramię.
"Chcę,
aby ten mężczyzna powracał do zdrowia w moim domu,
ponieważ tutaj jest zbyt hałaśliwie dla niego. Biorę
pełną odpowiedzialność za niego."
"Oh,
panie Al-Ghazali!" - wykrzyknął lekarz. Pacjenta
przewieziono do prześwietnego domu nad oceanem, gdzie
dobroduszna kobieta zajmuje się nim z wielkim oddaniem. Opieka,
woda morska i cisza zadziałały cuda i gorączka
wreszcie ustąpiła. Kilka dni później stał
już na własnych nogach i jego tajemnicza dobroczyńca
przychodził na widzenia do niego.
"Widzę
pewne postępy"- powiedział mężczyzna z
ciemnymi brązowymi oczami.
"Tak,
całkowicie, ale kim jest ten człowiek, który tak
pomógł mi bezinteresownie?"
"Nazywam
się Abu Hamid al-Ghazali,
a moja żona Fatima opiekowała się tobą przez
ostatnie dni. Ja tylko poprosiłem, aby przeniesiono cię
tutaj."
“Zatem
ocaliłeś mi życie" – powiedział Michel
dziękując. Jego wybawiciel milczał przymilnie, a fale
przyjemnie szumiały w tle.
"Oboje
nie pochodzimy z Sycylii" - zauważył.
"Tak,
zgadza się, jestem z Francji, a ty?"
"Jestem
z Bagdadu, z Persji" – odpowiedział Arab, który
był odziany w wełniane odzienie od stóp do głów.
"Jak
znalazłeś się na tej wyspie?"
"Mój
żona i ja osiedlaliśmy się tutaj, ponieważ tutaj
czuć wolnego ducha. Teraz muszę cię opuścić,
ponieważ nadchodzi czas na nasze modlitwy. Niedługo się
zobaczymy." Muzułmanin opuścił pokój, a
pacjent skupiał swoją uwagę na oceanie i patrzył
na ruchy fal. Następnego dnia Nostradamus był
wystarczająco silny, aby zjeść obiad z Al-Ghazali i
jego żoną.
“To
piękne na Sycylii, że tu spotyka się świat
arabski z chrześcijańskim" – powiedział
mimo chodem Abu. Jego gość skinął na znak, iż
zgadza się z tą opinią, a skromna Fatima postawiła
jakieś puchary na stole.
"Czy
tęsknisz za Prowencją?" - kontynuował muzułmanin.
"Właściwie
nie. Opuściłem Francję wiele lat temu i teraz
podróżuję po całym miejsce."
"Uważam,
że podążasz głosem serca…"
"Szybko
mnie zrozumieliście" – odpowiedział Michel
zdziwiony. "Czym się zajmujesz?"
"Próbuję
żyć zgodnie z zasadami sufizmu – mistycznego ruchu w
obrębie islamu. Także publikuję prace w mój
języku ojczystym."
"Niestety
nie mówię po arabsku, ale chętnie bym się go
nauczył. Może powiedz mi coś o swoich książkach."
Abu pomyślał prze chwilę, a w tym czasie jego żona
przyniosła gorące naczynie.
"Tytuł
mojego ostatniego dzieła brzmi „Eliksir błogości.”
"Oh,
myśleć islam opierałem się na podległości"
– powiedział Michel.
"Nie,
wcale nie. Wielu muzułmanów prawdopodobnie wierzy w to,
ale Koran i surowe reguły Szariatu są jedynie zewnętrznymi
przejawami. Prawdziwym przesłaniem Allaha jest miłość."
"To
jest ta wiadomość, która ratowała mnie od
niepewnego przeznaczenia."
"Jesteś
błogosławiony mój kochany przyjacielu."
"Nie
zauważałem tych błogosławieństw przez
ostatnie kilka lat" – powiedział jego gość.
"Zatem,
życie nie jest zawsze tym, czym wydaje się być i
zawsze poddaje nas trudnym testom. Ale być może niebawem w
twoim życiu pojawi się kobieta, która załagodzi
to w jakiś sposób." W tym czasie Fatima podawała
zupę i arabska para w ciszy rozpoczęła konsumpcję.
Z powodu ich spokojnej osobowości nie było przymusu, aby
dalej rozmawiać i gość z przyjemnością jadł
razem z nimi. Po tygodniu czuł się dobrze i nadszedł
czas, aby wyruszyć w podróż czuć wielki i ja
był czasem podróżować dalej.
"Czy
orzeł zawita tu powtórnie?" - zapytał Abu, gdy
dowiedział się, że lekarz chce się z nim widzieć,
a Michel uśmiechnął się lekko.
“Jak
mogę ci dziękować?”
“Życie
- to wystarczający prezent” - odpowiedział muzułmanin
wprost ze swego serca. Michel objął go i zaoferował mu
zapłatę za pomoc, ale Abu nie zgodził się przyjąć
ich. Francuz podziękował swojej żonie także i
udał się w drogę, ponownie samotnie.
Południowa
część Sycylii składa się z malowniczych
równin, ale, gdy popatrzy się na północ,
można zobaczyć Etnę – największy wulkan w
Europie i w tym kierunku krajobraz powoli się podnosi. W
miasteczku Syracuse Nostradamus dowiedział się, że
teren wokoło wulkanu nagrzewa się ponownie poprzez
trzęsienia ziemi. W zeszłym roku widziano wielki pióropusz
dymu nad wierzchołkami, które pokrywa śnieg. W
Michelu przebudziło się jego zainteresowanie górami
i zapragnął ponownie wspiąć się na szczyty.
Gruntownie przebadał swoją kondycję fizyczną pod
kątem wyprawy. Wszystko wydaje się być w porządku
i zdecydował obwiązać kolana bandażem i zakupić
stary kapelusz oficerski, aby chronić się przed palącym
słońcem. Podczas wędrówki do wulkanu, spędzał
noce w gościnnych gospodarstwach. Gdy przemierzył wiele
równin nagle wysokość terenu znacznie zaczęła
wzrastać. Wędrówka stawała się oraz
cięższa, a Etna była coraz bliżej. Ziemia pod
nogami stawała się bardzo płodna i Etna dostawał
dużym. Ziemia pod nogami była bardzo żyzna i
Sycylijczycy sadzili tutaj drzewa cytrusowe, oliwki, winogrona,
figi, banatki i jęczmień. Wulkan najwyraźniej dawał
życie. Michel odwiedził jeszcze jedną farmę i
wypytał się o sytuację Etny.
"Musisz
być stuknięty, aby chcieć wspinać się na tę
górę dla własnej przyjemności" –
odpowiedział rolnik marszcząc brwi.
"Lubię
niebezpieczeństwo."
"Dobrze,
to twoje życie" i rolnik objaśnił mu najlepszą
drogę wiodącą do wulkanu. Następnego dnia
ekscentryk pozostawił za sobą cywilizację. Wkrótce
jego oczom ukazały się sosny rosnące wokoło
skalistego giganta. Przystaną na chwilę, aby się
rozejrzeć. Zjadł kilka pomarańczy i wznawiał
swoją wędrówkę przez las, która szybko
zmieniała się w drogę po nagich skałach. Teren
stawał się bardziej stepowy i podróżnik musiał
robić przystanki, aby odetchnąć. W oddali odkrył
zatokę Syracuse, a statki wyglądały jak malutkie
punkciki.
Takie
małe i bezbronne. Przypominają mi ludzi – pomyślał
i poczuł się gotowy, aby ponownie wyruszyć w drogę.
Nagle
zasmucił się i poczuł samotny. Brakowało mu jego
rodziny i nawet jego kraju. i nagle poczuł wielką tęsknotę
za ojczyzną i zwiesił głowę.
OK,
to nie jest dobry czas, aby być sentymentalnym będąc
na takiej wysokości stromego zbocza góry. Postanowił,
że będzie kontynuował swoją podróż.
Po jego lewej stronie zobaczył przestrzeń wypełnioną
lawą i woda parowała, gdy tylko dochodziło do jej
kontaktu z lawą.
Ogień,
ziemia, woda i powietrze. Być może dlatego jestem tutaj –
pomyślał. Może jestem tu, aby doświadczyć
tego elementu życia.
Etna
wydawała się być dość bezpieczna. Według
rolnika, którego odwiedził jako ostatniego od lat nie
było żadnych erupcji. Niemniej jednak wulkan
rozprzestrzeniał mnóstwo dymu, który był
widoczny na całym terenie wokoło.
"Na
pewno pozostaniesz spokojna, prawda?" Michel wspinał się
dalej, ale krew podchodziła do jego twarzy, gdy słyszał
głośne odgłosy huku, gdy wulkan wyrzucał chmury
popiołu. Wulkan wydalał masy pyłu na jedną z
ścian bocznych, ale to nie były erupcje centralnego
stożka.
Wszystko
w porządku, to fałszywy alarm!
Po
uczynieniu mnóstwa prób, podszedł do śnieżnej
części gdzie nie było żadnych roślin za
wyjątkiem ciernistego buszu. Samotny podróżnik
spojrzał w dół i zobaczył strumienie lawy
wypływające z wielu stron.
To
wgląda przerażająco. Jestem prawdziwym ryzykantem -
pomyślał. Ale pogoda była świetna i musiało
być to możliwe. W końcu dosięgnął
wierzchołka i przed nim wyłonił się potężny
krater. Jak tylko wspinał się na jego zbocze ogarnęło
go przerażające uczucie. Tracił równowagę
i o mały włos wpadłby w szczelinę, ale na
szczęście na czas postawił stopę i złapał
równowagę. Jego kapelusz oficerski potrzepotał w dół
w otchłań.
"O
mały włos!" - wymamrotał, zauważając,
że jego kapelusz leżał setki stóp przed nim na
dnie krateru.
Dlaczego
nagle ogarnął mnie strach- dziwił się. Ciarki
przechodzą mnie od góry do dołu. Czy to lęk
wysokości, a może to z powodu powietrza lub mgły
siarkowej?
Naprawdę
nie miał pojęcia. Owładnięty strachem ostrożnie
cieszyć się z nadzwyczajnego piękna natury. Po tym
jak spędził jakiś czas na szczycie poczuł się
zaziębiony i rozpoczął schodzić w dół.
Jak tylko ponownie bezpiecznie dosięgł stopą wulkan
postanowił udać się na północ. Ten wybór
kosztował go wiele zachodu, ponieważ okazało się,
że był to niesamowicie trudny odcinek drogi, który
prowadził przez postrzępione fragmenty gór. Zajęło
tygodnie zanim ostatecznie dostał się do portu w Palermo
całkowicie wyczerpany i przez chwilę po prostu włóczył
się po okolicy.
Pomyślał,
że wszystkie te podróże nie koniecznie żywiły
jego serce. i gdy znalazł się niedaleko normandzkiej
katedry i przyłączył się do tłumu był
pewien, że chce wrócić do Francji.
Michel
znalazł się na portugalskim statku, który miał
zabrać go do Marsylii. Po trzech dniach żeglowania
wspaniały klif wapniowy francuskiego miasta portowego ukazał
się na horyzoncie i dostojny fort Saint Jean i Saint Nicolas w
dalszym ciągu ochraniały ten obszar. Statek wolno
pożeglował powoli do portu, gdzie część
nadbrzeża była zanurzona w wodzie przy niezwykle wysokim
przypływie. To mogło wywoływać problemy dla Rhone
– pomyślał naukowiec patrząc na poręcze. Po
wyokrętowaniu znalazł miejsce, aby zatrzymać się
w Canebière – okręgu Marsylii położonym
centralnie. Wtedy zdecydował, że będzie świętować
swój powrót do ojczyzny w jeden z wielu restauracji
portowych, gdzie serwowano owoce morza.
Wkrótce
odwiedzę moją rodzinę - radował się siedząc
na tarasie przy wybrzeżu, który to pozostawał suchy.
Kelner podszedł do niego, aby przyjąć zamówienie.
"Witam.
Czym mogę służyć?"
"Czy
macie tu jakieś pełne menu?"
“Żaden
problem, tutaj obok można przyjrzeć się, co
potencjalnie wyląduje na pana talerzu."- zażartował
kelner.
“Dobrze,
w takim razie poproszę jednego z naszych przyjaciół.
Umieram z głodu.”
“A
co do picia?”
“Tak,
poproszę piwo” - odpowiedział gość, który
był w nastroju świętowania.
“Być
może się mylę, ale czy ty jesteś tym lekarzem, co
niegdyś tu mieszkał? Pan Notre, lub Nostre…”
“Nostradamus!
Tak, to ja. Milo być rozpoznanym po tak długim czasie.
Byłem za granicą przez wiele lat i właśnie dziś
wróciłem.”
“Zatem
jesteś w porę” - powiedział kelner poważnie.
“Co
się dzieje?’
"Hmm,
przytrafiły się największe powodzie w naszej historii.
Cała delta Rhone wylała ponieważ tygodniami padał
deszcz w Alpach i nadmiar wody nie mógł nigdzie ujść
z powodu bardzo wysokiego poziomu morza. Sprawy stawały się
coraz straszniejsze – odnotowano przypadki plagi.”
“O
jejku, to straszna kombinacja” uswiadomił sobie Michel i
natychmiast pomyślał o swojej rodzinie w Saint Rémy,
gdzie niedaleko przepływała właśnie ta rzeka.
“Czy
Saint Rémy ucierpiało?”
"Niewątpliwie.
Zalało całe Camargue i ten teren jest ledwie osiągalny."
"Ale
to oznacza, że ludzie nie mają już dłużej
dostępu do wody pitnej…"
"Nic
o tym nie wiem, ale lokalne władze już się zajęły
tym nieszczęściem i poszukują ludzi z medycznym
doświadczeniem. Desperacko potrzebują lekarza o twoim
profilu.”
"Dobrze,
już zapasam rękawy.” – powiedział
Michel."Lepiej przynieś mi jakąś zwykłą
potrawę, ponieważ odeszła mi ochota na świętowanie."
Jakiś czas później przedstawił się
lokalnym władzom i natychmiast przydzielono mu dwóch
asystentów do pomocy.
Po
tym jak poziom wody zaczął się podnosić, trójka
wybrała się na zagrożony obszar na koniach, aby
rozejrzeć się w sytuacji i zaoferować pomoc medyczną.
“Panowie,
powtórzę jeszcze raz, abyście zapamiętali plan
ataku.” - powiedział Nostradamus. “Jedyną
rzeczą jaką możemy zrobić dla ludzi w tym stanie
jest przekonanie wszystkich, że woda którą dotąd
pili nie nadaje się już do spożycia i nawet do prania.
Jedyną dobrą wodą jest woda butelkowa lub czysta woda,
którą przyniesiono w czystych beczkach. Gdy powrócimy
z powrotem zrobimy poduszki z płatków róży, a
następnie rozdamy je do tak wielu ofiar plagi jak to tylko
możliwe.” Mężczyźni przysłuchiwali się
uważnie. Dotarli do Rhone zanim nastało popołudnie i
zdążyli zobaczyć kilka ciał w plamy dryfujących
po wodzie i konie zaczęly się płoszyć. Nie mogli
już dłużej ich poskromić, więc przywiązali
je do drzewa.
“Zobaczmy
co zabiło te biedne dusze” - powiedział doktor i
razem podeszli do ławki i szturchali ciało kijkiem, który
leżał na brzegu.
“Spróbuj
je obrócić. Wtedy będę w stanie widzieć je
lepiej.” - powiedział Michel. Po małym wysiłku
pomocnikowi udało się obrócić ciało i ich
oczom ukazała się twarz pokryta strasznymi ropieniami.
"Czarna
śmierć!" i tymi słowy zadrżeli.
"Lepiej
będzie jeśli ruszymy dalej, nasze konie mają już
dość" – powiedział Michel. Dotarli do
pierwszej zalanej wioski z wielką trudnością i okazało
się, że także została zajęta plagą.
Ulice były zalane i martwe ciała ludzi i zwierząt
unosiły się w kałużach wody. Straszne wieści
zaczęły nabierać kształtu i Nostradamus obawiał
się, że to była największa katastrofa, jakiej
kiedykolwiek doświadczył w swoim życiu. Widok
spustoszonych miejscowości był dla nich bardzo bolesny, ale
po tym, jak poinformowali ludność o jakości wody nie
było już nic więcej co mogli dla nich uczynić i
ruszyli w drogę. Między Grand Rhone i Petit Rhone leżało
mnóstwo ciał i konie nieustannie odmawiały
posłuszeństwa i nie chciały iść dalej. W
następnych wioskach sytuacja się powtarzała. Plaga
zbierała ponure żniwo i istniały tylko dwie możliwości
– albo utonąć albo umrzeć od plagi. W mieście
Ulain wybuchła panika i niektórzy z ocalałych gnali
do trzech podróżników z desperacją. Michel z
trudnością utrzymywał kontrolę nad słowami i
nakazał im się oddalić.
"Co
wy tu wyrabiacie?" - wołali w rozpaczy.
"Chcemy
wam powiedzieć, jak korzystać z wody!" - odpowiedział
lekarz.
"Tylko
przekazujecie słowa?"
“Tak,
ale jeśli będziecie przestrzegać moich wskazówek,
macie dużą szansę na przeżycie."
"Odejdźcie!"
- wykrzyknął jakiś wieśniak drwiąc i nagle
zaczął rzucać kamieniami i kijkami i Michel nakazał
odwrót. Po tym jak odwiedzili wiele wiosek dotarli do
rozwidlenia rzeki, gdzie Petit Rhone rozszczepiał się od
swojej bratniej wielkie rzeki. Michel znał ten teren jak własną
dłoń i niebawem dotarli do Saint Rémy –
miejsca, gdzie się urodził. Miasto znacznie się
rozrosło. Zastanawiam się, czy ujrzę moją rodzinę
żywą – myślał smutnie i zostawił
swoich pomocników za sobą i szybko pojechał do Rue
des Remparts, gdzie dom jego rodziców stał opustoszony.
Zsiadł z konia mając nadzieję zauważyć jakiś
znak życia, ale nie zauważył nikogo, więc
zdecydował się udać się do miasta, aby tam
zasięgnąć informacji. Jedne z urzędników
wiedział, że jeden z jego braci remontował walący
się dom na obrzeżach miasta. Nagle Nostradamus zeskoczył
ze swego konia i pobiegł do niego. Nieco później
zobaczył Bertranda stojącego i trzymającego drewnianą
belkę w dłoni.
„Michel,
ty żyjesz!" - wykrzyczał jego brat rozpoznając go
z daleka. Wypuścił belkę z rąk i bracia padli
sobie w ramiona, aż po ich policzkach popłynęły
łzy.
"Ojciec
i matka?" - pytał pośpiesznie Michel.
"
Niedawno odeszli" – powiedział Bertrand.
"A
co z pozostałymi braćmi?"
"Hector
utonął i nie słyszałem żadnych wieści
od Julien. On żyje wysoko w Aix-en-Provence. Antoine wciąż
żyje i pracuje w zarządzie miasta Arles. Udało nam się
przeżyć powódź całkiem dobrze. Ale
dlaczego nie było od ciebie żadnych wieści tak długo?"
"Oh,
zbyt dużo się wydarzało, abym mógłby ci
opowiedzieć od razu. Ale skrócę coś nie coś:
po śmierci mojej rodziny, oszalałem na pól roku"
– odpowiedział Michel.
"Słyszeliśmy
te straszne wieści od władz miasta Agen."
"Wciąż
czuję się winny, Bertrandzie, ponieważ moja rodzina
umarła z powodu plagi, którą ja zwalczałem."
- powiedział na krótko powracając myślami do
tych przeszłych czasów.
"Zatem
wy naprawiacie domy, które uległy zniszczeniu?"
"Tak
i mamy pełne ręce roboty, jak sam widzisz."
"Dobrze,
zatem lepiej będzie jak wrócimy do pracy, muszę
poruszyć kilka gór. Niedługo cię odwiedzę."
i bracia ruszyli swoją drogą.
Gdy minęły
najcięższe chwile plagi i powodzi, Nostradamus osiedlił
się w miasteczku Salon the Provence, a ludzie przywitali go tam
z otwartymi rękoma i zdecydował się pozostać tam
na długo. Po roku odbudował nową praktykę na
Place de la Poissonnerie. Poza tym robił olejki eteryczne i
domowe lekarstwa i publikował informacje o kosmetyce i higienie.
Rozpoczął się dla niego dobry czas. Jedyne czego mu
brakowało, to kobieta.
Rozdział 5/8
|